/

Kiedy bieda w dom zawita…

III kolonia, 6.domek. Tak brzmiał oficjalny adres miejsca zamieszkania państwa Kapuścińskich. A także nastoletniego Ryszarda, który uczęszczał do pobliskiego liceum i właśnie tutaj pisał swoje pierwsze teksty. Dzisiaj domek ten jest ruiną. Choć planów i pomysłów było wiele, to nic nie wskazuje na to, aby los tego miejsca miał się w najbliższym czasie odmienić.

Mówi się, że każde miejsce zamieszkania, to nasza mała ojczyzna. Ryszard Kapuściński, jak na podróżnika przystało, miał takich ojczyzn wiele. A jednak często wracał myślami do tych pierwszych, z czasów jego dzieciństwa. Do tych, które go ukształtowały. Do tych, które dzielił ze swoimi rodzicami oraz młodszą siostrą. A także, niestety, w których przyszło mu zmierzyć się z okupacyjną rzeczywistością.

Z ziemi pińskiej do fińskiej

Pierwszą małą ojczyzną Ryszarda Kapuścińskiego był Pińsk. Ten przedwojenny, należący do Polski. To tutaj przyszedł na świat w 1932 roku. Wielokrotnie będzie do niego wracać myślami w swojej literaturze. Nie tylko ze względu na uroki płońskiego krajobrazu, ale także przez radziecką napaść, która zastała go, jako małego chłopca właśnie tutaj. Pierwsza, ale nie ostatnia wojna, której będzie świadkiem. W kolejnych latach małych ojczyzn Kapuścińskiego było kilka. Sierakowo, Warszawa, Świder. A wreszcie, już po zakończeniu wojny, fiński domek przy Polu Mokotowskim.

Rok 1945, Polska znajduje się pod „opieką” ZSRR. Radzieckie władze budują na Polu Mokotowskim osiedle składające się ze 167 drewnianych chatek. A właściwie nie tyle budują, co przejmują, bowiem domki te są częścią fińskich odszkodowań wojennych dla Rosjan. Rodzina Kapuścińskich ma szczęście i dostaje przydział w jednej z chatek. „Ten ciasny domek bez łazienki, bez centralnego ogrzewania był luksusem, był szczęściem, gdyż dotąd gnieździliśmy się (rodzina czteroosobowa) w maleńkiej kuchni, w ruinach, na terenie magazynów cementu i cegły przy ul. Srebrnej (…).”– tak po latach opisze fiński domek Ryszard Kapuściński w eseju „Spacer poranny”, wydrukowanym dwa dni po śmierci reportera. Przyszły cesarz reportażu mieszkał w chatce na Polu Mokotowskim w latach 1946-1955, razem z rodzicami i młodszą siostrą. To tutaj Kapuściński kontynuował swoją edukację, w pobliskim Gimnazjum im. Stanisława Staszica. To właśnie wtedy pisze swoje pierwsze utwory dla tygodnika „Dziś i jutro”, dzięki czemu zwraca na siebie uwagę redaktorów „Sztandaru Młodych”, czyli dziennika, w którym rozpocznie się jego dziennikarska kariera. W 1950 roku zostaje studentem wydziału polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a dwa lata później żeni się z Alicją Mielczarek, by rok później zostać ojcem. Przez cały ten czas fiński domek na Polu Mokotowskim jest ważną częścią życia Kapuścińskiego. Jego małą ojczyzną.


Dzisiaj fiński domek Kapuścińskiego jedynie szpeci okolicę – dziury w dachu, przegniłe ściany czy pozabijane deskami okna.

Bezlitosny ząb czasu

Właściciele domku przez lata zmieniali się kilkukrotnie. Także okolica staje się zupełnie innym miejscem, niż to z młodości Kapuścińskiego. „Kiedyś stały tu wszędzie domki, ale w połowie lat siedemdziesiątych domki ludziom zabrano i sprzedano za grosze prominentom reżymu Gierka” –  opisuje Kapuściński w swoim eseju. Droga, którą pisarz przemierza w tym tekście, śladami swojej przeszłości, została odtworzona w 2010 roku, jako ścieżka edukacyjna. Ładna, ciekawa i chętnie odwiedzana. Ze sporym potencjałem, z racji na jej położenie w centrum miasta. Tylko, że na końcu ścieżki zwiedzających czekał smutny widok. Historyczny obraz nędzy i rozpaczy.

