Janusz Adamowski: Dziennikarz jest jak lekarz

[spider_facebook id=”2″]

 

Z prof. Januszem Adamowskim, medioznawcą i dziekanem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz przewodniczącym Rady Nadzorczej Polskiego Radia, rozmawia Jakub Szczepański.

 

Janusz Adamowski– Autorytet wszędzie trzeba sobie wypracować rzetelnością, a nie swego rodzaju pudelkowaniem – mówi prof. Janusz Adamowski (fot. Krzysztof Wojciewski)

 

Dla wielu dziennikarzy, którzy chcą zajmować się reportażem, idolem jest Ryszard Kapuściński. Jego karierę można dzisiaj powtórzyć?

Być może da się przejść jego ścieżką. Na pewno potrzeba do tego wielkiej determinacji i przełamania licznych barier, bo wydaje się, że jakościowe dziennikarstwo nie jest dzisiaj w cenie. A reportaż jest jednak gatunkiem wymagającym namysłu, czasu i pieniędzy. Właściciele mediów chyba nie do końca go lubią.

 

Gdzie w takim razie szukać jakościowego dziennikarstwa? 

W tygodnikach społeczno-politycznych. Można znaleźć nieliczne tytuły starające się zachować odpowiedni standard. Gdybyśmy popatrzyli na radiofonię publiczną, też wskazalibyśmy programy dbające o jakość oraz autorów, którym na tym zależy. Nie mówię o telewizji publicznej, bo w jej działalności przeważają elementy komercyjne.

 

To chyba dlatego, że twórcy i właściciele mediów skupiają się dzisiaj przede wszystkim na sprzedaży swoich produktów.

W mediach dominuje zasada: „wyprodukuj możliwie tanio, drogo sprzedaj”. Obserwujemy nieustającą komercjalizację i tabloidyzację. Zwalnia się ludzi, za pracę których trzeba relatywnie dużo zapłacić, a na ich miejsce trafiają tani półamatorzy, często robiący wszystko, żeby tylko zaistnieć w zawodzie. Nadal wierzę w media jako czwartą władzę, ale mam zastrzeżenia do niektórych zjawisk, które toczą je niczym rak.

 

Co ma pan na myśli?

Przede wszystkim ich dramatycznie spadającą jakość i amatorszczyznę wśród dziennikarzy. Widać, że wiadomości są przygotowywane szybko. To pewnie wina naciskających właścicieli mediów, ale dziennikarz nie do końca powinien się im poddawać. Takie procesy powodują, że nawet poważne instytucje medialne schlebiają przeciętnemu – jeżeli chodzi o zdolności intelektualne – odbiorcy. Z pewnością jest to również efekt słabego przygotowania dziennikarzy do zawodu.

 

A może tabloidyzacja jest Polakom potrzebna?

Nie jestem przeciwnikiem tabloidów. Potrzebne są też media zaspokajające potrzeby szerokiego grona użytkowników. Zdaję sobie sprawę, że większość czytelników, słuchaczy czy widzów to ludzie bez wielkich potrzeb intelektualnych. Niemniej, w miarę wzrostu poziomu wykształcenia i bogacenia się społeczeństwa potrzeba mediów prezentujących wysoki poziom będzie coraz silniejsza. Pamiętajmy, że na rynku medialnym konieczne są różne segmenty.

 

 

Wspominał pan o kształceniu dziennikarzy. Kiedy zaczynałem pracę w mediach, usłyszałem od przełożonych, że studia dziennikarskie są do niczego niepotrzebne. Jak to wygląda w praktyce?

Nigdy nie mówiłem, że studia dziennikarskie powinny być jedynymi, które przygotowują do zawodu. Niemniej, są potrzebne, ponieważ wielu ludziom dają szansę wczesnego zapoznania się z tą profesją. Nawet jeśli uznamy, że w niektórych przypadkach nie są wystarczająco pogłębione, to jednak pokazują, czym jest dziennikarstwo i pozwalają zweryfikować wyobrażenia na jego temat. Studenci mają szansę spotkać się z praktykami, odbywać staże w mediach. Na pewno będą jednak ludzie, których droga do tego zawodu będzie wiodła przez Wydział Nauk Ekonomicznych czy Wydział Zarządzania, bo od razu będą chcieli zdobyć wiedzę specjalistyczną.

 

Rozmawialiśmy o amatorszczyźnie w zawodzie. Są ludzie, którzy chcą za wszelką cenę zaistnieć, a właściciele mediów im na to pozwalają. 

Jeśli w ogóle na to pozwalają, to zbyt pochopnie. Obniżanie jakości konkretnych tekstów czy programów obniża przecież autorytet mediów. W ramach redukcji kosztów likwiduje się korektę, więc zdarzają się błędy stylistyczne, a nawet ortograficzne i czytelnicy je wychwytują. Jeśli poważne tytuły doprowadzają do takiej kompromitacji, to jaki mogą mieć później autorytet? Z pewnością nie przekłada się to też na wzrost poziomu czytelnictwa. Jeśli gazeta dostarcza niesprawdzonych informacji, które są źle podane, to zniechęceni odbiorcy będą uciekać jeszcze dalej niż teraz. Wiem, że wielu z nich, razem z mediami, przenosi się do internetu. Segment takich czytelników będzie się zwiększał, bo to zjawisko pokoleniowe. Autorytet wszędzie trzeba sobie jednak wypracować rzetelnością, a nie swego rodzaju pudelkowaniem.

