Jedzie pociąg z daleka…

Ryszard Rynkowski śpiewał, że „jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka…”. Olga Gitkiewicz pokazuje jednak, że choć na pociąg czeka wielu, to ten niekoniecznie ma zamiar do nich przyjechać. I żaden łaskawy konduktor nic na to nie pomoże.

Temat poruszany w „Nie zdążę’’ pozornie wydaje się dość prozaiczny. W końcu z transportem publicznym zetknął się każdy, a wielu doznaje tej (nie)przyjemności wręcz codziennie, niezależnie, czy mieszka w małej wiosce, czy w centrum dużego miasta. Większość z nas przeżyła też niejedne rozczarowanie, związane ze sposobem funkcjonowania tegoż rodzaju transportu lub przez panujące w nim warunki. W końcu, kto z nas nigdy nie wyklinał spóźniającego się w zimę autobusu, nie pocił się w pociągu PKP, przez „chwilowo” niesprawną klimatyzację, nie zastanawiał się, który rozkład jazdy akurat obowiązuje lub nie natrafił na jedno z setek innych uniedogodnień, za które władze kolei czy autobusu serdecznie nas przepraszają i obiecują naprawę usterki „już wkrótce”. A jednak trudno nie zazdrościć Oldze Gitkiewicz pomysłu na tę książkę i sposobu jego realizacji. „Nie zdążę” to zbiór reportaży opowiadających o problemach trapiących transport publiczny w Polsce oraz o wykluczeniu komunikacyjnym, które dotyka ponad 14 milionów Polaków. I choć wszyscy mamy, w mniejszym bądź większym stopniu, świadomość istnienia tego problemu, to opisanie wykluczenia komunikacyjnego w rzetelny sposób na papierze pozwala dostrzec czytelnikowi prawdziwą skalę oraz wielowymiarowość tego tematu.

Zresztą „Nie zdążę” to nie pierwsza książka Olgi Gitkiewicz, dziennikarki i absolwentki Polskiej Szkoły Reportażu, dotycząca problematyki życia codziennego. Już wcześniejszy reportaż autorki, czyli „Nie hańbi” (nominowany w 2018 roku do Nagrody Literackiej Nike, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego czy Nagrody im. Teresy Torańskiej) opisywał polski rynek pracy, ze wszelkimi jego paradoksami i historycznymi konsekwencjami, które współcześnie odczuwają miliony pracowników każdego dnia. „Nie zdążę” to więc kolejny dowód, że w pozornej prostocie i uniwersalności tematu leży jego siła. Najlepiej świadczy o tym uznanie, przez jury konkursu Grand Press, „Nie zdążę” za Książkę Reporterską Roku 2020.

Nie można odmówić Oldze Gitkiewicz trudu włożonego w pracę nad książką. Choć porusza wiele problemów, a niektóre czasami chciałoby się poznać trochę głębiej, to nie gubi się w ich sieci, sprawienie porusza się między kolejnymi aspektami. Zmierza ze swoją opowieścią od punktu A do punktu B, tak jak opisywane przez autorkę autobusy czy pociągi. Czytamy więc o skomplikowanej relacji pieszy-kierowca, w której to ten pierwszy musi nieustannie walczyć o swoje bezpieczeństwo i należyte pierwszeństwo na przejściu, o tym, jak łatwo przyzwyczajamy się do korzystania z samochodu, choć w wielu sytuacjach przejście się lub podjechanie rowerem zajęłoby nam tyle samo czasu, czy o tym, jak wiele świetnych obywatelskich pomysłów przegrywa starcie z systemową machiną i urzędowym „niedasizmem”.

Gitkiewicz w reportażowy sposób ukazuje także, jak funkcjonują, czy raczej nie funkcjonują, autobusy w mniejszych miejscowościach w Polsce, a przede wszystkim, w jak fatalnej kondycji znalazły się polskie koleje, mimo że pasjonatów i znawców tego środka transportu zdecydowanie w naszym kraju nie brakuje. Niestety rzeczywistość jest daleka od oczekiwań pasażerów. Nieaktualne rozkłady jazdy, połączenia w niepraktycznych godzinach, omijanie mniejszych wsi, ograniczanie limitów prędkości (a więc wydłużanie czasu przejazdu) czy wreszcie znikające z dnia na dzień połączenia, które dla wielu były jedynym sposobem dostania się do pracy lub szkoły. Autorka oddaj głos zarówno mieszkańcom wsi i miast, którzy zmagają się z wykluczeniem komunikacyjnym, jak i kolejarzom, kierowcom autobusów, pracownikom dworców czy przedstawicielom instytucji odpowiedzialnych za organizację  transportu publicznego w Polsce, którzy potrafią mieć bardzo różne punkty widzenia i wskazywać odmienne przyczyny obecnego tragicznego stanu komunikacji masowej w naszym kraju.

Szczególnie uderza opis tego, co dzieje się z PKP, która nie odnalazła się po zmianie ustrojowej w Polsce w 1989 roku. Gitkiewicz krok po kroku przedstawia proces „wygaszania popytu”, czyli niemalże celowego utrudnienia życia pasażerom, aby systematycznie zmniejszać ich liczbę, zgodnie z naiwną wiarą, że najlepszym sposobem na zwiększenie zysków jest zmniejszenie wydatków. W końcu, jeśli ograniczymy liczbę kursów między dwoma miastami lub zmienimy godziny przejazdu kolei na niepraktyczne, to z takiego połączenia będzie korzystać coraz mniej osób, a to stwarza idealny pretekst, aby je w ogóle zlikwidować, pod zarzutem nierentowności. Proste, prawda? A jakie skuteczne.

Trzeba też przyznać „Nie zdążę” czyta się naprawdę szybko i sprawnie. Autorka nie próbuje moralizować, nie szuka rozwiązania przedstawionych problemów, o ile takie w ogóle istnieje, tylko rzetelnie przedstawia realny stan transportu publicznego w Polsce, nie próbując sztucznie dramatyzować czy podkolorowywać opisywanych przykładów. Skupia się na tym, na czym reportaż skupiać się powinien. Na faktach, liczbach oraz na ludziach i ich codziennych problemach. Może lektura „Nie zdążę” nie sprawi, że nie będziemy się irytować, czekając na kolejny spóźniony autobus czy pociąg, ale pozwoli zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy. A może i spojrzymy przychylniejszym okiem na kierowcę czy konduktora, którzy często niekoniecznie są winni wszystkim komunikacyjnym nieszczęściom na naszej drodze. Bowiem polski transport publiczny jest znacznie bardziej skomplikowany, niż wskazywałaby na to piosenka Ryszarda Rynkowskiego.

„Nie zdążę”

Autor: Olga Gitkiewicz

Wydawnictwo: Dowody na Istnienie

Rok wydania: 2019

Wpisy

Student trzeciego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.