Centrum Kapuścińskiego

Że podróże kształcą, wiadomo od lat. Nie spodziewałem się jednak otrzymania niepowtarzalnej okazji obserwacji opisywanego kilka tygodni temu genetycznego fenomenu – homo marianusa – podczas lotu do Egiptu. Materiału badawczego zebrałem sporo i teraz, Drogi Czytelniku, go przedstawiam.

 

 

Jako że nie mam w zwyczaju biegania po lasach z czekoladowymi wafelkami i grupowej gimnastyki polegającej na wymachiwaniu prawą ręką, możliwość bliższego przyjrzenia się marianusom jest dla mnie nowością. Jednak już na Okęciu zrozumiałem, że nadszedł dla mnie TEN dzień: miałem przez ponad cztery godziny być zamknięty z ukochanym przeze mnie gatunkiem w ciasnej przestrzeni Airbusa A320. Samolotu linii AirCairo, co, jak za moment się okaże, było ważnym czynnikiem. Jednak zacznijmy od początku.

 

Homo marianus zabrał na egipskie wojaże całą rodzinę: samicę mariannę, małe marianiątka, brata/szwagra/kompana w masakrowaniu lewaków (tego niestety nie udało mi się ustalić) z rodziną oraz starszą samicę (matkę). Pomimo występowania w stadzie dwóch męskich osobników, bez problemu można było określić marianusa alfa: o statusie świadczyło intonowanie pieśni, które stado podchwytywało oraz dumne dzierżenie ognistego, życiodajnego płynu.

 

Zdziwił mnie jednak kolor skóry samicy przewodnika stada. W poprzednim artykule przedstawiłem wniosek, że homo marianus dąży do osiągnięcia jak najjaśniejszego ubarwienia skóry. O ile w przypadku samców znalazło to odzwierciedlenie, o tyle samice prezentują jednak inne zwyczaje i przed wyprawą do Egiptu spędziły kilka wieczorów w solarium. Może to wskazywać, że skóra samic homo marianus jest odporna na raka.

 

Po wstępnej obserwacji nadszedł czas wejścia na pokład metalowego ptaka. I zabawa ruszyła. Los nie przydzielił mi niestety miejsca w pobliżu obserwowanego stadka. Zdążyłem jednak uchwycić złotą myśl dnia, wygłoszoną przez samca alfa chwilę przed startem: „Już mam dosyć tych je****ch ciapaków. Nie lecę z nimi”. I – poleciał. Ten wciąż zachwycający i zadziwiający mnie zarazem przedstawiciel najwyższego etapu ewolucji sam wybrał miejsce tygodniowego wypoczynku swojego stada. Poświęcił czas na znalezienie odpowiedniej oferty, zapłacił za nią swoimi pieniędzmi i tydzień w Egipcie, rozpoczęty lotem egipską linią lotniczą, zaczyna od takiej myśli! Czyżby masochizm był kolejną cechą wrodzoną marianusa? Jeżeli nie lubię, wręcz nienawidzę wątróbki, nawet baaardzo głodny odpuściłbym sobie wybitną i chwaloną przez wszystkich restaurację „Świat Wątróbek” i pożywiłbym się choćby w McDonald’się. Ja tak, ale nie homo marianus! On wszedłby do „Świata Wątróbek”, napluł na kelnera i powiedział, że nie wyjdzie dopóki nie dostanie schabowego. I ta determinacja z pewnością pozwoli przetrwać temu gatunkowi.

 

I jako że los nie dał mi szansy spędzenia tygodnia z marianusem w jednym hotelu, cały pobyt wznosiłem błagania o ponowne spotkanie mojego faworyta. Składałem pokłony wisiorkom z Anubisem i Nefretete dostępnym po „speszyl prajs for ju maj frend”, przed snem zagadywałem Allaha, Jahwe i chrześcijańskiego Boga (swoją drogą byłoby łatwiej gdyby miał jakieś imię). Starałem się nawet jeść jak najwięcej makaronu, żeby zdobyć przychylność Latającego Potwora Spaghetti. I bogowie byli łaskawi, choć przewrotni. W trakcie powrotu, również liniami AirCairo, siedziałem za przewodnikiem stada, który jednak z uwagi na nocny lot, nie był zbyt rozmowny. Jedynie po lądowaniu na Okęciu, w odpowiedzi na podziękowanie samicy za cudowny tydzień, rzucił soczystym acz subtelnym „spi*****laj”. W końcu łobuz kocha najmocniej. A w lotniskowej toalecie poinformował wszystkich, że „te ciapaki [cholerne] nie dały mu nawet [cholernej] torebki żeby [zwymiotować]” (wersja złagodzona).

 

Jestem szczerze zawiedziony tym, że nie mogłem obserwować tego stada marianusów przez cały tydzień. Czy wzięli ze sobą parawany? Czy zniżyli się do picia egipskiego alkoholu, czy zabrali zapasy z Polski? Jak poradzili sobie z codzienną koegzystencją z arabską obsługą hotelu? Te i tyle innych pytań w tym przypadku zostaną bez odpowiedzi. Mam jednak nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Już tęsknię homo marianusie!

 

Jakub Banan Banasik

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"

2 comments

  1. A says:

    Cze 7, 2017

    Odpowiedz

    B. ciekawa rozmowa

  2. B says:

    Lis 14, 2017

    Odpowiedz

    mam, czytałem, polecam 🙂

Name required

Website