Centrum Kapuścińskiego

Dziennikarstwo to nie tylko liczby. Misji nie da się zawrzeć w czymś do końca policzalnym i mierzalnym – mówi Jakub Górnicki, współtwórca Outriders. W rozmowie z Magdaleną Bojanowską opowiada o tym, jak zrodził się pomysł na powstanie portalu oraz czemu zajmuje się światem, nie Polską.

 

 

Czym jest Outriders?

To nowy startup medialny, którego misją jest działanie na rzecz rozwoju rzetelnego i obiektywnego dziennikarstwa. W ramach tego projektu prowadzimy kilka aktywności. Pierwszą i najbardziej widoczną jest serwis Outride.rs, gdzie m.in. w depeszach regularnie informujemy o sytuacji w wybranych regionach świata, obecnie na Ukrainie i w Meksyku. Pod koniec listopada zaczniemy relacjonować to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, głównie w Syrii i Iraku. Tworzymy też reportaże interaktywne, organizujemy różnego rodzaju wystawy czy prezentacje powiązane z nimi  tematycznie, prowadzimy warsztaty i szkolenia. Kolejną inicjatywą jest Festiwal Wachlarz, skupiający podróżników i reporterów, którzy pomagają lepiej opowiadać o świecie. Z Lviv Media Forum na Ukrainie organizujemy z kolei Compass, który jest ukraińskim odpowiednikiem „Wachlarza”. We wrześniu przyszłego roku planujemy zorganizować wydarzenie dedykowane dziennikarzom – m.in. o tym, jak tworzyć treści, szukać środków, współpracować z reporterami zza granicy.

 

Skąd pomysł stworzenia takiej inicjatywy?

Cały projekt to suma doświadczeń wielu ludzi i chęci bycia dziennikarzami. Pomysł kiełkował dość długo – pierwsza myśl na ten temat pojawiła się jeszcze w 2015 roku. Został zainicjowany przeze mnie i przez Anię [Anna Górnicka, żona Jakuba – przyp. red.]. Później zaczęliśmy rozmawiać o nim z osobami, które myślą podobnie – z wieloma mentorami i ludźmi mediów – aby zebrać ich opinie. Wstępna koncepcja ewoluowała kilkukrotnie, ale dzięki temu pozyskaliśmy bardzo cenne uwagi. Stworzyliśmy zespół, stopniowo dołączały do nas kolejne osoby.

 

Dlaczego w ogóle postanowiliście się tym zająć?

Z narastającej złości na to, jak wygląda rynek medialny w Polsce. Brakuje prób stworzenia modelu, dzięki któremu wartościowe społecznie dziennikarstwo może się rozwijać. Dziennikarstwo to nie tylko liczby. Misji nie da się zawrzeć w czymś do końca policzalnym i mierzalnym. Trzeba wyjść z założenia, że jest niedochodowa i wspierać ją, jak się tylko da.  Media zwalniają korespondentów zagranicznych, zmniejszają ilość materiałów dotyczących świata, obniżają stawki za dobre teksty reporterskie, bo „to jest za drogie” lub „ludzie nie chcą tego czytać”. A przecież duża część tego, co porusza opinię publiczną w Polsce, dzieje się właśnie poza nią. Co więcej, wydarzenia ze świata są bardzo często wykorzystywane przez polityków do tworzenia narracji, która zaczyna dzielić społeczeństwo. Trudno jest je weryfikować, jeśli nikt nie dba o to, by pokazywać je będąc na miejscu.

 

Jaki jest cel Outriders?

Opisywać świat i tworzyć nowy fundament dla rozwoju dobrego dziennikarstwa. Chcemy, żeby za około dwa lata Outride.rs był serwisem informującym ludzi o tym, co się dzieje na świecie. Już teraz znajdziecie tam reportaże, depesze, ale w planach mamy także realizację innych form. Niezwykle ważne jest budowanie społeczności i relacji z czytelnikami. Chcemy wejść między nich.

 

Będziecie zajmować się Polską?