 

A może prasa nie przejmuje się swoim autorytetem, bo czytelnicy nie mają zbyt dużego wyboru tytułów?

Według mnie wybór jest bardzo duży. Ze względu na polityzację mediów czytelnik mający określone poglądy polityczne sięga po swoje ulubione pismo i znajduje tam ich potwierdzenie. Utwierdza się w przekonaniu, że jego rozumowanie jest poprawne, skoro gazeta X prezentuje na swoich łamach podobne stanowisko. Gorzej, jeśli ta gazeta X jest organem politycznym partii i znajduje się na jej ekonomicznym pasku.

 

Jakość polskiego dziennikarstwa można poprawić?

Do tego potrzeba konsensusu wewnątrzśrodowiskowego. Proszę na to środowisko popatrzeć: skłócone, rozbite, spierające się ze sobą. Autorytet organizacji dziennikarskich jest znikomy albo nie ma go wcale. Organizacje dziennikarskie działają szczątkowo, nie mają nic do powiedzenia i są kompletnie nieatrakcyjne dla młodych ludzi wchodzących do zawodu, bo nie są w stanie im pomóc. Autorytet Rady Etyki Mediów spada na łeb na szyję, a przecież to ważny przejaw samoregulacji. Potrzeba nam zgody wokół spraw fundamentalnych: etyki, rzetelnej informacji, misji. Kolejną kwestią są oczywiście pieniądze. 

 

Tych za wiele w mediach nie ma.

Wezwanie do nieposłuszeństwa obywatelskiego przez wysokich urzędników państwowych spowodowało, że dramatycznie spadła ściągalność abonamentu. Ludzie nie mają świadomości, że to nie jest kolejny podatek, a publiczna danina na rzecz mediów, które powinny pełnić ważną funkcję w społeczeństwie. Płacę operatorowi kablowemu, to nie będę płacić na media publiczne, bo przecież mam TVP1 czy TVP2 – taki punkt widzenia pokutuje w wielu polskich domach. To błąd.

 

Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, ale nie ma co ukrywać, że młodzi dziennikarze za wiele nie zarabiają. A to bezpośrednio wpływa na jakość produktu.

Ten zawód podupadł, bo do lepiej płatnej pracy odchodzą ludzie z doświadczeniem i umiejętnościami. Obserwuję to zjawisko w prasie regionalnej. Wieloletnim dziennikarzom każe się przejść na samozatrudnienie lub ich się po prostu wyrzuca, bo są „za kosztowni”, a na ich miejsce przyjmuje się dwóch słabo opłacanych, którzy zrobią wszystko, żeby się utrzymać na stanowisku.

 

Może problemem jest też internet? Przyzwyczailiśmy odbiorców do tego, że informacja należy im się za darmo. Wystarczy włączyć komputer, kliknąć i dostęp do treści staje otworem.

Wiele wiadomości w sieci jest po prostu słabych. Jeśli ktoś poszukuje wiedzy wyspecjalizowanej, musi za to zapłacić. W dobie konwergencji trzeba przyzwyczaić się do funkcjonowania mediów nowych i tradycyjnych w internecie. Nie ma już od tego odwrotu. W internecie są: radio, telewizja, prasa. To dobrodziejstwo, które nieodpowiednio użytkowane może też stać się przekleństwem, ale nie zapominajmy przy tym, że brak dostępu do sieci to cywilizacyjne wykluczenie. Internet nie jest głównym winowajcą zjawiska obniżania się jakości dziennikarstwa.

 

 

Powiedział Pan, że najczęściej należy płacić za treści specjalistyczne. Czy właśnie tu leży przyszłość dziennikarstwa?

Ze względu na natłok informacyjny ogólne kanały radiowe, telewizyjne i gazety będą zanikać. Ten proces widać już teraz chociażby w mediach audiowizualnych. Kiedyś cztery główne kanały telewizyjne konsumowały 90 % rynku. Dzisiaj na co dzień mają w nim mniej niż połowę udziałów. Zdecydowaną większość tego rynku  stanowią kanały wyspecjalizowane. Sądzę, że to dobrze i ten popyt na informację specjalistyczną będzie wzrastał. Im bardziej będzie fachowa, tym więcej odbiorców znajdzie.

 

Zakończmy optymistycznie. Powiedzmy, że zdeterminowany absolwent dziennikarstwa chce pracować w mediach. Co mógłby mu pan poradzić?

Silnie zmotywowany człowiek zawsze znajdzie dla siebie miejsce. Wyrzucą go drzwiami, to będzie wchodził do zawodu oknem. Znam wielu ludzi, którzy swoją przygodę z tą profesją zaczynali nieciekawie, a później wyrośli na wspaniałych dziennikarzy. Do tego potrzeba samodyscypliny, intensywnej pracy nad sobą, stałego pogłębiania warsztatu i przede wszystkim etycznego działania. Tak jak lekarz, który chociaż przez lata się kształci, to jednym nierozważnym cięciem skalpela może pozbawić człowieka życia, tak i dziennikarz przez swoje nierozważne działanie – złe użycie klawiatury czy długopisu – może zniszczyć konkretną jednostkę, rodzinę czy społeczność. Dziennikarstwo wymaga też dużej aktywności. Należy starać się o to, żeby ktoś cię dostrzegł. Ale nie poprzez skandalizowanie, tylko zawodową rzetelność.