/

Jestem turystą w wielu przypadkach

[spider_facebook id=”2″]

 

W ostatni poniedziałek w PROMie Kultury Saska Kępa odbyło się spotkanie z Maciejem Moskwą w ramach cyklu: „Nieturyści – spotkania z tymi, którzy podróżują po swojemu”. Czyli w sposób nietuzinkowy. Moskwa to fotograf, który podróżuje i dokumentuje głównie rzeczywistość Bliskiego Wschodu, chociaż dalsze regiony Azji, a niedawno i Afryki, nie są mu obce. Prowadzący Rafał Grzela próbował w tym czasie znaleźć odpowiedź na pytanie: jak podróżować?

 

– Jeżeli jedziemy na własną rękę i przebywamy z miejscową ludnością, to mamy szansę skorzystać z czegoś, z czego normalny, masowy turysta nigdy nie skorzysta – mówił Maciej Moskwa (fot. Agnieszka Wilkos)

 

Turysta to osoba uprawiająca turystykę, czyli wyjazdy poza stałe miejsce zamieszkania. To definicja znajdująca się w Słowniku Języka Polskiego. Odnosząc się do niej, tak naprawdę jestem turystą – zaznaczył na początku spotkania fotograf. Jego przygoda z podróżami zaczęła się, kiedy był małym chłopcem. Pierwsze kryjówki i bazy w oczach dziecka zamieniały się w domy w lasach Amazonii, a otoczenie górek, na których się bawił w pobliżu domu, stawało się dżunglą. Jego rodzice nigdy nie podróżowali, ale półki w mieszkaniu bogate były w książki, bajki i albumy i przedstawiały inne kraje, które wydawały się tak odległe. Moskwa to fanatyk gór – potrafił opuścić zajęcia i wyjechać na kilka dni w Tatry czy Bieszczady. Pasja rozwijała się w nim dalej, a jednym z pierwszych, szalonych i nieprzygotowanych wyjazdów była podróż w Pireneje. – To było czternaście lat temu, miałem czterysta złotych na półtora miesiąca i trzydziestokilogramowy plecak wypełniony ryżem, kaszą i paprykarzami. Prawdę mówiąc, część z tych zapasów wróciła ze mną do Gdańska… Ta przygoda otworzyła mi oczy na świat. Potem już było Maroko, Irlandia i dalsze wyjazdy – opowiadał.

 

Mimo tak wielu miejsc, które odwiedził, jego ulubionym jest Iran, ze względu na gościnność, szczerość i życzliwość ludzi, ale także przepiękne krajobrazy i łatwość podróżowania. Moskwa odwiedził ten kraj dwa razy, kolejny był już niemożliwy. – Jeśli szybko zaczyna się odkrywać inne miejsca, to świat turystyki masowej jest nierealny. Szuka się innych kanałów, tanich kanałów. Jeżeli jedziemy na własną rękę i przebywamy z miejscową ludnością, to mamy szansę skorzystać z czegoś, z czego normalny, masowy turysta nigdy nie skorzysta – mówił. W 2010 roku został deportowany do Polski i mimo późniejszych starań o wizę, nie udało mu się wrócić.

 

Bliski Wschód to najczęściej odwiedzany przez niego region. – Może to marzenie dzieciaka o poznaniu innego świata, jego istoty. Świata, który jest tak inny, nie tak daleki, a jednak podobny. To świat zwolniony, tradycyjny, ale często prymitywny i brutalny – zaznaczył. Przyznał, że dla turysty z Zachodu wyjazd w te miejsca to pewnego rodzaju ucieczka przed nieustanną pogonią, która charakteryzuje dziś życie w Europie. Przyjeżdżając tam, zabieramy to, co dobre, i wracamy do naszego świata.

