/

Kagankowicze

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


„Polityka” w najnowszym numerze umieściła na okładce cytat z „Dnia świra” – prawdopodobnie najbardziej dołującego obrazu polskiego nauczyciela, jaki pojawił się w naszej kulturze – Pięć lat studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jakby ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro była nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Dżizus… Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale kłaniam się do samej ziemi, bo lepszego wstępu do rozmowy o strajku nauczycieli nie ma.


Pomimo że nie mam w rodzinie żadnego nauczyciela, nie umiem na ten strajk patrzeć obiektywnie. Czytają Państwo teraz mój tekst, bo w podstawówce trafiłem na świetną polonistkę, panią Więcławek, która zainteresowała mnie językiem polskim. Czytają Państwo mój tekst, bo w gimnazjum to zainteresowanie rozwinęła we mnie wymagająca, ale zawsze prouczniowska pani Naduk. W końcu, czytają Państwo mój tekst, bo w liceum trafiłem na ideał nauczycielki, bliski ideałowi człowieka, Ewę Asztalos, która nie tylko ostatecznie wryła w moje DNA miłość do języka polskiego, naszej literatury, sztuki, muzyki, ale też dzień w dzień uczyła człowieczeństwa. To one posłały mnie na dziennikarstwo, pomimo że z pierwszą dwójką od lat nie mam kontaktu i najprawdopodobniej już mnie nie pamiętają. Ich ślad we mnie pozostał.


Mając 15 lat wyjechałem z małego martwego Grójca do liceum w wielkiej tętniącej życiem Warszawie I pomimo braku maminego nadzoru, nie myślałem o olewaniu szkoły. Pomimo, z początku, błądzenia po mieście, nie czułem się osamotniony czy zagubiony: miałem swoje LXV LO Bema. I jeżeli jakąkolwiek szkołę można określić mianem rodzinnej pod względem atmosfery, to ten budyneczek w sercu Mordoru. To po prostu szkoła ludzi, którzy są dla uczniów, a wychowanie nie kończy się na czasie zawartym w osławionym pensum. I tyczyło się to wszystkich – od dyrektor Pucułek, a wcześniej Błaszczyk, przez mojego wychowawcę, Grzegorza Chojnackiego, wcześniej wspomnianą Ewę Asztalos, Ewę Chedę, dzięki której zakochałem się w architekturze gotyckiej, Ewę Buczkowską, która w humanistyczne głowy wbijała matematykę, aż po sekretarkę, panią Hannę Przybylską.


Ten wstęp nie wynika bynajmniej z jakiejś chęci autobiograficznej czy promocji LO Bema. Każdy trafił w swoim życiu na takich ludzi, każdy miał nauczycieli, którzy nie tylko przekazywali wiedzę z programów nauczania, ale kształtowali umysły, wskazywali drogę, po prostu pomagali w projektowaniu przyszłego życia. Proszę teraz, Drodzy Czytelniczko i Czytelniku, zamknąć na moment oczy i z uśmiechem powspominać te wielkie dla Was postaci. Oczywiście, trafiłem też na kilkoro nauczycieli, których nie wspominam najlepiej i w mojej ocenie minęli się z powołaniem, ale to jedynie niewielki procent.


To prawda, że protest nauczycieli zaczął się od zarobków, ale przecież nie w tym leży problem: obok służby zdrowia, nauczyciel jest najbardziej odpowiedzialnym zawodem. Ci ludzie kształtują całe narody, często spędzając z dzieciakami więcej czasu niż rodzice. Muszą zdobyć wykształcenie, doświadczenie, a później pokazywać uczniom świat. Zdarza się, że muszą to robić na przekór samym wychowankom. A przy okazji: proszę nie tłumaczyć, że niepowodzenie ucznia zawsze jest porażką nauczyciela. Z obserwacji wiem, że w większości przypadków, choćby nie wiem jak próbowali temu zaprzeczać rozjuszeni rodzice, wynika ono z lenistwa i tumiwisizmu ucznia. A na taką postawę nawet najlepszy pedagog nic nie poradzi.


I dochodzimy do sytuacji, w której, według badania Spotdata, nauczyciele przeciętnie zarabiają mniej niż kasjerzy w dyskontach! O takich danych jednak rząd nigdy nie wspomni. Chciałbym uciec od mówienia o polityce, ale w tym przypadku to niemożliwe. I nie dlatego, że, jak twierdzi PiS, jest to strajk motywowany politycznie. Bzdura! Minister Zalewska została schowana, jak niegdyś Macierewicz, i spokojnie czeka na wyjazd do Brukseli. Rząd do rozmów wystawił premier Szydło, która wciskając od miesięcy tę samą propozycję, udaje, że negocjuje, de facto szantażując, antagonizując i grając na emocjach, co nie dziwi w przypadku tej władzy. Porozumienie PiS-u z radnym PiS, panem Proksą, poskutkowało oddaniem legitymacji „Solidarności” przez dużą grupę nauczycieli i przyłączeniem się przez nich do strajku ZNP i FZZ. Dodatkowo wpłynęły już wnioski o odwołanie samego Proksy. Koniec końców rząd i TVP dostały jednak argument, że oba związki się wyłamują, bo jeżeli „S” podpisała porozumienie, to musiało być dobre. Na dyskusję z doklejaniem przez rząd pana Broniarza do Koalicji Europejskiej nawet szkoda tracić miejsca. Do tego dochodzi stały „argument” PiS-u, czyli: „przecież Platforma Wam nie dała podwyżek”. Więc muszę zadać pytanie, którego, ku mojemu zdziwieniu, nie słyszę w mediach w odpowiedzi na to stwierdzenie: przepraszam, ale co z tego? Przecież o podwyżki dla nauczycieli nie wystąpiła PO, Nowoczesna, PSL, czy jakakolwiek inna partia, a same związki zawodowe. Negocjacje nie odbywają się, czy raczej, nie powinny się odbywać w ławach sejmowych, a pomiędzy rządem a samymi nauczycielami. Ja wiem, że w języku PiS-u w każdej sprawie są my i oni, ale prosiłbym wszystkich o niewchodzenie w te ramy, bo jest to przeciwskuteczne. Opozycja popiera strajk nauczycieli i chwała jej za to, ale nie jest stroną tego sporu.


Musimy więc spojrzeć na strajk nauczycieli w szerszej perspektywie. Clou tej gry nie są pieniądze: oni walczą o przyszłość Polski. Jeżeli zarobki w oświacie będą równie niskie co teraz, wkrótce doczekamy się niedouczonych kadr pedagogicznych, które będą chciały jedynie przerobić program i iść do domu, mając w nosie uczniów. Nauczyciele z misją odejdą do szkół prywatnych albo zmienią zawód, czego nie będzie można mieć im za złe. Więc odpowiedzmy sobie na pytanie, czy chcemy, żeby nasze dzieciaki uczyli ludzie pracujący na wzór korporobotów. Gwarantuję, że bez nauczycieli z misją, szkoły zaczną wypuszczać armie idiotów, których nikt nie chciał zarazić miłością do nauki czy postawą obywatelską. Nic tylko uciekać z takiego zombie-kraju. Ale, oczywiście, idiotami łatwiej rządzić.