/

Grunt to rodzinka

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Kampania naszego El Presidente zaliczyła taki medialny false start, że aż szczerze mu współczuję. Najpierw wszystko przykryła posłanka Lichocka w trybie gangsta, która, jak kiedyś Tede, „środkowym palcem pozdrowiła wrogów”. Jako że taktyką na poradzenie sobie z pożarem jest obecnie w polityce wywołanie większego pożaru, paluch miał zostać przykryty NIK-owo-CBA-owską wojenką. Później wyszła informacja, że mecenas Turczynowicz-Kieryłło dwa lata temu postanowiła zagrać tytułową rolę w piątej części „Szczęk”. Gdzieś po drodze w areszcie wylądował Agent Tomek. Wiecie co jest najlepsze? To wszystko w nieco ponad tydzień.


Doszliśmy do momentu, w którym kampania wyborcza nie polega na przedstawianiu swojej wizji czegokolwiek. Jedynym zadaniem polityków i ich sztabów stało się zażegnywanie kolejnych kryzysów. Nikt nie skupia się na wizji Polski – wszyscy skupiają się na atakach. Nie dotyczy to wyłącznie prezydenta Dudy, bo Małgorzata Kidawa-Błońska też już dostała za swoje, a przyspieszony kurs gry na polskiej scenie politycznej odebrał nawet Szymon Hołownia po brzozowym spocie. Konfederacja nie potrzebowała kryzysu i ataków, bo i bez tego cieszą się takim poparciem, że żaden bank nie chciał przyznać im kredytu na kampanię Krzysztofa Bosaka. O Robercie Biedroniu praktycznie nie słychać, a to jeszcze gorsze niż zły PR. Szwajcarią pozostaje Władysław Kosiniak-Kamysz, ale i to pewnie długo nie potrwa. Mimo wszystko sportowe prawo pod tytułem „wszyscy na lidera” (w tym przypadku sondaży), znalazło po raz kolejny zastosowanie w polityce.


W całym tym zgiełku rodzi się pytanie: który news będzie miał najdłuższą datę ważności? Zwykle mówię, że informacja jest jak szynka i szybko może się przeterminować, ale w tym przypadku mamy raczej do czynienia z deską serów – który będzie śmierdział najbardziej? Mecenas Turczynowicz-Kieryłło chciała sprytnie na pierwszy plan wystawić stanięcie w obronie dziecka, w co jej wierzę, ale nie zmienia to faktu, że spacer po mieście o 1:30 w dzień wyborów w celu rozwieszenia ulotek, jest złamaniem ciszy wyborczej. O palcu posłanki Lichockiej pisałem tydzień temu, więc nie będę się powtarzał – według mnie przeżyje kampanię prezydencką i będzie się ciągnął za PiS-em do końca kadencji. Ale co z rodzinną wewnątrzpisowską wojną Banaś vs Kamiński-Ziobro?


Wyobraźmy sobie, że każda polska rodzina ma na podorędziu służby specjalne. Wujek Władek pokłócił się ze stryjkiem Staszkiem, powiedzmy o to, czy „szczupak jest król wody, jak lew jest król dżungli.” Z polskim charakterkiem jestem pewny, że gdyby jeden z nich miał pod sobą służbę odpowiadającą NIK-owi, a drugi CBA, wysłaliby swoich agentów na wojnę. Po wszystkim, na kolejnej rodzinnej imprezie, usiedliby przy wódce i po obaleniu butelki wpadli w ślimaka jak Breżniew z Honeckerem, krzycząc przy tym wesołe „mordo ty moja”. Coś mi się wydaje, że z panami Banasiem, Kamińskim i Ziobrą będzie podobnie.


Co z tego wszystkiego wynika? Tak teraz, moi Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki, będzie wyglądała nasza polityka. W tydzień będzie wybuchało, na wszystkich frontach, tyle afer i aferek, że w pewnym momencie nie będziemy w stanie się w tym wszystkim połapać. Informacyjna burza obrzydzi nam politykę do tego stopnia, że przestaniemy się nią interesować i przełączymy na durne reality-show, w którym i tak będzie mniej dramatów. Wynik? Politycy z wolną ręką. Viva Warsaw Shore!

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.