 

– Często staram się przypomnieć sobie chwilę, patrząc na zdjęcia, ale czuję, że mnie ominęła. Przez ich robienie, dźwięk migawki, nie mogłem doświadczyć wielu momentów – przyznał Moskwa (fot. Agnieszka Wilkos) 

 

Według Moskwy istotną kwestią w trakcie wyjazdu jest weryfikacja naszych poglądów. W mediach bardzo dużo mówi się o konfliktach, wojnach, niebezpieczeństwie. Często jest to przekaz jednostronny, w którym liczy się akcja, emocje. Wyjeżdżamy zawsze z jakąś opinią o danym regionie i to od nas zależy, na ile będziemy otwarci, obiektywni i pozwolimy sobie poznać tamtejszą kulturę. Jego podejście do podróżowania zmieniło się, a właściwie w pewien sposób wzbogaciło o fotografię. W pewnym momencie poczuł impuls do opuszczenia domu i pociąg do rozpoznawania miejsc i szukania inspiracji, pomysłów, co w nich może zrobić fotograficznie. Ma to swoje plusy i minusy, ponieważ, choć nigdy nie sądził, że to będzie jego zawodem, dalej uprawia „dziennikarstwo wędrowne”. Z jednej więc strony nie ma na sobie presji, że musi mieć gotowy materiał na czas, może poświęcić go więcej na dokumentowanie rzeczywistości, ale z drugiej uważa, że aparat zabiera wiele chwil, zdjęcia są okrojone z emocji, których nie da się uchwycić i pokazać. – Często staram się przypomnieć sobie chwilę, patrząc na zdjęcia, ale czuję, że mnie ominęła. Przez ich robienie, dźwięk migawki, nie mogłem doświadczyć wielu momentów – mówił zwycięzca tegorocznego konkursu Grand Press Photo.

 

Podróżowanie dla niego to także możliwość poznania własnych granic. Wierzy, że jeśli zrobimy coś trudnego, to reakcją na to będzie uświadomienie sobie, że możemy podołać czemuś więcej. Ta myśl, że dajemy sobie radę, jest dla nas nagrodą. Takie doświadczenie zdobył w Iranie, wyznaczając sobie coraz to cięższe wyzwania podróżnicze. Żałuje jednego – że nie zna języków. Twierdzi, że dużo ogląda, ale mało poznaje. Dopiero poprzez interakcje z ludźmi, rozmowę, człowiek jest w stanie doświadczyć wszystkich emocji. – Niektórzy mi mówią, że zawsze można ratować się uśmiechem. Oczywiście, to dużo daje, ale należy pamiętać, że źli ludzie też się uśmiechają, o czym nieraz się przekonałem.

 

W drugiej części spotkania Moskwa opowiadał o miejscach, w których był, i prezentował swoje stamtąd fotografie. Widzowie mieli okazję poznać Kurdów w Iranie, ich tradycyjne święta, potrawy, ale też dowiedzieli się o krwawym święcie Aszura, podczas którego muzułmanie ranią się, rozcinają sobie głowy. Samookaleczenie to rzecz niezrozumiała dla nas, ale dla Kurdów to wyraz ogromnej więzi z Bogiem, to fanatyzm i wiara, która nie pozwala myśleć o bólu. Dalej były jeszcze wspomnienia z podróży do Teheranu, Mongolii, gdzie dziennikarz przeżył niesamowite przygody z Finami i swoim przyjacielem Danielem – ten wyjazd pozwolił mu poznać swoje możliwości oraz pokazał, jak trudne warunki mogą poróżnić (na szczęście nie na zawsze!) najlepszych przyjaciół. I do Uzbekistanu, który okazał się krajem, gdzie świętowanie nie mogło obyć się bez mocnej wódki.

 

Na koniec pytania do podróżnika. Wszystkich ciekawiły jego plany, marzenia, inspiracje. Sam gość podzielił się swoim spostrzeżeniem, iż zdał sobie sprawę, że na swojej drodze spotkał wiele osób, które odkrywają świat bez względu na wiek. – Wtedy zobaczyłem, że nawet w średnim wieku człowiek dalej może to robić, że ta pasja nie przechodzi.

 

Podróżowanie stało się dla mnie uzależnieniem. Uważam, że każdy ma do czegoś predyspozycje. Na przykład podziwiam i zastanawiam się, dlaczego strażak jest gotowy ryzykować swoje życie w pożarze, co nim kieruje? Tak samo jest ze mną: jadę w miejsca niebezpieczne, takie jak Syria, ale nie po to, aby robić zdjęcia wojen, krwi, walki. Nie podziwiam ludzi walczących, raczej współczuję im, że muszą to robić. Fotografowanie ludzi, uchodźców jako skutków konfliktów jest mi znacznie bliższe. To dla mnie zawód, całkiem zwykły – skwitował.

 

 

Agnieszka Wilkos