Grecja. Kraj czy raj? – śladami „Gorzkich pomarańczy” Dionisiosa Sturisa


Grecja – kolebka europejskiej kultury, kraj słońca, pożądany kierunek wakacyjnych podróży. Jednak kryzys gospodarczy zachwiał śródziemnomorską sielanką. Zwrócił także uwagę Europy na skomplikowaną i złożoną historię ojczyzny Sokratesa.

Jestem w Atenach. Siedzimy z Tanosem, nowopoznanym Grekiem, w małej, obskurnej kafejce. Niby blisko turystycznego centrum, ale oprócz mnie w środku są sami miejscowi. Siedzą, popijają powoli kawę double greek i palą papierosy.
To na ile przyjechałaś do Grecji? – zagaduje mój rozmówca – Cztery dni? W tym czasie nie da się zgromadzić żadnej wiedzy!

Gorzkie pomarańcze

Tanos ma rację. W cztery dni nie uda mi się dogłębnie poznać greckiego społeczeństwa, zbadać, jak radzą sobie w ciężkich czasach kryzysu, kiedy zadłużenie kraju wynosi 180% PKB (czyli dług wynosi prawie dwa razy tyle, ile kraj jest w stanie zarobić w ciągu roku). Ale mam w plecaku dobry przewodnik – „Grecja. Gorzkie pomarańcze”. Reportaże o Grecji autorstwa Dionisiosa Sturisa – dziennikarza, pół Greka pół Polaka. Reporter wychował się w Polsce, jednak po latach wybrał się w podróż do Grecji, aby odnaleźć swoje korzenie i lepiej poznać ten kraj. Dotyka tematów kultury, mentalności społeczeństwa, kryzysu, imigrantów. Pokazuje, że Grecja to nie tylko Akropol i starożytni myśliciele. Chodzę jego śladami, próbuję zauważyć czy coś się zmieniło od czasu wydania książki. Za jego wskazówkami podążam najpierw na Stadion Panateński, na którym w 1896 r. odbyła się pierwsza nowożytna olimpiada, a potem pod Odeon Heroda – miejsce, gdzie koncertują największe greckie gwiazdy, a moja koleżanka Kejt czytała na głos Sofoklesa zanim nie przegonili jej pracownicy Akropolu. Ulice pokryte lepszej i gorszej jakości graffiti prowadzą mnie na plac Syntagma – główne miejsce protestów w latach 2010-2012 – teraz wypełnione wesołym tłumem. Na środku stoi scena, z głośników leci Jefferson Airplane. Tysiące Greków i turystów mieszają się ze sobą w piątkowe popołudnie.

Ateny – miasto, w którym mieszka 3,5 miliona ludzi

Graffiti na ateńskiej ulicy to częsty widok w tym mieście

– Oburzają rosnące przy drogach, na pozór niewinne cytryny i pomarańcze, które najpierw – mimo iż z lekka przykurzone – kuszą zwodniczą intensywnością koloru, a gdy wbić w nie zęby, natychmiast napełniają usta goryczą paraliżującą ślinianki, wielce nieprzyjemną goryczą.pisze Sturis. Faktycznie przydrożne pomarańcze mimo atrakcyjnego wyglądu są gorzkie i niedobre

Tancerze na Placu Syntagma. W tle widać parlament

Kino Attikon spalone podczas protestów

Raj

Postanawiamy wybrać się na pobliską wyspę Egina. Podobno każda grecka wyspa to osobny wszechświat. Wypływamy z portu w Pireusie, którego większość akcji w ciągu ostatnich lat przejęli Chińczycy od rozpaczliwie potrzebującego pieniędzy greckiego rządu. – Chińczycy chcą zarabiać, pracując – mówi kapitan Fu dla New York Timesa – [Europejczycy] chcieli dobrobytu, więcej wakacji i mniej pracy. I wydawali pieniądze, których nie mieli. Dzisiaj mają wielkie długi.

Ale port szybko znika z oczu, a wśród rajskich widoków plaż wyspy Egina o kryzysie można zupełnie zapomnieć i skupić się na bardziej optymistycznych aspektach życia. Na przykład na rosnących na wyspie najlepszych pistacjach na świecie. Albo zorganizować wycieczkę do dzielnicy Livadi, gdzie Nikos Kazantakis napisał słynnego „Greka Zorbę. Wyspiarzy mniej dotknął kryzys, ponieważ żyją głównie z turystyki, a turystów w Grecji wciąż przybywa. Rocznie jest ich trzy razy więcej niż mieszkańców. Powinniście zostać na Eginie – kapitan promu puszcza do nas oko – To wspaniałe miejsce! Ja jestem z Eginy. Mój brat ma tam hotel. Okazyjne noclegi – 30 euro za noc.

