/

I przed szkodą i po szkodzie głupi

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


W tym tygodniu do Warszawy po raz kolejny wjechali na traktorach rolnicy, dowodzeni przez swojego showmana Michała Kołodziejczaka. Swoje miejsce w całym bałaganie znalazła nawet Renata Beger, która ze swoimi legendarnymi kurwikami w oczach groziła Jarosławowi Kaczyńskiemu, że zablokują mu dom i ukradną kota. Z jednej strony śledziłem protest i postulaty rolników ze spokojem, z drugiej coś mi tu logicznie nie zagrało…


Pierwszy duży protest, w którym zaistniała Agrounia i Kołodziejczak, miał miejsce w lutym zeszłego roku. Warszawiacy pewnie pamiętają kłęby czarnego dymu unoszące się z opon palonych na placu Zawiszy i kompletne zablokowanie Ochoty i części Centrum wynikające z ich niezapowiedzianego protestu. I tu znowu – postulaty rozumiem, jednak działania były kompletnie chybione. Nie da się zdobyć posłuchu społeczeństwa fundując mu takie atrakcje. Kwestie społeczne to jedno, ale, jak to ja, patrzę bardziej na polityczny aspekt całej sprawy.


Jak wspomniałem, protest odbył się w lutym 2019 r. PiS był wtedy u władzy już prawie cztery lata, trwał wstęp do kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi. Wszystko wskazywało na to, że rolnicy odwracają się od władzy, chociaż już w 2015 r. postawili na PiS, zamiast PSL-owskiej koniczynki. A co zrobili w październiku 2019 r.? Ponad 67% z nich znów zagłosowało na partię Kaczyńskiego. Poprotestowaliśmy sobie, usłyszeli nas, nie ugraliśmy nic, ale zróbmy to samo, co cztery lata wcześniej.


W tym roku zastanawiałem się, co rolnicy zrobią w trakcie wyborów prezydenckich. Niespodzianki nie było. Andrzej Duda dostał w pierwszej turze prawie 72%, w drugiej turze ponad 81% głosów tej grupy. Teraz, zaledwie kilka miesięcy po wyborach, rolnicy wrócili na ulice Warszawy. Ale przecież wybory w Polsce to nie tylko polityka krajowa.


Jeżeli uznamy Andrzeja Leppera za głównego przedstawiciela rolników na początku tego wieku, możemy sobie przypomnieć, że ta grupa bała się Unii Europejskiej jak mało kto. Po 2004 r. mogli jednak zobaczyć, ile kasy jest dla nich w Brukseli. Jeżeli pomyślimy o dofinansowaniach, wyłączymy z nich infrastrukturę, z której korzystają wszyscy, prawdopodobnie grupą, która skorzystała najbardziej, są właśnie rolnicy. Przejedźcie się po wsiach i popatrzcie na ciągniki Fergusona i Lamborghini za kilka baniek. No Ursusy z ery pre-brukselskiej to to nie są.


Polscy rolnicy są albo masochistami, albo mają syndrom sztokholmski. Będąc grupą, która tak wiele zyskała na członkostwie Polski w Unii Europejskiej, głosują w ogromnej większości na partię, która nawet jeżeli nas z tej wspólnoty nie wyprowadzi, to od lat stale niszczy w niej naszą pozycję. To się przełoży na pieniądze, bądźmy tego pewni. Czy rolników obudzi obcięcie dotacji unijnych? Jestem pewny, że nie. Jeżeli w ostatnich wyborach kompletnie nie zwrócili uwagi na niebezpieczeństwa wynikające z polityki międzynarodowej PiS-u, nie wybudzą się też w przyszłości. Może nawet zrobią w Warszawie jakiś protest, jak już pieniędzy będzie mniej. Jestem jednak pewny, że nic z tego nie wyniknie.


Żeby była jasność, zdaję sobie sprawę z wagi rolnictwa dla Polski. Przy zmianie metod działania Agrounii, może nawet byłbym gotów poprzeć ich protesty. Jednak dopóki ta wielka grupa nie będzie chciała sama sobie pomóc przy urnach, nie ugra nic, poza wkurzaniem warszawskich kierowców blokowaniem ulic i ekologów palonymi oponami.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.