Człowiek – to brzmi dumnie

[spider_facebook id=”2″]

 

Dokumentalistka z misją. Artystka, która wierzy w sprawczą moc sztuki. Pomaga potrzebującym; kręcąc filmy krzyczy w ich imieniu o uwagę świata.

 

Hanna PolakPoza robieniem filmów Hanna Polak zajmuje się także fotografowaniem. Zdjęcia publikuje w prasie w Polsce, Rosji i Norwegii (fot. youtube.com/PISF)

 

Hanna Polak urodziła się w 1967 r. w Katowicach. Studiowała w katowickiej i warszawskiej szkole aktorskiej w latach 1989–1991. Zawodowe życie związała z filmem dokumentalnym i Moskwą. Pod koniec lat 90. trafiła do stolicy Rosji, gdzie zetknęła się z bezdomnymi dziećmi zamieszkującymi stacje metra.

 

Na dnie

 

W Moskwie przeżyła wstrząs. Postanowiła działać. Najpierw w ramach fundacji „Active Child Aid”, której jest założycielką. Następnie połączyła pasję do filmu dokumentalnego i działalność charytatywną. Zbliżyła się do bezdomnych dzieci, nawiązała z nimi bezpośredni kontakt – dobrocią, wrażliwością i empatią zjednała sobie przyszłych bohaterów jej filmów.

 

W 2002 r. nakręciła „Dworcową balladę”, będącą punktem wyjścia do późniejszych „Dzieci z Leningradzkiego”, które w 2005 r. nominowano do Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. Razem z Andrzejem Celińskim, Hanna Polak sportretowała tragiczną sytuację dzieci. Skrzywdzone przez rodziców od których musiały uciec, potem bite i poniżane przez opiekunów w domach dziecka, w końcu wylądowały na ulicy. Śpią na kartonach, jedzą byle co. Uzależniają się od alkoholu i narkotyków, co prowadzi ich do zguby. Żebrzą na schodach, w korytarzach, w przejściach podziemnych. Bardziej niż pieniędzy potrzebują opieki, bliskości i zrozumienia. Kiedy zasypiają, widzą przed oczami swoje mamy. W swoich filmach Hanna Polak patrzy na nich jak dobra matka.

 

 

Humanistka

 

Jako założycielka fundacji „Active Child Aid”, Hanna Polak współpracuje z UNICEF. W 2006 r. otrzymała prestiżową nagrodę Złotego Serca, przyznawaną przez rosyjską telewizję NTV za „służbę najwyższym ideałom ludzkości”. Wciąż pozostaje zasłużonym twórcą dla świata filmowego. Mimo, że nie kręci wielu filmów, każdy zbiera gros nagród na ważnych festiwalach. Począwszy od wyróżnienia na Krakowskim Festiwalu Filmów Dokumentalnych w 2002 r., po nagrodę specjalną jury na ostatnim festiwalu IDFA w Amsterdamie. W 2005 r. „Dzieci z Leningradzkiego”, oprócz nominacji do Oscara, otrzymały dwie nominacje do nagród Emmy (w kategoriach: Najlepszy Film Dokumentalny i Najlepszy Montaż) oraz nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Dokumentalistów. W 2006 r. Hanna Polak otrzymała trzecią nagrodę w konkursie UNICEF International Photography Competition: Photo of the Year. Współpracowała też z innymi dokumentalistami – z Krzysztofem Kopczyńskim, stając za kamerą filmu „Kamienna cisza”.

 

 

W 2002 r. nakręciła krótki dokument o Albercie Mayslesie, legendarnym twórcy filmów dokumentalnych. Film w tym samym roku otwierał Krakowski Festiwal Filmowy, na którym reżyser otrzymał nagrodę za całokształt twórczości.

W jednym z wywiadów Maysles mówi – Wierzę, że moim obowiązkiem jako filmowca jest znajdować dobro w moich bohaterach. Nawet jeśli są przesiąknięci złem, szukam w nich człowieczeństwa. Jako istota ludzka, co innego mógłbym zrobić?

Hanna Polak wiele nauczyła się od swojego mistrza.

 

Wszyscy, mój drogi, żyją czekając aż nadejdą lepsze czasy

 

Najnowszy film, który powstał we współpracy z duńskimi filmowcami, sięga po temat znany z dotychczasowej twórczości Polak. Tym razem reżyserka skupiła się na jednej bohaterce i opowiedziała historię jej dorastania na największym w Europie wysypisku śmieci, położonym na obrzeżach Moskwy.

 

– Przez 14 lat śledziłam losy Juli i jej najbliższych na wysypisku Swałka. Widziałam ich nadzieje i marzenia tam, gdzie wydawałoby się, że nie można ich mieć. Była to dla mnie osobiście bardzo ważna podróż, ponieważ zobaczyłam siłę i wolę przetrwania w warunkach niezwykle trudnych do przeżycia. Wierzę, że jest to ważna historia o ludzkich możliwościach – powiedziała reżyserka.

 

 

Na wysypisko zaprowadziły ją dzieci, które poznała na stacji metra. Okazuje się, że na zamkniętym, odgrodzonym terenie, który odwiedzają od czasu do czasu ciężarówki wypełnione po brzegi odpadkami, egzystuje grupa wyrzutków społeczeństwa.

 

– Chciałam pokazać piękno tych ludzi. Ten film nie ma epatować tragedią, bólem, cierpieniem, a ma pokazać ludzką stronę, zadać pytanie gdzie zaczyna się a gdzie kończy człowieczeństwo? – wyjaśnia Hanna Polak.

 

Konrad Szczygieł