/

Historie bez granic

 

Właśnie poznaliśmy dziesięć książek nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki, która przyznana zostanie w maju. Doskonałym preludium przygotowującym nas do tego jest cykl spotkań z laureatami, finalistami i nominowanymi do tej nagrody w poprzednich latach, odbywający się pod hasłem „Historie bez Granic”.

 

Paweł P. Reszka (za zdjęciu z środku) publikuje m.in. w lubelskiej Gazecie Wyborczej i Dużym Formacie. (fot. Magda Gontarek)

 

Pierwsze spotkanie miało miejsce w ostatnią środę, 28 lutego, w Domu Spotkań z Historią. Zaproszeni byli laureaci Nagrody im. R. Kapuścińskiego z 2016 roku – Paweł P. Reszka (nagrodzony za tom reportaży „Diabeł i tabliczka czekolady”) oraz z 2015 roku – Michał Olszewski (uhonorowany za zbiór reportaży „Najlepsze buty na świecie”). Spotkanie prowadziła dziennikarka Magdalena Kicińska.

 

Dyskusja nie dotyczyła jednak wyłącznie książek, za które reporterzy zostali nagrodzeni. Spotkanie stało się okazją do porozmawiania o osobistych doświadczeniach dziennikarzy związanych z ich pracą, motywacji, jaka nimi kieruje w pisaniu reportaży i kondycji dziennikarstwa w ogóle.

 

Michał Olszewski przyznał, że czasem, pisząc reportaże, zadaje sobie pytanie „Czy to mógłbym być ja?”: – Ktoś kiedyś powiedział, że reporter w nieświadomy sposób pędzi ku tematom, w których chce się przeglądać. Muszę przyznać, że ja też mam w sobie coś takiego. Pewnie dlatego przez lata jeździłem po Monarach i obserwowałem, co się tam dzieje. Moje dojrzewanie przypadło na okres, kiedy narkotyki w Polsce stały się łatwo dostępne. Wielu moich kolegów albo, jak to się mówi, wącha kwiatki od spodu, albo ma epizod więzienny, albo boryka się z uzależnieniami. Pewnie więc szukam takich luster, w których mogę się przejrzeć. Przede wszystkim jednak szukam miejsc, w których dzieje się coś istotnego. W moich reportażach to bohaterowie mają prawo pierwszego głosu. Mój głos jest tak naprawdę nieistotny. Olszewskiemu wtórował Paweł P. Reszka: – Szukam historii, które mnie w jakiś sposób ciekawią, angażują. Czasem reportaż jest próbą wyjaśnienia jakiegoś lęku wewnętrznego reportera. Ja sporo tekstów napisałem o ludziach niepotrzebnych, którzy mają poczucie, że ich życie jest pozbawione głębszego sensu, mieszkają często w ośrodkach pomocy społecznej. Zastanawiałem się, czemu akurat takie tematy mnie pociągają. Być może mam w sobie jakiś lęk, rodzaj projekcji, że kiedyś sam będę w takiej sytuacji.

 

W czasie spotkania mieliśmy okazję dowiedzieć się również, jaki stosunek do swojej pracy mają sami dziennikarze. – Lubię te robotę – mówił Reszka.– Najbardziej lubię zbierać materiał, natomiast pisanie wciąż sprawia mi duży problem… w moim przypadku jest to proces bardzo żmudny. Nie jestem żadnym Kapuścińskim i proces pisania jest dla mnie czynnością bardzo wyczerpującą, ponieważ dla mnie wypowiedzi bohaterów mają bardzo duże znaczenie, często używam dyktafonu, później mam wiele godzin nagrań, muszę je wszystkie spisać, żebym miał świadomość, że w jakiś sposób ogarniam ten materiał. Później muszę napisać jeszcze plan szczegółowy i dopiero zabieram się do pisania. W moim przypadku to pisanie jest tą mniej przyjemną częścią pracy. Ale generalnie bardzo to lubię. – To jest zawód fascynujący, który nadal przyciąga rzesze ludzi, dlatego że chyba czują to, co ja: że ma się możliwość przebywania trochę bliżej innego człowieka – opowiadał Olszewski. – Ma się możliwość przeżywania innych żyć. Ma się w końcu możliwość uczestnictwa w istotnych wydarzeniach. Obaj z Pawłem piszemy o ludziach „z marginesu”, opisujemy historie, które znajdujemy daleko od szosy. Ja jednak bardzo cenię sobie również możliwość, którą miałem kilka razy w ciągu 15 lat pracy zawodowej, przebywania w pobliżu istotnych wydarzeń. Jako przykłady podał swój dziennikarski wyjazd na pogrzeb Jana Pawła II do Rzymu czy uczestnictwo jako reporter w Marszach Niepodległości od 2011 roku. Według Olszewskiego pomaga mu to zrozumieć procesy, które aktualnie zachodzą w Polsce.

