„Jedno jest w życiu szczęście – kochać i być kochanym”


Warto kilka rzeczy zaznaczyć już na samym początku. „Moja żona głaszcze jeże” nie jest pozycją wybitną. Próżno szukać w niej niepowtarzalnych opisów, wyjątkowych bohaterów ratujących świat, czy znaczącej dawki wiedzy historycznej. Siła tej książki leży gdzie indziej – w prostocie i pozornej banalności. W sile płynących z niej uczuć i wrażliwości. W ukazaniu, czym może być prawdziwa i wieloletnia miłość, nawet w obliczu licznych przeszkód i kłótni. A przecież każdy z nas chciałby taką przeżyć, prawda?


„Moja żona głaszcze jeże” Błażeja Strzelczyka to zbiór dziesięciu rozmów (nie wywiadów, tylko właśnie rozmów), z małżeństwami o wieloletnim stażu. Dobór bohaterów jest bardzo szeroki, choć każdy z nich może pochwalić się ciekawą biografią i, zazwyczaj, niestandardową działalnością. Są dziennikarze, jak Wojciech Jagielski, czy Tadeusz Sobolewski. Są działacze opozycyjni, jak Karol Modzelewski, czy Henryka Krzywonos-Strycharska. Znajdziemy tu także podróżników, pisarzy, wykładowców akademickich, czy, chociażby, leśniczych. Jednak, przede wszystkim, znajdziemy zwykłych ludzi. Ze swoimi problemami, kłopotami i szarą codziennością. Strzelczyk pokazuje swoich bohaterów od możliwie najbardziej ludzkiej strony. Nie interesują go naukowe dokonania, czy zebrane nagrody jego rozmówców. Ciekawi go, na czym polega sekret udanego małżeństwa. Jak wytrzymać z drugą osobą kilkadziesiąt lat pod jednym dachem. W jaki sposób radzić sobie z kłótniami, które pojawiają się w każdej relacji, czy jak radzić sobie z okresem rozłąki.  Gdzie leży sekret dobrego wychowania dzieci i jak z czasem zmienia się podejście do cielesności. Sprawy pozornie proste, a jednak często tak bardzo skomplikowane i niejasne.


Wyróżnia się także sposób przeprowadzania samych rozmów. Nie są to klasyczne wywiady, a bardziej luźne konwersacje, z wszystkimi tego konsekwencjami. Bohaterzy często odbiegają od tematu, wychodzą, np. po kawę w trakcie dialogu, czy pokazują coś rozmówcy. Także sam autor redukuje swoją rolę i obecność do niezbędnego minimum. Czasem zada jakieś pytanie lub podsunie daną myśl, ale, przede wszystkim, zostawia pole do rozmowy dla swoich bohaterów. A ci świetnie ten fakt wykorzystują. Często to same małżeństwa prowadzą ze sobą dłuższy dialog, wzajemnie zadając sobie pytania i wspominając przeszłość. Buduje to niesamowite wrażenie naturalności i swobody. Czytelnik odnosi wrażenie, jakby siedział naprzeciwko rozmówców, z herbatką i ciasteczkiem w dłoni, i, po prostu, słuchał czyjeś historii. A mimo pozornie prostej tematyki, zdecydowanie jest czego słuchać.


Autorowi udało się, przede wszystkim, uchwycić w swoich rozmowach coś, co często umyka przy wielu tekstach. Uczucia. Z dialogów wprost bije naturalne ciepło i czułość. Nawet, jeśli małżonkowie rozmawiają o zastawie w kuchni, czy poprzednim mieszkaniu, to robią to w taki sposób, że trudno nie poczuć do nich sympatii. Po samym sposobie formułowania zdań widać, jak bardzo bohaterowie są dla siebie ważni, jak się wzajemnie słuchają, szanują i próbują zrozumieć. Innymi słowy, z rozmów, po prostu, czuć miłość w najczystszej postaci.


„Dla mnie miłość to bycie drugim człowiekiem. Nie z drugim człowiekiem, tylko na ile to możliwe bycie nim-mną” – wypowiada się jeden z bohaterów książki, próbując wyjaśnić, czym jest miłość. I chyba właśnie to hasło mogłoby przyświecać wszystkim rozmowom. Warto przeczytać „Moja żona głaszcze jeże” nie z powodu merytorycznej wiedzy i odstawić na półkę, jako kolejną książę. Jest to tytuł, przy którym warto na chwilę zwolnić. Wczytać się w dialogi i poczuć specyficzny klimat rozmów małżeńskich. Bowiem, pomimo często błahej tematyki, morałów i wartych zapamiętania cytatów zdecydowanie nie brakuje. A może i jakaś łezka się uroni. Niespodziewana, ale jednak prawdziwa i naturalna. Taka bowiem jest ta książka.


„Moja żona głaszcze jeże”
Autor: Błażej Strzelczyk
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2019