Ze 167 fińskich domków do dzisiaj przetrwały dwa. Choć słowo przetrwały to spore nadużycie, bowiem chatki te są obecnie ruiną. Powybijane szyby, dziurawy dach, przegniłe ściany, elewacja pomazana w graffiti. Częściowo zdążyły już się zawalić, w pozostałościach nocują bezdomni. Tak się składa, że jeden z tych dwóch domków, to byłe mieszkanie Ryszarda Kapuścińskiego. III kolonia, 6. domek. Póki adres ten był zamieszkany, to domek wyglądał całkiem dobrze. Problemy zaczęły się wraz z odejściem ostatniego właściciela, czyli po 2010 roku. „Po wyprowadzeniu się lokatorów gwałtownie zaczął niszczeć. W momencie wyprowadzki oba domki można było jeszcze wyremontować, ale ten czas został przegapiony. Wielka szkoda, bo są one ostatnią pamiątką powojennego osiedla, a to, że w jednym z nich mieszkała rodzina Kapuścińskich, jest jakąś niesamowitą historią” – możemy przeczytać w liście (opublikowanym przez portal Wyborcza.pl) Bożeny Dudko, ostatniej asystentki Ryszarda Kapuścińskiego oraz wieloletniej sekretarz jury Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki.

Pomysłów, co zrobić z domkiem autora „Cesarza” było kilka. Rzeczywistych działań już niestety niewiele. W 2009 roku w miejscowym planie zagospodarowania Pola Mokotowskiego zapisano, że domek Kapuścińskiego ma się stać miejscem inicjatyw społecznych, kulturalnych oraz edukacyjnych. Miał to być punkt przyciągający warszawiaków, będący głównym punktem całej ścieżki Kapuścińskiego. Plany te potwierdzono w 2016 roku, planując rewitalizację tych rejonów. Ponadto rok później domek włączono do gminnej ewidencji zabytków. Nie wydarzyło się jednak zupełnie nic. A z każdym rokiem domek coraz bardziej popadał w ruinę i coraz mniej zostawało do ratowania. Okazało się, że mimo wcześniejszych szumnych zapowiedzi Zarząd Zieleni m.st. Warszawy nie posiada wystarczających środków na wyremontowanie domku Kapuścińskiego. Uprzątnięto jedynie śmieci i wycięto krzaki. Jedyny element, jaki się pojawił, to tabliczka, zakazująca wstępu osobom nieupoważnionym.

Okazało się także, że ścieżka edukacyjna Ryszarda Kapuścińskiego nie wygląda już tak, jak dawniej. Potłuczono szyby w słupach informacyjnych, pobazgrano płyty z cytatami z książek reportera, a sama trasa ścieżki bywa mocno zaśmiecona. Ta jednak, w przeciwieństwie do fińskiego domku, znajduje się pod opieką Urzędu Dzielnicy Ochota, a nie Zarządu Zieleni. W praktyce jednak niewiele to zmienia.


Tabliczka informująca o planowanych pracach rewitalizacyjnych domku Kapuścińskiego. O dacie modernizacji Zarząd jednak już nie wspomina.

Nadzieja umiera ostatnia

„Przez pierwsze lata po otwarciu Ścieżki oprowadzaliśmy po Polu Mokotowskim trasą spaceru porannego Ryszarda Kapuścińskiego zagranicznych finalistów Nagrody Kapuścińskiego i wycieczki z Pińska. Wszystkim podobał się taki sposób upamiętnienia wielkiego reportera. Od kilku lat, gdy domek popadł w ruinę, już tego nie robię ze wstydu, bo co mam odpowiedzieć na takie pytania: Dlaczego domek Pana Ryszarda jest w takim stanie? Czemu Ścieżka nie jest regularnie sprzątana, a brzydkie napisy usuwane? Kiedy zostaną naprawione uszkodzone słupki informacyjne?” – pisze Bożena Dudko.

Odpowiedzi na te pytania jednak nie ma. Trudno też powiedzieć, czy jest jeszcze w ogóle co ratować, według wielu opinii domek Kapuścińskiego nadaje się już jedynie do rozbiórki. Właściwie każda chwila zwłoki działa na jego niekorzyść, szczególnie w obliczu nadchodzącej zimy, ale władze miasta nie wydają się chętne do szybkiego działania. Pojawiają się także głosy krytyczne, co do samej formy upamiętniania pisarza w ten sposób i inwestowania w ruinę. W końcu miejsc, na które warto by spożytkować miejskie pieniądze zdecydowanie nie brakuje. Warto jednak w tym miejscu zacytować samego cesarza reportażu –  „Często o wartości przedmiotu decyduje w naszych oczach nawet nie on sam, ale otoczenie, w jakim go ujrzymy, jego kontekst, oprawa.” I tego hasła warto się trzymać, myśląc o małej ojczyźnie Ryszarda Kapuścińskiego na Polu Mokotowskim.


Punkt informacyjny dotyczący cesarza reportażu – początek ścieżki Ryszarda Kapuścińskiego.

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w magazynie festiwalowym (związanym z V Festiwalem Natura-Kultura-Media im. Ryszarda Kapuścińskiego, który nie doszedł do skutku z powodu pandemii), stworzonym przez dziennikarzy Nowego Folderu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.