 

Michał Olszewski (na zdjęciu z lewej) publikuje m. in. w Tygodniu Powszechnym. Na początku tego roku została wydana jego najnowsza powieść „#Upał” (fot. Magda Gontarek)

 

– Mnie jako reportera tłum przeraża. Im więcej dziennikarzy zajmie się tym wydarzeniem, tym dla mnie jako reportera temat traci atrakcyjność – zdradzał Reszka. – Tak było m.in. w przypadku sióstr betanek. Kiedy pierwszy raz pojechałem na miejsce, to pod klasztorem panowała atmosfera trochę piknikowa. Stały samochody, fotoreporterzy znudzeni oczekiwali na rozwój zdarzeń, popijali sobie herbatkę, tak samo reporterzy. Dla mnie to był czas stracony, bo w żaden sposób nie wykorzystałbym tego w reportażu. A chyba najważniejsze jest w nim to, żeby być szczerym wobec siebie i wobec czytelnika. Olszewski opowiadał z kolei, że on lubi tłum.  – Wprawdzie w tłumie dużo trudniej jest zrobić reportaż, ale nie jeździ się wyłącznie po to, żeby robić reportaże. Czasem można przyjechać z niewielką formą publicystyczną, czasem – z materiałem na publicystykę, czasem po prostu warto pojechać i zobaczyć te twarze. To buduje jakiś background, jakąś wiedzę, którą później można wykorzystać w zupełnie innym miejscu i innych okolicznościach.

 

Ważnym wątkiem dyskusji była kondycja reportażu jako gatunku dziennikarskiego. Według zaproszonych gości, pomimo spadającej liczby czytelników prasy i książek, nadal istnieje grupa ludzi, która chętnie sięga po reportaż. Reszka opowiedział tu historię jednego ze swoich tekstów, który wywołał znaczną reakcję czytelników. Reportaż dotyczył kobiety, która poruszała się na wózku inwalidzkim, została zgwałcona przez swojego partnera i mieszkała wtedy w domu opieki. Podczas rozmowy z dziennikarzem ciągle poprawiała się na wózku; okazało się, że był on popsuty i w miejsce łożyska w jednym kole wetknięty był widelec. Po opisaniu tej historii w krótkim czasie znalazło się wiele chętnych osób, które podarowały bohaterce tekstu nowe wózki inwalidzkie, a także inne potrzebne przedmioty. Jej losem zainteresował się również Urząd Miasta Lublina. – W jakiś sposób ta obca kobieta stała się czytelnikom bliska. To największa zaleta reportażu – dodał na koniec Reszka.

 

– Historia o pani na wózku inwalidzkim jest znamienna. Chciałbym, żeby zawsze odzew na reportaże był właśnie taki, ale niestety tak nie jest. Jeszcze kilkanaście lat temu ludzie byli przekonani, że jak przyjeżdża dziennikarz, to idzie zmiana. W tej chwili jest inaczej. Wydaje mi się, że obawa przed dziennikarzami jest znacznie większa, ponieważ rośnie świadomość, że dziennikarz może nie tylko pomóc, ale również zaszkodzić – przedstawił swoje stanowisko Olszewski. Dziennikarz mówił również o odpowiedzialności za napisane słowo. – Pisząc reportaż, mogę decydować o tym, czego nie chcę napisać. Miałem taką sytuację. Kiedyś rozmawiałem z rodzicami dziecka, które powiesiło się kilka dni wcześniej na pobliskim drzewie, nie wytrzymując mobbingu ewidentnie niezrównoważonego nerwowo księdza. Wszedłem do tego domu, w którym trwała żałoba, to była taka wiejska chałupa pod Przemyślem, zabita z okazji zimy deskami, uszczelniona gazetami. Wszystkie te zapachy z kuchni, woń kapuśniaku, ojca, który wracał z roboty przy krowach czy świniach, nie mogły uciec na zewnątrz. Co tu kryć, był to zapach, który rzucał się w nos. Wydawało mi się to czymś niesłychanie intymnym. Zastanawiałem się, w jaki sposób to opisać, żeby tych ludzi nie narazić na śmieszność, bo to była zwykła, wiejska chata. Reportaż daje takie narzędzia, dzięki którym można powiedzieć jakąś prawdę o człowieku, nie odzierając go jednocześnie z godności.

 

Obaj reporterzy zgodzili się, że trudno jest mówić o misyjności zawodu dziennikarza, zwłaszcza tego piszącego reportaże. Reporter nie zastanawia się nad tym, ile dobrego może sprawić jego tekst, a po prostu podąża za tematami, które wydają mu się ważne, szuka historii, o których warto światu opowiedzieć. – Czasem teksty mają jakąś moc sprawczą, ale nie śmiałbym powiedzieć, że mam jakąś misję – powiedział Reszka. – Reporter strzela, a Pan Bóg kule nosi. Trzeba to po prostu robić – podsumował Olszewski.

 

 

Przeczytaj naszą recenzję nagrodzonych książek:

– Michała Olszewskiego „Najlepsze buty na świecie”,

– Pawła P. Reszki „Diabeł i tabliczka czekolady”.