I co z tym Halloween?

Mamy 31 października. Na ogół szykuję już sok żurawinowy i liczi do ponczu z łypiącymi z powierzchni okami, a kolejka złożona z Frankensteina, Draculi i kolegi w kraciastej koszuli, który co roku przebiera się za kowboja, ustawia się pod drzwiami. Nie tym razem. Święto czarów, mar i strachu (spopularyzowane, co może nieco dziwić, w kraju, który opanował do perfekcji happy endings), w tym roku nie będzie cieszyć się powodzeniem. Nie tylko ze względu na fakt, że imprezy online to mniej więcej to samo, co zwiedzanie miasta przez mapy google, ale być może dlatego, że coś innego podkradło się zbyt blisko nas… a nastrój unoszący się w powietrzu, nawet jak na przełom października i listopada, stał się upiornie ponury. 

Czy jest czego żałować? Halloween w naszym kraju jest wciąż stosunkowo nowe. Jeszcze piętnaście lat temu, gdy z kolegami z klasy chodziliśmy od drzwi do drzwi sepleniąc „cukierek albo psikus”, jedna osoba ścigała nas dobre sto metrów chodnikiem, krzycząc, że nieuchronnie wezwie milicję. A jednak już wtedy, wydrążone dynie, czarne koty i czarownice przelatujące na tle księżyca, pociągały nas. Stanowiły estetykę nie z tego świata, straszną, lecz zarazem komiczną. Bo czy celowy, opanowany strach nie jest po prostu zabawny?

Nie takiego Halloween wyczekiwaliśmy, dlatego warto zamiast klasycznych straszaków, przywołać na ten dzień coś pozytywnego. Z pomocą może przyjść nam już pogoda, w formie zjawiska atmosferycznego. Dzisiejszej nocy będzie można zaobserwować pełnię księżyca, drugą (!) w tym miesiącu, tzw. Blue Moon. Jego nazwa nie bierze się od koloru lecz od angielskiego wyrażenia „once in a blue moon” (którym określa się wydarzenie szczególnie rzadkie). I faktycznie, tzw. Blue Moonw Halloween ukazał się ostatnio 76 lat temu! Ale nie tylko pogoda jest naszym sprzymierzeńcem.

Jeśli zatęsknimy za urokliwym jesiennym klimatem z dzieciństwa możemy sięgnąć po komiks Pumpkin Heads. Wydany w 2019 roku, autorstwa Rainbow Rowell oraz ilustratorki Faith Erin Hicks, opowiada historię pary przyjaciół, która co roku pracuje wspólnie na grządkach dyniowych na jesiennym festiwalu w Nebrasce. Ten rok jest jednak wyjątkowy, bo w obliczu pójścia na college, oboje są na jarmarku prawdopodobnie ostatni raz. Para postanawia jak najlepiej wykorzystać ostatni wspólny dzień, tzn. stać się AWOL (nieobecnym bez zezwolenia) i wybrać się w wyprawę po festiwalu, przy okazji odkrywając coś o samych sobie. Choć jest to bardzo prosta historyjka, to przyjemna kreska i aura jarmarku (z tykwami, piankiami cukrowymi oraz przewozami na wozie) sprawia, że czujemy  unoszący się w powietrzu jesienny klimat (a może to zapach masy krówkowej?).

Jeśli poszukujemy horroru, horrorem niebędącym, październik okazał się dla nas łaskawy. Na Netfliksie ukazał się „Nawiedzony Dwór w Bly”, serial będący adaptacją noweli Henry’ego Jamesa „W kleszczach lęku”. Choć jest to poniekąd kontynuacja przyjętego pozytywnie „Nawiedzonego domu na wzgórzu”, podobieństwo tkwi głównie w określonym klimacie, obsadzie aktorskiej, oraz samej osobie twórcy – Mike’u Flanaganie. Historia skupia się na losach amerykańskiej guwernantki (Victoria Pedretti), która zostaje zatrudniona w dworku Bly Manor do opieki nad rodzeństwem (Amelie Bea Smith, Benjamin Evan Ainsworth). Szybko wychodzi na jaw, że posiadłość ma swoje sekrety, wraz z odciskającym się silnie piętnem przeszłości, które nie jest gotowe odpuścić. Estetyka może się mniej lub bardziej podobać, a wątki mogą okazać się nieco zagmatwane, z całej historii wyłania się jednak coś innego, niż to co widzieliśmy wcześniej. Zamiast horroru jesteśmy świadkami gotyckiego romansu. Więcej jest tu serca, niż zjaw i grozy. 

Jeśli jednak na polu jesiennej popkultury potrzebny nam jakiś strach na wróble, w marcu tego roku, na podstawie internetowej pasty napisanej przez Jacka Andersona, pojawił się  podcast – „The Left Right Game”. Historia oryginalnie opublikowana była na portalu Reddit w dziale nosleep (‘brak snu’), co daje nam pewną wskazówkę o jakiej porze dnia się z nią nie zapoznawać. Fabuła skupia się na ambitnej dziennikarce Alice Sharman, która w poszukiwaniu dobrej historii, odnajduje środowisko zajmujące się badaniem zjawisk paranormalnych i  dołącza do niecodziennej ekspedycji. Centrum wydarzeń jest tytułowa gra, której zasady są bardzo proste: „Wsiądź do samochodu i jedź. Skręć w lewo, potem w następną możliwą drogę w prawo, a następnie w następną możliwą drogę w lewo. Powtarzaj ten proces w nieskończoność, aż znajdziesz się w… nowym miejscu”.  Choć zasady wydają się łatwe, ich przestrzeganie okazuje się wyzwaniem, a każdy kolejny zakręt drogi prowadzi do coraz mroczniejszych wydarzeń.

Wypatrując dziś – 31 października, pomiędzy chmurami owej niezwykłej pełni księżyca, może nam gdzieś z tyłu głowy przemknąć myśl, że choć nie takiego Halloween wyczekiwaliśmy (a może nawet nie obchodzimy tego pogańskiego święta), to na te ponure czasy każdemu z nas przyda się odrobina dobrego ducha. 

Ilustracja: autor: MANSOUR DE TOTH, 

licencja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Jack-o-lantern-FR.JPG

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)

Twój adres email nie zostanie opublikowany.