Kiedy śmierć staje się codziennością


Nie ma chyba w literaturze drugiego, tak jednoznacznie negatywnego motywu, jak wojna. Jakkolwiek nie opisywana, zazwyczaj budzi podobne skojarzenia. Śmierć, cierpienie, egzekucje, gwałty i grabieże. Wszyscy czytaliśmy o tym setki razy. A jednak Parulskisowi w „Ciemność i partnerzy” udało się pokazać tragizm wojny w inny sposób. Odarty z wszelkiego bohaterstwa i pompatyczności. Pozostała jedynie naga i brutalna prawda. A ta wciąż potrafi przerazić bardziej, niż jakakolwiek zmyślona historia.


Litwa, rok 1941. Państwo, w którym podczas wojny zamordowano 94% mieszkających na jego terenie Żydów. Vincentas jest fotografem, mieszkającym z matką oraz ukochaną. Fotografem dość specyficznym trzeba przyznać. Jego zadanie polega na fotografowaniu masowych egzekucji, dokonywanych przez niemieckich żołnierzy na Żydach. Na rozkaz generała SS ma znaleźć „piękno i artyzm” w ludzkim strachu, cierpieniu i wszechobecnej atmosferze śmierci. Oczywiście w przypadku odmowy, Vincentasa oraz całą jego rodzinę także czeka egzekucja. Wielkiego wybory, więc nie ma. Musi obserwować polowania na Żydów, gwałty, rabunki i wreszcie egzekucje. A te bywają wyjątkowo brutalne, często poprzedzone są okaleczeniami, głodzeniem i torturami. Odzieraniem z jakiegokolwiek człowieczeństwa. Co więcej, Vincentas, stojąc z aparatem między oprawcami, także jest traktowany, jako jeden z katów. Nie tylko przez Żydów oraz Litwinów, ale z czasem nawet jego własna rodzina zaczyna mieć wątpliwości. Oczywiście także niemieccy żołnierze nie uważają Vincentasa za jednego ze swoich, traktując  go, jako owoc fanaberii generała i niepotrzebny balast. Niechciany przez nikogo, próbujący jedynie jakoś przeżyć wojnę.


Poznajemy także wiele ważnych chwil z życia Vincentesa, które w jakiś sposób go ukształtowały i uczyniły taką, a nie inną osobą. Chronologia zdarzeń jest mocno zaburzona, często wracamy do młodości bohatera, czy historii poznania się z ukochaną. Nawet one jednak idealnie współgrają z raczej przygnębiającą całością. Twarda ojcowska ręka, matka dorabiająca jako prostytutka i nie stroniąca od alkoholu. A także i główny bohater ma swoje grzechy za uszami. A przecież dopiero wojna wydobywa ludzi to, co najgorsze.


Największa siła książki Sigitasa Parulskisa kryje się w jej pozornej prostocie. Opisy sytuacji, czy bohaterów są raczej proste, a jednak czuć w nich całą gamę emocji. Z kolejnych stron aż bije brutalność, nienawiść i obrzydzenie do opisywanych masowych morderstw oraz ich sprawców. Na myśl przychodzą obozowe opowiadania Tadeusza Borowskiego, w stylu pisania można znaleźć wiele podobieństw. Nie ma tutaj długich, szczegółowych opisów, czy wartościujących ocen. Wystarczają same suche informacje i krótkie dialogi. Tym bardziej, kiedy zdamy sobie sprawę, że przecież czytamy o wydarzeniach, które nie powstały w wyobraźni autora, a naprawdę miały miejsce.


Parulskisowi udało się zbudować niezwykle mroczny klimat, który wręcz pożera uwagę czytelnika. Jednocześnie chce się poznać dalsze losy Vincentasa, a z drugiej strony dosadność opisów potrafi czasem zniechęcić do przewrócenia kartki. Autor niezwykle subtelnie i inteligentnie pokazuje, jak piętno wojny wpływa na psychikę osób, biorących w niej udział. Trudno jest nie popaść w paranoję, kiedy śmierć może nadejść właściwie w każdej chwili i z każdej strony. Kiedy nawet najbardziej szalone pomysły stają się codziennością, a jakiekolwiek planowanie przyszłości jest pozbawione najmniejszego sensu. Najlepszym przykładem tego zdaje się być relacja głównego bohatera z jego ukochaną. Nie ma w niej miejsca na wspólne spacery, długie rozmowy, czy zwykłe wspólne codzienne życie. Pozostaje jedynie ciągłe wzajemne pożądanie i potrzeba cielesności, gdyż każdy raz może być tym ostatnim.


Najbardziej uderza także stopniowa przemiana samego Vincentasa, jego obojętnienie na oglądane tragedie. Czy można przyzwyczaić się do widoku ludzkiego cierpienia i śmierci? Czy widok dzieci rozstrzeliwanych na oczach ich matek można traktować, jako kolejny dzień w pracy? Główny bohater „Ciemności i partnerów” oczywiście początkowo brzydzi się oglądanymi egzekucjami i stara się w jakiś sposób pomóc ofiarom, samego siebie nie skazując przy tym na śmierć. Z czasem jednak zwyczajnie obojętnieje, żadna ludzka tragedia nie robi już na nim wrażeniem. Staje się jedynie niemym świadkiem wydarzeń, żywym dodatkiem do trzymanego aparatu. Pstryk. Zdjęcie żydowskiej rodziny tarzającej się w błocie i kopanej przez żołnierzy. Pstryk. Fotografia malutkiej dziecięcej ręki, wystającej z masowego grobu, której nie przykryło rozsypywane wapno. Pstryk. Uwiecznienie gwałconej kobiety, chwilę przed jej egzekucją. A potem powrót na obiad do domu i kolejnego dnia to samo. I tak niemalże dzień w dzień.


„Ciemność i partnerzy” nie jest przyjemną książką do czytania, ale też nie miała taką być. Nie znaczy to, że nie wartą lektury. Przeciwnie, warto się z nią zapoznać, dla samego stylu, w jakim jest napisana oraz z powodu emocji, jakie ze sobą niesie. Jest ważnym głosem, we wciąż żywej dyskusji. Bez owiania w bawełnę porusza trudne, ale jak najbardziej prawdziwe, tematy. Nie uświadczymy tu ani grama moralizatorstwa, a jednak przekaz pojawia się sam. Nigdy więcej wojny.

Sigitas Parulskis „Ciemność i partnerzy”

Tłumaczenie: Izabela Korybut-Daszkiewicz

Wydawnictwo: Czarne, 2020

Wpisy

Student drugiego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.