Zajmujemy się Polską, ale jedynie w ujęciu globalnym. Jeżeli będziemy realizować temat, w którym Polska występuje w roli, którą można skontrastować z innymi państwami/społeczeństwami, to wtedy też się nią zajmiemy. Teraz na przykład pracujemy nad reportażem o smogu, a Kraków jest jednym z jedenastu miast borykających się z tym problemem. Nie będziemy jednak poświęcać Polsce specjalnych materiałów.

 

Dlaczego?

Mediów, które zajmują się głównie Polską, nie brakuje. Outriders zajmuje przestrzeń, którą wszyscy inni omijają i skupia się na korespondencji zagranicznej.

 

Skupiacie się wyłącznie na dziennikarstwie interaktywnym?

W pewnym sensie tak. Można powiedzieć, że nawet nasze depesze są interaktywne. Pokazujemy czytelnikowi, że istnieje więcej informacji na dany temat i jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej na dany temat, dajemy mu taką możliwość. W naszych depeszach, na żółtych polach w tekście, dodajemy dodatkowe informacje.  Nie wymagamy od każdego czytelnika, żeby np. znał kontekst kulturowy Meksyku. To my, właśnie poprzez te wstawki, chcemy dać mu tę wiedzę.

 

 

Outriders już tworzy reportaże interaktywne, choć w Polsce to nie jest gatunek rozpowszechniony. Jak wygląda praca nad nimi?

W tradycyjnym reportażu autorem jest osoba pisząca, w interaktywnym jest wielu współautorów. Zaczyna się oczywiście od pomysłu. Później w grupie reporter-programista-designer musi odbyć się rozmowa, jak taki materiał będzie realizowany, jak będzie wyglądał wizualnie. Potem pracuje reporter: robi research, rozmawia z bohaterami, „produkuje” poszczególne komponenty. A kiedy stworzy finalną wersję tekstu, materiałem zajmuje się designer i przedstawia swoje propozycje na „ugryzienie” tematu. Jak widać, żeby taki reportaż opublikować potrzeba kilku miesięcy pracy.

 

Mówicie, że nie chcecie być najszybsi, ale chcecie zrobić coś dobrego pod względem jakości.

Kiedy się dowiedziałem, że większość osób pracująca w teamie interaktywnym „New York Timesa” nie ma dostępu do statystyk, byłem zachwycony. Tam nie ma żadnej presji. I kiedy my powiedzieliśmy sobie, że nie musimy robić wszystkiego najszybciej, od razu stworzyła się przestrzeń do działania. Nie musimy o nic walczyć i ten brak ciśnienia pozwala nam spokojnie pracować nad dobrymi materiałami. Trudno łączyć jakość z szybkością – jeśli w newsroomie wiszą statystyki live, to tworzy się kołchoz, nie redakcja.

 

Najpierw pojawia się news, czyli krótka, zwięzła informacja. Potem można to wyjaśnić, głębiej zanalizować w reportażu.

Dokładnie. W tym roku na Festiwalu Wachlarz gościem był Wacław Radziwinowicz. Jego zdaniem korespondent zagraniczny znajduje się między dwoma światami, zna obie kultury, więc jego zadaniem jest tłumaczenie świata. Nie powinien już walczyć w żaden sposób z mediami społecznościowymi, ale – tylko i wyłącznie – zajmować się tłem. Powinien zajmować się kontekstem, pogłębioną analizą. I to jest wartość reportażu.

 

W polskich mediach, choć mamy wielu dobrych reporterów, jest coraz mniej miejsca na reportaże. Dlaczego?

Z powodu kwestii finansowych. Reporterom nie opłaca się długo pracować nad materiałem, ponieważ przez ten czas nie dostają pensji. Jeśli ktoś otrzymuje 1800 zł za tekst, który tworzył trzy miesiące, to jak ma z tego wyżyć? Musi mieć inną pracę. Reportaż to dziś gatunek bardzo czasochłonny i nieopłacalny.

 

Czy nadzieją jest reportaż interaktywny?

Myślę, że ta forma będzie się rozwijać. Jest ciekawsza dla odbiorcy, bo można w niej odkrywać nowe ścieżki przekazu. Nie widzę jednak w reportażu multimedialnym przyszłości dziennikarstwa: nigdy nie zastąpi on tradycyjnego reportażu literackiego.

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu

Name required

Website