Port w Pireusie

Plaża na wyspie Egina

Kraj

Od 2010 r. z powodu wysokiego bezrobocia i niskich płac Grecję opuściło 360 tys. osób. Jedną z nich jest Michalis – 30-letni Grek, który wyemigrował z kraju kilka lat temu. Z miłości. – Połowa młodych ludzi po studiach nie może znaleźć w Grecji pracy zgodnej z ich wykształceniem – mówi – Duża część pracuje w branży turystycznej: kafejki, restauracje, fast-foody, hotele. Jednak są to tylko prace dorywcze, w sezonie. Rząd stworzył także tymczasowe miejsca pracy. Pracownicy zatrudniani są na przykład na cztery godziny dziennie przez sześć miesięcy. Po tym czasie muszą szukać nowej pracy. Ludzie mniej protestują, bo mają cokolwiek, ale trudno w takiej sytuacji zaplanować życie, czy założyć rodzinę. Mam też znajomą, która zatrudniona jest w organizacji pozarządowej pomagającej uchodźcom. Bo teraz u nas jest ich dużo. Kilkaset tysięcy młodych Greków, tak jak ja, wyjechało za granicę. Większość z nich to ludzie wykształceni, naukowcy. Mam nadzieję, że w przyszłości wszyscy wrócą i stworzą swoją własną politykę. Ale żeby tak się stało nasz kraj musi należeć do nas. Dzisiaj wszystko w Grecji jest wyprzedane: porty, lotniska, fabryki.

Nie chcąc, by kryzys się rozprzestrzeniał i osłabiał inne kraje strefy euro, Komisja Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny (tzw. Trójka) wdrożyły programy pomocowe (zakończone w tym roku) mające, wesprzeć Grecję w spłacie ogromnego długu. W zamian rząd musiał zgodzić się na zmniejszenie ilości osób pracujących w sektorze publicznym, wskutek czego wielu urzędników straciło dobrze płatną pracę. Zmniejszono emerytury oraz wprowadzono nowe podatki. Zmiany te wywołały szereg protestów.

Michalis jest jednym z przeciwników nadmiernego „zaciskania pasa” – Kryzys nie dotyczy tylko Grecji, ale całego świata – twierdzi – Rząd zaakceptował zasady narzucone przez Unię i moim zdaniem było to najgorsze, co mógł zrobić dla greckiego społeczeństwa. Ludzie stracili domy, pracę, znaleźli się na skraju ubóstwa. Władza przedłożyła dobro banków i stabilność ekonomiczną nad dobro ludzi. Mogła nie zgodzić się na spłatę tego długu. Oznaczałoby to konflikt z Unią Europejską, jednak byłoby lepsze dla społeczeństwa.

Do zmian sceptycznie jest nastawiony także Gazmed Kaplani – filozof, autor książek o Grecji. W rozmowie ze Sturisem krytykuje program narzucony przez Trojkę: –Ta olbrzymia presja, której doświadczamy, nie pomaga i nie wróży dobrze rodzącym się zmianom. Wszyscy patrzą na tak zwane rynki i próbują przewidzieć ich zachowania w zależności od tego, jak rozwinie się sytuacja polityczna. Greckim politykom mówi się: (…) Musicie przyjąć pierwszy pakiet ratunkowy, musicie – Kto kim rządzi na tym świecie? Przecież nie wybieramy „rynków”, nie one mają decydować o naszym losie, nie znamy zasad, które je regulują.


Tanos ze swojej perspektywy patrzy na kryzys nieco odmiennie:– Wielu ludziom się pogorszyło. Niektórzy brali kredyty na domy, tracili pracę i nie mogli ich spłacić. Weźmy na przykład adwokatów. Dawniej było to zamknięte środowisko. Nie każdy mógł zostać adwokatem. Ktoś odszedł albo przeszedł na emeryturę, a jego miejsce było już zaklepane. W Polsce jest inaczej, prawda? Każdy kończy studia i może być kim chce. Trójka, kojarzysz Trójke? – uśmiecham się pod nosem, podobno to najbardziej znienawidzone przez Greków słowo – Postanowiła zmienić ten stan rzeczy, zwalczali nepotyzm. Ja? Mi się aż tak bardzo nie pogorszyło po kryzysie. Ja jestem inżynierem. Ale Grecy powoli zaczynają rozumieć swoją sytuację, w większości akceptują zmiany i chcą nadal być w Unii Europejskiej. Jednak nie patrzę jasno w przyszłość. Żeby Grecja wyszła z kryzysu, potrzeba jeszcze wielu, wielu lat.


