Oddali głos Oldze

 

Tragiczne historie są często, o ironio, inspiracją do stworzenia czegoś dobrego. Stają się pierwowzorami reportaży, książek, filmów. Po około 40 latach kilka osób wróciło myślami do dwudziestokilkuletniej Czeszki, która zabiła 8 osób, wjeżdżając ciężarówką w przystanek autobusowy, i postanowiło opowiedzieć jej smutną historię. I tak powstały dwie świetne rzeczy: książka reporterska i film o Oldze Hepnarovej.

 

Premierowa projekcja filmu „Ja, Olga Hepnarova” odbyła się jednocześnie w dwóch salach ze względu na dużą liczbę zaproszonych gości (fot. Magdalena Gontarek)

 

Odtworzenie losów Olgi Hepnarovej było procesem długotrwałym. Najpierw powstała książka napisana przez Romana Cílka, czeskiego twórcę literatury faktu i powieści kryminalnych. Był rok 2010. Po jakimś czasie historią tą zainteresowało się dwóch młodych czeskich reżyserów: Petr Kazda i Tomáš Weinreb, którzy zaangażowali do współpracy kilku Polaków. W ten sposób w maju 2016 roku książka Romana Cílka „Ja, Olga Hepnarova” została wydana po polsku, a kilka miesięcy później pod tym samym tytułem powstał film. Jego premiera odbyła się 4 stycznia 2017 roku w warszawskiej Kinotece.

 

Gwiazdą wydarzenia była Michalina Olszańska, młoda polska aktorska, która w filmie wcieliła się w tytułową postać. Jak zaznaczyła Grażyna Torbicka, która poprowadziła oficjalną część premiery, Olszańska wykazała się ogromną odwagą, podejmując się zagrania roli Hepnarovej; co więcej – wzbudziła podziw u recenzentów filmu za dojrzałość i emocjonalność, z jaką to zrobiła. Dla samej Olszańskiej praca nad filmem także była ogromnym przeżyciem. Jak sama powiedziała: – Dla początkującej aktorki taka rola może być trudna, natomiast ja dostałam wspaniałą opiekę nie tylko artystyczną, ale przede wszystkim tę ludzką, za co chciałam bardzo podziękować wszystkim, którzy pracowali przy tym filmie. Będę to nieść w sercu jako aktorka i jako człowiek przez całe moje życie.

 

W filmie faktycznie największe wrażenie robi rola Olszańskiej. Hepnarova to postać, której zagranie z pewnością było wyzwaniem dla młodej aktorki. Niezwykle trudna do zagrania pod względem emocjonalnym, wymagająca pokazania uczuć skrajnych – od apatii aż po furię, stosunkowo wiele scen miłości lesbijskiej, gra przede wszystkim ciałem i twarzą, bo tekstu tak naprawdę jest tam niewiele – na tę trudność składało się wiele czynników. Mimo wszystko bez zawahania można stwierdzić, że Polka sobie w tej sytuacji świetnie poradziła.

 

Cechą charakterystyczną filmów, w których głównym celem jest przedstawienie portretu psychologicznego postaci, a nie zwrócenie uwagi widza na akcję, są długie ujęcia. W tej produkcji jest ich pełno – w niektórych momentach można by nawet uznać, że są one nieco przydługie, zwłaszcza w scenach przedstawiających prozaiczne, codzienne czynności wykonywane przez Olgę, które stosunkowo niewiele wnoszą do całościowego obrazu bohaterki. Natomiast zdecydowanym atutem jest estetyczna strona zdjęć spotęgowana poprzez czarno-białą kolorystykę. Umiejętne prowadzenie kamery w połączeniu z grą światła i delikatną urodą Olszańskiej, która przypomina w filmie młodą Natalie Portman, sprawia, że sceny są nieco tajemnicze, intrygujące i w większości po prostu ładne.

 

Sama historia Olgi Hepnarovej, przez lata uważanej za zwykłą morderczynię, jest jednak tragiczna. W filmie to jej twórcy oddają głos. Poznajemy ją jako dziewczynę nieszczęśliwą, samotną, odrzuconą przez społeczeństwo, zepchniętą na margines, przed ponad dwadzieścia lat będącą, przynajmniej w swoim odczuciu, jak sama o sobie mówiła, Prügelknabe – chłopcem do bicia. Popełniając zbrodnię, chciała po pierwsze zemścić się na społeczeństwie za to, jak ją przez lata traktowało, a po drugie zwrócić uwagę, że osób takich jak ona, skrzywdzonych i odrzuconych, potrzebujących pomocy, jest dużo więcej.