/

I po meczu

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Wydawało mi się, że nic w sejmowym posiedzeniu w mijającym tygodniu nie zażenuje mnie bardziej, niż kandydatury Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego. Tymczasem nadeszły głosowania na przedstawicieli sejmu w KRS. Debiutująca marszałkini Witek weszła na marszałkowskie boisko niczym Lewandowski z Wolfsburgiem w 2015 r., strzelający 5 goli w 9 minut. Legendarny popis, który zapisze się na lata. W obu przypadkach.


Każdy powinien mieć swoją własną posłankę Borowiak. Kogoś, kto chwilę przed katastrofą podejdzie do nas i powie „trzeba anulować, bo przegramy”. Marszałkini Witek, jak i cała partia rządząca, ma to szczęście. Szczęście tym większe, że nie muszą liczyć się nie tylko z pozostałymi posłami, ale nawet z prokuraturą, do której już wpłynął wniosek Lewicy o możliwości popełnienia przestępstwa w odniesieniu do tej sytuacji. Z tym że wszyscy wiemy co się z tym wnioskiem stanie.


Muszę przyznać, że cała sytuacja miała też dla mnie, osobiście, pozytywny charakter – pozwoliła mi myślami cofnąć się do lat szczenięcych. Podwórkowe mecze zawsze trwały do momentu, w którym właściciel piłki musiał iść do domu. Zdarzało się jednak, że nie konieczność, a zdenerwowanie na wynik sprawiały, że obrażony delikwent zabierał futbolówkę i opuszczał boisko. Niezbyt to honorowe, ani koleżeńskie, a już na pewno nie był to sposób na zaskarbienie sobie sympatii kolegów z podwórka.


Oficjalne stanowisko jest takie, że głosy o problemach z głosowaniem było słychać z całej sali, więc niby wszystkim anulowanie go powinno pasować. Jako przykład podawana była posłanka Śledzińska-Katarasińska, która jednak zdementowała w oświadczeniu, że domagała się anulowania głosowania. Jak można wywnioskować z przekazów medialnych, problem ze sprzętem nie polegał jednak na jakiejkolwiek usterce, a na sierotowatości naszych posłów. Zamiast zwykłego zielonego i czerwonego przycisku, musieli wskazać czwórkę z sześciorga kandydatów i wcisnąć biały przycisk. W sumie rozumiem oburzenie. Jako student też zdecydowanie od testów wielokrotnego wyboru wolę te z jedną opcją do wskazania. Posłowie przynajmniej nie mieli punktów ujemnych za złą odpowiedź. Tylko, jak by nie próbować tego obśmiać, nie jest to przerażające, że nasi przedstawiciele przy Wiejskiej nie są w stanie wcisnąć kilku przycisków? Zgodnie z najbardziej rozpowszechnionym ostatnio memem, na narzekanie starszych posłanek i posłów na problemy ze sprzętem, wypada mi odpowiedzieć chyba tylko „ok, boomer”.


Na prawie się nie znam, więc pozostaje mi wierzyć autorytetom w temacie, które mówią, że nie ma w regulaminie sejmowym sytuacji, do której doprowadziła marszałkini Witek. Reasumpcja jest możliwa po wniosku 30 posłów, ale koniecznie po ogłoszeniu wyników głosowania i na pewno nie z powodu „bo my przegramy”. Może Beata Witek pozazdrościła posłowi Kaczyńskiemu sejmowego działania bez trybu? Jak by nie było, na jakiekolwiek konsekwencje nie ma nadziei, biorąc pod uwagę obecny stan sejmu i prokuratury i o tym nie wypada zapominać. Wręcz proponowałbym, za Katonem i jego ceterum censeo Karthaginem delendam esse, każdą dyskusję na temat polskiego parlamentaryzmu i prokuratury kończyć słowami o podporządkowaniu ich jednej partii.


Tydzień temu pisałem, że mam nadzieję, że ta kadencja będzie spokojniejsza. Nadzieja tym razem, zamiast jako ostatnia, umarła już na początku. Złapmy się najbliższej poręczy, bo nasz autobus, zamiast zwolnić, przyspiesza.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.