Historia pewnej fotografii


Jakiś czas temu prześledziłam każdy z 12 opisów fotografii w „Szachinszachu” Ryszarda Kapuścińskiego. Szukając odpowiadających im zdjęć czułam się jakbym odkrywała rzeczy dotąd niewidzialne. Teraz chciałam iść o krok dalej – odkryć źródło i historię fotografii już
znalezionej.


To jedno z niewielu powszechnie dostępnych fotografii z wypraw Kapuścińskiego. Jednak chociaż widziałam je w wielu źródłach, to nie znalazłam choćby krótkiego opisu, gdzie i kiedy zostało ono wykonane. Napisałam do kilku portali, skąd mają tę fotografię, jednak nie dostałam żadnej odpowiedzi. Szukając dalej, zdecydowałam się zapytać Polskiej Agencji Prasowej, w której Kapuściński przez lata pracował. Jednak już następnego dnia otrzymałam krótką odpowiedź: „Bardzo mi przykro, ale nie dysponujemy tym zdjęciem”. Skąd więc pochodzi ta fotografia?

Jest czarno-biała, ale jak na swoje kilkadziesiąt lat (a tyle bez wątpienia ma), jest zaskakująco dobrej jakości. Postacie są wyraźne, bez trudu można rozpoznać twarze stojących na niej mężczyzn, czy też chłopców. Każdy ma mniej lub bardziej kompletny strój żołnierski oraz broń – strzelbę niechlujnie zwisającą do ziemi lub mocno trzymaną w obu dłoniach. I ten z pozoru nieuzbrojony – który przykucnął na schodku – ma bagnet za pasem. Nawet na drugim planie tuż przy brzegu zdjęcia aparat uchwycił dłoń trzymającą nóż. Ciemna karnacja bohaterów sugeruje, że fotografia została wykonana w Afryce, zapewne podczas jakiegoś konfliktu zbrojnego. W tle widać budynek o ścianach w kolorze surowej bieli wraz z ozdobnym wejściem do budki strażniczej. Zatem fotografia może pochodzić z bazy wojskowej, może z frontu, koszar…   

W centrum stoi Kapuściński. Jedną ręką trzyma się za pasek, w drugiej ma papierosa. Zdaje mi się, że minę ma pewną siebie, na twarzy maluje mu się zagadkowy cień – może to radość, satysfakcja? Tak sobie myślę, że może to być duma z tego, że stoi wśród tych chłopaków, że wciąż żyje i ma się dobrze, że udało się wygrać jakąś potyczkę… A może to tylko pozory, poza niezbędna, by zachować twarz, by zostać zaakceptowanym, czy wręcz – by pozostać przy życiu? Kapuściński na zdjęciu jest wciąż dość młody, jednak nie na tyle, żeby zdjęcie zostało wykonane przed ’68 rokiem, kiedy przebywał w Afryce. Przez kolejne lata jeździł po południowych republikach ZSRR, a potem został korespondentem kolejno w Chile, Brazylii i Meksyku. Na Czarny Ląd wrócił dopiero w 1974 roku, a w 1975 roku pojechał do Angoli, gdzie właśnie trwała wojna domowa. Z pewnością właśnie wtedy wykonano to zdjęcie! Zatem podpis mógłby brzmieć: „Ryszard Kapuściński w Angoli, 1975 rok”. Jednak to wciąż za mało…

„Jeszcze dzień życia” – to tytuł książki wydanej rok później, będącej zapiskami z tej wyprawy. Wypożyczam wydany przez Czytelnika cieniutki egzemplarz z afrykańską maską na okładce. Reportaż to zaledwie trzy rozdziały: „Zamykamy miasto”, „Sceny frontowe”, „Depesze”. Jest też krótka część na zakończenie książki zatytułowana „A B C” – coś na wzór współczesnego wpisu na Wikipedii, który moglibyśmy znaleźć pod hasłem „Angola” i „Wojna domowa w Angoli”.

