/

Jęki i krzyki


Słyszymy krzyki na demonstracjach pro – i anty – LGBT. Wrocławski sąd orzeka, że jeśli 14-latka nie krzyczała, to nie można mówić o gwałcie. Na sali szpitalnej przyszła matka płacze i krzyczy podczas porodu nieplanowanego dziecka. Wieczorem młoda para wydaje z siebie głośne jęki rozkoszy. Co ma z tym wspólnego edukacja seksualna?

 

fot. Patrycja Rembiszewska


O tym czym jest WDŻ pisała na naszych łamach kilka tygodni temu Marcelina Cywińska. Ja chciałabym przyjrzeć się skutkom braku przemyślanej edukacji seksualnej w naszym kraju i zastanowić się, co można zmienić żeby było lepiej.


Edukacja ma za zadanie kształtować obywateli i wyposażać ich w uniwersalną wiedzę, tak aby byli w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Teoretycznie, każdy z nas miał na przyrodzie i biologii podstawy budowy narządów płciowych, wie czym jest zapłodnienie i mitoza. Jednak większości z nas nikt nie nauczył nas rozmawiać o seksie, ani szukać wiarygodnych źródeł informacji na ten temat.


System zostawia część wiedzy, o relacjach międzyludzkich i seksie, do przekazania przez rodziców, rodzeństwo lub starszych kolegów. W praktyce powoduje to ogromne rozwarstwienie świadomości w zakresie seksualności – nie tylko wśród młodych ludzi, ale także u dorosłych. Jest to spowodowane także tym, że niektórzy rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie z dziećmi, czują się skrępowani lub sami nie posiadają takiej wiedzy.


Obecne złudzenia

Według podręcznika do WDŻ już po ósmej klasie wszyscy powinni opanować takie pojęcia jak: antykoncepcja i środki wczesnoporonne, relacje międzyosobowe, rodzaje miłości, a nawet leczenie bezpłodności. Jednak w rzeczywistości wygląda to zgoła inaczej. Tak ten przedmiot wspomina 18-letnia Weronika ze wsi pod Gdańskiem: –Ogólnie pamiętam kartkówki z budowy narządów płciowych i WDŻ z katechetką w gimnazjum. Seks był traktowany jako głupota jaką jarają się nastolatki i żeby tego nie robić, bo jest więcej problemów niż funu.  Można różnie oceniać taką postawę, ale rolą nauczyciela jest uświadamianie negatywnych konsekwencji ryzykownego życia seksualnego, a nie przekazywanie własnych opinii.


Edukacja seksualna daje nam podstawową wiedzę i świadomość dotyczącą ciała. Każdy z nas ma narządy płciowe, które mogą być źródłem chorób. Tak samo każdy posiada różne potrzeby seksualne, które wpływają na nasze samopoczucie i jakość związków. Wiele kobiet czuje wstyd na samą myśl, że ktoś mógłby zauważyć jak idą z podpaską w ręku do łazienki, a to przecież coś naturalnego. W Polsce zajęcia o miesiączce są prowadzone w oddzielnych grupach z podziałem na płeć.  Przez powszechnie panujący wstyd, niektóre kobiety boją się przyznać, że mają większe libido niż ich partnerzy lub mają fantazje seksualne, bo przecież Matce-Polce nie przystoi.

 


Jak widać nastolatki są świadome zagrożeń płynących ze współżycia i biorą odpowiedzialność za swoje czyny. Myślę, że w młodym wieku każdy interesuje się seksem i szuka bliskości. Zabranianie nocowania i spędzania czasu z dziewczyną może doprowadzić do tego, że swój pierwszy raz chłopak przeżyje w zupełnie przypadkowym miejscu w niekomfortowej atmosferze.


Rodzice mają prawo wychować dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami i przekazując mu wartości, które są dla nich ważne. Niektóre metody wychowawcze dotyczące przekazywania wiedzy o seksie budzą zgrozę zarówno po lewej, jak i prawej stronie sceny politycznej. Największe kontrowersje budzą pojęcia takie jak tożsamość płciowa i orientacja seksualna, które w naszym kraju wywołują konflikty.


Mimo tego, że każdy z nas ma własny punkt widzenia na seksualność to w pewnym momencie życia poszukujemy informacji na temat współżycia. Głównym źródłem wiedzy w tym zakresie, w XXI wieku, jest internet i grupy rówieśnicze. Zaznaczenie krzyżyka w polu – tak potwierdzam mam 18 lat i chcę wejść na stronę, zajmuje mniej niż sekundę, a dostęp do takich treści jest banalnie prosty. Niestety młodzież nie zawsze sięga po wiadomości potwierdzone przez specjalistów. Jak widać nawet jeśli uważamy, że w Polsce istnieje wysoka świadomość zagrożeń płynących z seksu i wszyscy rozumiemy jak odbywa się zapłodnienie, to niektóre fora nie potwierdzają tej tezy. Najczęściej zadawanym pytaniem, do wyszukiwarki Google, z zakresu seksualności jest: czy mogę być w ciąży jeśli ….? Jest to czasami wywołane brakiem elementarnej wiedzy o narządach płciowych. Narzekamy na nadmiar wiedzy biologicznej zawartej w programie WDŻ, ale nawet ona nie jest należycie przekazywana.


