Centrum Kapuścińskiego

Hołduję zasadzie „trening czyni mistrza”, ale nie w każdym przypadku powinna znajdować ona odzwierciedlenie w rzeczywistości. Informacje o rekordzistach w podchodzeniu do egzaminu na prawo jazdy niewątpliwie śmieszą. Choć tak naprawdę powinny przerażać.

 

 

Pamiętam jak przed egzaminem teoretycznym ucinałem sobie pogawędkę z kilkoma współskazańcami, gdy jeden z nich rzucił: „Chłopaki, nie denerwujcie się! Jedenasty raz tu jestem. Świetna zabawa!”. Zasady nakazywały mi zareagować na żart lekkim uśmiechem, ale nie wiem, czy nie wyszedł mi grymas politowania. Pierwsza myśl: „Gościu, ja rozumiem, że na egzaminach potrafią zapytać o grubość warstwy bitumicznej asfaltu, ale jak dziesięć razy nie byłeś w stanie się tego nauczyć, może lepiej zostań przy rowerze albo hulajnodze?”. Do rowerzystów by pasował. Oni ewidentnie nie muszą znać jakichkolwiek przepisów (pozdrawiam ministra Waszczykowskiego. Tęsknię!). Koledze do rekordu światowego w zdawaniu teorii jednak jeszcze troszkę brakuje, bo w 2010 r. pewnej Koreance udało się to za 960 podejściem. Kto wie, może ów śmieszek dalej goni rekord pani Cha Sa-soon?

 

Do tych wspomnień i przemyśleń skłoniła mnie historia zdeterminowanej i nieugiętej pani ze Żnina, która zdobyła prawko po 32 podejściu i straciła je dwa tygodnie później za jazdę na podwójnym gazie. Policjanci zatrzymali ją za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Właściwie jestem pod wrażeniem jej determinacji, choć nie do końca rozumiem motywacje. Egzamin praktyczny kosztuje 140 złotych, pani wydała więc prawie cztery i pół tysiąca złotych na upragniony dokument. I po co? Wiem, wiem: kto bogatemu zabroni? Ale jeśli i tak ma zamiar prowadzić po bombie i przy pierwszej okazji stracić prawko, na które wydała tyle kasy, to może od razu powinna przekazać te pieniądze na fundację wspierającą ofiary wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców?

 

Tak też sobie myślę, że Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego powinny wprowadzić programy lojalnościowe. Np. za piąte podejście do egzaminu delikwent dostaje kubeczek, żeby każda kawa przypominała o konieczności powtórzenia częstotliwości migania kierunkowskazu na minutę. Za dziesiąte podejście ramka do tablicy rejestracyjnej – trzeba przecież znać jej wymiary. A przy piętnastym podejściu przyszły orzeł polskich szos mógłby dostać breloczek do kluczyków wymarzonego auta – to na pewno idealnie podziałałoby na jego wyobraźnię.

 

Ponieważ egzaminy praktyczne łatwiej zdaje się w małych miastach, co potwierdza raport NIK-u z 2015 roku, od kilku lat mamy do czynienia z tzw. turystyką egzaminacyjną. Zastanawiam się więc dlaczego tylko małomiasteczkowe WORD-y i MORD-y mają zarabiać na tym interesie? Sześć lat temu media pisały o wycieczkach na egzaminy z Warszawy do Ostrołęki. Czy ktoś z władz miasta wpadł na pomysł, żeby przed egzaminem wysyłać przyszłych kierowców na pokazy kurpiowskiego folkloru? Taki potencjał na promocję regionu! Prawko można zdobyć też w Grójcu. Zwracam się więc do władz miasta: wywieźcie przyjezdnych kursantów do sadu i niech zbierają jabłka w ramach podziękowań za możliwość zdania egzaminu w mieście z trzema skrzyżowaniami na krzyż. A że problemy zaczną się kiedy zobaczą rondo z dwoma pasami ruchu? Trudno – coś za coś…

 

Jakub Banan Banasik

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...

1 comment

  1. Katemeika says:

    Mar 28, 2017

    Odpowiedz

    Najbardziej przerażające jest to że nikt nigdy nie poniósł kary. Była śmierć, było mataczenie, było łamanie życia wielu osobom w celu wplątania ich w to morderstwo. Szczęśliwie ocalały akta sprawy. I co? I nic. III RP sobie z tą zbrodnią nie poradziła. Nie była w stanie czy nie chciała? Na to pytanie książka nie daje odpowiedzi.
    Ojciec Grzegorza – Leopold Przemyk wnosi skargę do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka a Trybunał orzeka, że Polska jest winna i zasądza odszkodowanie dla ojca. Może to jest odpowiedź?

Name required

Website