Jak nakarmić czytelnika?


Uganda, Irak, Albania, Kuba, Kambodża – pięć krajów, jeden wspólny mianownik. Przywódca – tyran. Witold Szabłowski odwiedził cztery kontynenty, by porozmawiać z kucharzami, dbającymi  w przeszłości o zadowalanie gastronomicznych gustów krwawych dyktatorów.


Czasem, by wiedzieć, że książka jest dobra, wystarczy przeczytać opis na tylnej okładce. Patrzę i czytam: „Co bulgotało w garnkach, kiedy ważyły się losy świata? (…) Co zjadł Saddam Husajn, gdy już wydał rozkaz, by zagazować dziesiątki tysięcy Kurdów? Nie rozbolał go potem brzuch?” i już wiem, że lekturę będę połykać dużymi, łapczywymi kęsami.


Książka zaczyna się trzystronną „przegryzką”, która pojawia się później przed każdym rozdziałem i spełnia rolę prologu. Autor poświęca ją zawsze kucharce Pol Pota. Później Szabłowski opisuje pokrótce swoją historię związaną z gastronomią i wyjawia kulisy powstawania książki. Kończy ją słowami zapowiadającymi prawdziwą ucztę. „Widelce i noże w dłoniach? Serwetki na kolanach? To dobrze. Zapraszam na posiłek”.


Spis treści – krótki, ale wymowny. Szabłowski na „śniadanie” proponuje Saddama Husajna z Iraku, na „lunch” – Idiego Amina z Ugandy, do Albanii zaprasza na „obiad” – Envera Hodżę, kubańska „kolacja” to Fidel Castro , a „deser” – Pol Pot z Kambodży. Autor w reportażu oferuje czytelnikowi, by przez chwilę poczuł się jak dyktator… i podaje przepisy na ulubione potrawy opisywanych przywódców. Można więc zadać sobie pytanie, czy „moralnym” będzie zjeść rybę, którą tak bardzo lubił Castro? Jak dobra jest ulubiona zupa Husajna? Jak to jest mieć cechę wspólną z dyktatorem?


Reportaż to głównie spisane rozmowy z kucharzami. Nie są one jednak pokazane w formie wywiadu, poprzez strukturę „pytanie-odpowiedź”. Są to właściwie same odpowiedzi rozmówców Szabłowskiego. Widocznie chciał oddać głos swoim bohaterom. Tam, gdzie czuje potrzebę, by skomentować to, jak wyglądały spotkania z kucharzami, w jakich okolicznościach do nich doszło lub pokazać swoje przemyślenia na temat miejsca, w którym się odbyły, pisał podrozdziały. Daje to poczucie równowagi – autor jest niewidoczny, gdy jego rola nie jest niezbędna i pojawia się, gdy komentarz jest konieczny. Cały tekst sprawia wrażenie mówionego, nie pisanego. Szabłowski potrafi świetnie opowiadać.


Same rozmowy z kucharzami byłych dyktatorów, to swego rodzaju lekcja życia. Pokazuje ludzi niepozornych, wrażliwych, którzy jednak w decydujących momentach w życiu, musieli zachować zimną krew, by przetrwać u boku najsurowszych. Są też dowodem na to, jak bardzo rozwinięta może być propaganda (przykład kucharki Pol Pota, która do tej pory wierzy w jego niewinność). W rozmowach z Szabłowskim, nie ukrywali tego, że ich rola była naprawdę ważna, ponieważ często od nich zależał humor dyktatorów.


„Jak nakarmić dyktatora” to książka, od której trudno się oderwać. Pokazuje historię, którą znamy, z zupełnie innej strony. Czytając ją, czytelnik poznaje kulisy życia dyktatorów, dowiaduje się, jak zachowywali się na co dzień, jaki mieli stosunek do służby i zderza to z ich powszechnie znanym wizerunkiem. Szabłowski w książce, pokazuje politykę, dosłownie i w przenośni, od strony kuchni.

 
„Jak nakarmić dyktatora?”

Autor: Witold Szabłowski

Wydawnictwo W.A.B.

Rok wydania: 2019

Wpisy

Studentka dziennikarstwa i medioznawstwa, pochodząca z zachodniej Polski. Do kręgu jej zainteresowań należy fotografia – na zdjęciach uwiecznia naturę oraz ludzi w codziennych sytuacjach. Lubi przyglądać się społeczeństwu, a w kwestiach politycznych i światopoglądowych stara się szukać złotego środka. Żyje w przekonaniu, że to siatkówka jest sportem narodowym.