Czytam reportaż od początku, ale już po pierwszych kilkudziesięciu stronach muszę się na chwilę zatrzymać. Przyglądam się dokładnie fotografii i dopiero czytam dalej: – Trzeba nauczyć się współżyć z posterunkami i przestrzegać obyczajów, jeżeli chce się podróżować bez przeszkód i dojechać żywym do celu. Losy naszej wyprawy, a nawet nasze życie, znajdują się w rękach posterunkowych, o tym należy pamiętać. Są to ludzie różnej profesji i wieku. Żołnierze ze służby tyłów, domorosła milicja, chłopcy ogarnięci pasją wojenną, a często po prostu dzieci. Uzbrojenie przeróżne: rozpylacze, stare karabiny, maczety, noże i pałki. Ubiór też dowolny, bo trudno o mundury. Czasem wojskowa bluza, ale zwykle kolorowa koszula, czasem hełm, ale często damski kapelusz, czasem masywne buty, ale z reguły trampki lub na bosaka. Jest to uboga wojna, przyodziana w tani, perkalikowy strój.


Jeśli to zdjęcie zostało zrobione wtedy, kiedy Kapuściński pisał dalsze słowa „Scen frontowych”, to zapewne na fotografii znajdują się ludzie Agostinho Neto, ówczesnego przywódcy Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli (MPLA). Kapuściński zatrzymał się wśród nich w drodze z Luandą a Benguelą. To musiała być długa i nużąca droga przez płaskie tereny pustynne z jednej oazy do drugiej

W Bengueli spotkał commandante Monti, ekipę telewizyjną z Portugalii oraz dziewczynę imieniem Carlotta, która zostaje im przydzielona jako żołnierz eskorty podczas drogi do Balombo. Kiedy dojechali na miejsce, dowiedzieli się, że miasteczko zostało rankiem zdobyte przez MPLA. Ekipa filmowała okolicę, a Kapuściński chodził wraz z nimi i robił zdjęcia. Wreszcie gdy wsiedli do samochodu, by ruszyć w drogę powrotną do Bengueli, dowiedzieli się, że Carlotta postanowiła zostać w miasteczku. Kiedy wieczorem Kapuściński wraz z Monti i ekipą siedział w barze, czekając na jedzenie, dowiedział się, że na Balombo był kontratak, a eskortująca ich dziewczyna zginęła.

Jeśli to zdjęcie zostało zrobione wtedy, kiedy Kapuściński pisał dalsze słowa „Scen frontowych”, to wszystko wydarzyło się tego samego dnia. A jeśli wydarzenia były opisane chronologicznie, dzień po dniu, fotografię zrobiono dokładnie 15 października 1975 r. Jeśli nie, mogło to się stać kilka dni wcześniej, jednak z pewnością był to październik, bowiem na początku miesiąca Kapuściński zgodnie z rozdziałem „Zamykamy miasto” przebywał jeszcze w stolicy. Zatem podpis pod zdjęciem mógłby brzmieć: „Ryszard Kapuściński podczas drogi z Luandy do Bengueli. Angola, październik 1975 roku”.

Miesiąc później, 11 listopada 1975 r., Kapuściński nadał depeszę do PAP: „Wojna w Angoli zmieniła swój charakter. Do niedawna była to przede wszystkim wojna partyzancka, wewnętrzna, prowadzona przy użyciu broni ręcznej i lekkiej. Interwencja wojsk południowej Afryki zmieniła jednak sytuację. Dzisiaj jest to coraz bardziej wojna regularnych armii i ciężkiego sprzętu. Młoda republika znajduje sie nadal w trudnej sytuacji militarnej, ale istnieją szanse, że zdoła się obronić. Władze wojskowe Angoli gromadzą siły, żeby przejść do ofensywy.”

Wojna domowa w Angoli trwała z przerwami przez 27 lat, kończąc się w 2002 roku zwycięstwem MPLA, zgrupowania, do którego prawdopodobnie należeli bohaterowie zdjęcia. Czy któryś z nich jeszcze żyje? Na zdjęciu niektórzy z nich wyglądają na nastolatków – dziś mieliby po 60-70 lat. Może któryś z nich objął dowództwo, a potem znalazł się w nowo powołanym rządzie? Kto wie, może ma nawet to zdjęcie schowane na pamiątkę dawnych czasów. A może po prostu wszyscy zginęli podczas walk, na miesiąc po wykonaniu tego zdjęcia?

Gdzieś dalej w „Depeszach” przeczytałam jeszcze: – Wszyscy chcą się fotografować. Teraz mnie. A teraz mnie, camarada, mnie, mmmnnniiieee! Stają wyprężeni, niektórzy salutują. Zostawić ślad, utrwalić się, jakoś pozostać. Byłem, jeszcze wczoraj byłem, robił mi zdjęcie, o, tak wyglądałem. Taką miałem twarz jako żywy człowiek. Stoję przed wami na baczność, popatrzcie na mnie przez chwilę, nim zajmiecie się czymś innym.