Tak naprawdę w każdej szkole uczą czegoś innego. U jednych w podstawówce puszczano filmik z lat osiemdziesiątych o dojrzewaniu, a u innych na tym przedmiocie szło się na wagary, bo odbywały się na ostatniej godzinie lekcyjnej i nikt nie sprawdzał obecności. Często tematy poruszane na takich zajęciach były kompletnie nieciekawe i nieprzydatne w dorosłym życiu. Szkoda, że w szkole rzadko mówiliśmy o takich sprawach jak gwałt, endometrioza, nowotwory prostaty, a nawet pomijaliśmy całowanie i przytulanie.


Jeśli nie nauczono nas mówić o seksie i komunikować swoich potrzeb to może być trudniej stworzyć zdrową relację. W związkach nie chcemy mówić o urozmaiceniu życia seksualnego, ponieważ nie wiemy jak zrobić to w odpowiedni sposób i boimy się reakcji partnera. Młodzi ludzie naśladują agresywny język używany w pornografii i nie potrafią odnosić się do siebie z czułością. Piękne słowa takie jak wacek i cipka niekiedy wywołują u nich poczucie żenady.


Nie jeden raz opadały mi ręce, kiedy mówiłam swoim koleżankom o tym, że prezerwatywy to nie jest jedyna skuteczna metoda antykoncepcji. Boimy się tego, co nowe dlatego trwamy w znanych rozwiązaniach. Tymczasem istnieje coś takiego jak wskaźnik Pearla, który określa skuteczność poszczególnych metod zapobiegania ciąży. Wbrew pozorom prezerwatywy nie są najbezpieczniejsze. Oczywiście zapobiegają przenoszeniu chorób wenerycznych, ale mają jedną wadę – zdarza im się pękać.

 


Przyszłe fantazje

Nasze pokolenie jest bardziej świadome niektórych zagadnień dotyczących seksualności, ale wydaje się też bardzo mocno spolaryzowane. Nie boimy się mówić o swoich potrzebach i używamy różnorodnych środków antykoncepcyjnych. Dużo więcej osób, niż kiedyś, zdaje sobie sprawę, że stosunek przerywany nie jest metodą antykoncepcyjną.


Wolałabym żeby moje dziecko dowiedziało się o tym, co zrobić jak pęknie mu prezerwatywa zanim rozpocznie współżycie. Z drugiej strony dobrze żeby rodzic mógł zapoznać się z treściami jakie są przekazywane na takich zajęciach. W kontekście ostatnich wypowiedzi Rzecznika Praw Dziecka o edukatorach seksualnych, wydaje mi się, że powinno zwracać się  szczególną uwagę, kto prowadzi zajęcia z takich przedmiotów i jak przekazuje tę wiedzę małoletnim. Nie dziwią mnie obawy rodziców przed radykalną zmianą formy prowadzenia takich zajęć.


Według mnie dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zagadnień takich jak podstawy relacji, nauka o emocjach w ramach godziny wychowawczej, na której dzieci mają dyskutować bieżące sprawy. Jest to dziwne, że nauczyciele nie chcą wyposażyć przyszłego pokolenia w metody radzenia sobie z odrzucenie i konfliktami. Brak dialogu na ten temat prowadzi do utrzymania się patowej sytuacji, w której mamy ułudę edukacji seksualnej. Na szczęście, część rodziców kupuje dorastającej młodzieży poradniki o dorastaniu z merytorycznymi treściami. Powstaje coraz więcej społecznych inicjatyw, które popularyzują wiedzę o seksualności. Jeśli ten trend będzie się utrzymywać to być może nasze pokolenie będzie wychowywać swoje dzieci w tej kwestii bardziej liberalnie.  Marzy mi się świat, w którym nie będzie wstydem pójście do ginekologa i rozmawianie o życiu seksualnym ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi będzie postrzegane jako naturalne. W Polsce nie jesteśmy jeszcze przygotowani na wprowadzenie przedmiotu takiego jak Edukacja seksualna, bo nie wychodzi nam nawet wychowanie dzieci do życia w podstawowej komórce społecznej, którą jest rodzina.


Marzy mi się Polska, w której częścią WDŻ jest nauka o nowotworach narządów płciowych. Byłby to kraj, w którym 15-letni kolega z ławki nie boi się powiedzieć, że miał skręt jądra i przeszedł operacje dlatego nie było go dwa tygodnie w szkole. Nikt nie miałby wątpliwości, że warto chodzić do ginekologa i robić badania takie jak cytologia. Może w takiej rzeczywistości chłopak, który ma 28 lat nie wstydziłby się iść do lekarza, bo od dwóch lat ma ogromny ból w kroczu. Wtedy może udałoby się wystarczająco szybko wdrożyć leczenie i uniknąłby przerzutów.


Jeśli chcemy coś zmienić to musimy krzyczeć na ulicach i demonstrować wartości jakie daje edukacja seksualna. Głośne protesty osób ze środowiska LGBT może nie budzą sympatii, ale trzeba przyznać, że zwracają uwagę na zaniedbania w ramach zajęć WDŻ oraz na to, jak budowana jest nasza tożsamość seksualna w szkole. Chciałabym żeby żadna kobieta nie musiała zastanawiać się nad tym, czy jeśli krzyczy z bólu to trzeba natychmiast przerwać ten stosunek i szukać pomocy.

 


 

Zdjęcie wyróżniające: Patrycja Rembiszewska

Wpisy

Studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pochłaniam książki w ilościach hurtowych, a w moich żyłach płynie reportaż. Szczególnie bliskie są mi tematy związane ze społeczeństwem i gospodarką. Uwielbiam odkrywać punkt widzenia drugiego człowieka oraz zgłębiać historię jego życia.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.