Media i licencje

Dopytuję Tanosa o media: czy są obiektywne, czy można im zaufać? – Nigdy nie możesz zaufać jednej stronie. Zawsze możesz ufać tylko sobie – Grek uśmiecha się po wygłoszeniu tej uniwersalnej prawdy i rozwija wątek – W moim kraju tylko sześć prywatnych kanałów telewizyjnych ma rządową licencję. Kanały te są mniej lub bardziej przychylne rządowi, ale zawsze muszą liczyć się z tym, żeby nie stracić licencji. Jednak w rzeczywistości nie da się powstrzymać wolnych mediów. Większość dzieje się w Internecie. Chociaż podobno pod wyjątkowo nieprzychylnymi dla rządu artykułami są publikowane fałszywe prorządowe komentarze. Podobnego zdania jest Michalis: – Część licencjonowanych programów telewizyjnych jest prorządowa, część antyrządowa, ale nie powiedziałbym, że którykolwiek z nich jest niezależny. W Internecie, radiu i gazetach prędzej można znaleźć wartościowe informacje.


Bezdomni i uchodźcy

Dziennikarze lubią upraszczać rzeczywistość. – czytam w dalszej części wypowiedzi Kaplaniego, który komentuje doniesienia zagranicznej prasy na temat Grecji – Czego oczekiwali, przyjeżdżając do Aten? Są rozczarowani, bo mamy tu kryzys ekonomiczny, a nie klęskę głodu? Czy nie widzą żebraków i bezdomnych? Czy nie spotkali ludzi, którzy muszą wyżyć za czterysta euro miesięcznie? Dlaczego nie przeszli się do miejsc, w których biedacy stoją w długich kolejkach po darmową żywność albo do szpitali, w których zaczyna brakować lekarstw dla chorych? Jeśli zaglądają wyłącznie do kawiarni i bogatych sklepów, nierzetelnie wykonują swoją robotę. Oznaki pogorszenia widać na każdym kroku. Gołym okiem. Na szczęście grecka rodzina trzyma się jeszcze dość mocno – a w jej model wpisana jest wzajemna pomoc w trudnych momentach. To bardzo trafna uwaga. W licznych kawiarenkach rzeczywiście tłoczno, jednak wszędzie pełno jest bezdomnych. Rozbijają obozowiska pod arkadami. Każdy ma swoje legowisko, nikt ich stamtąd nie przegania. Na dobre wpasowali się w miejski krajobraz. Właśnie przechodzień kopnął jednemu z bezdomnych kubeczek z pieniędzmi. Przeprosił i pozbierał drobne monety co do jednej z chodnika. 

Pod Akropolem zaczepia mnie czarnoskóry handlarz bransoletek. – Don’t worry be happy! Hakuna matata! – wykrzykuje wiążąc mi na ręce kolorowy sznurek. Słyszałam o tym sposobie nabierania turystów i już chciałam się jakoś wywinąć, ale przypomniało mi się, co przed paroma godzinami czytałam w książce Sturisa: Marzec, koniec ostrej zimy. Młoda dziewczyna z Somalii. Zmarła z wyziębienia. Przepłynęła rzekę, ale w nocy trzymał mróz. Nie wytrzymała do rana. ludzie znaleźli ją leżącą przy drodze.  Kto wie, co przeżył ten chłopak, żeby teraz tu trafić i móc mi wciskać tandetę. Czy w ogóle ma prawo legalnego pobytu w Grecji? Wręczam mu kilka monet.

Obozowisko uchodźców pod Uniwersytetem Ateńskim

Bezdomni śpiący pod supermarketem w Atenach

Handlarz uliczny sprzedający obieraczki


Niedługo wybory

Książka Sturisa została wydana w 2013 r.. Dwa lata później koalicję Nowej Demokracji i PASOK zastąpiła partia Syriza, która postulowała koniec zaciskania pasa i twarde negocjacje z Europą. Z wielu tych obietnic nie była jednak w stanie się wywiązać.

Codziennie ktoś strajkuje – mówi Tanos – Codziennie komuś pogarsza się sytuacja. Ale większość już przywykła. W gazetach ciągle piszą o nowych cięciach i obostrzeniach.
Czy jesteś zwolennikiem rządu? – dopytuję. – Ależ nigdy w życiu, jestem całkowicie przeciwny! Na szczęście niedługo są wybory…