/

Kinderparty przy Wiejskiej

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Mniej więcej trzy tygodnie temu postanowiłem zrobić sobie krótki detoks od polskiej polityki. Obiecałem sobie, że nie będę oglądał programów informacyjnych, wchodził na Twittera i internetowe portale zajmujące się relacjonowaniem życia z Wiejskiej. Krótko mówiąc, poszedłem za głosem Młynarskiego i skupiłem się na „śledziu w śmietanie” i ślicznym oczku panny Heli. Ale przed powrotem z odwyku musiałem przez przypadek wsiąść do DeLoreana dra Emmetta Browna…


O ile na prawej flance bez zmian – wielkie porażki to wielkie sukcesy, narodowa stajnia fake newsów ostrzega w swoich materiałach przed fake newsami, a cały świat zazdrości nam dosłownie wszystkiego (opis dowolnego miesiąca z ostatnich czterech lat), o tyle opozycja ma nowy pomysł na politykę. I nie wiem czy wynika to z długiej walki z reformą Zalewskiej, ale mentalnie politycy opozycji cofnęli się do podstawówki.


Przypomnijmy sobie jak wszystko było łatwe, kiedy mieliśmy 10 lat – największym problemem był sprawdzian z matematyki, po sześciu godzinach lekcji można było spokojnie poharatać w gałę z kolegami, a sen z powiek spędzały jedynie rozterki miłosne dotyczące blond koleżanki z ławki obok. Biorąc to pod uwagę, chyba nie ma co się dziwić, że po czterech latach ciągłej trudnej i wyniszczającej walki, Schetyna, Biedroń, Kosiniak-Kamysz i spółka okazali się Benjaminami Buttonami w prawdziwym życiu i cofnęli się do czasów, kiedy wszystko było łatwiejsze.


Na ostatniej prostej przed najważniejszą batalią polityczną od lat, politycy opozycji nie myślą o kampaniach i programach. Zamiast tego mam wrażenie, że oglądam chłopców i dziewczynki organizujących kinderparty. Grześ organizuje urodziny i chce zaprosić wszystkich kolegów i koleżanki z klasy – Baśka z Włodkiem już są pewniakami na liście gości, ale pojawił się problem. Grześ pogodził się z Robciem i chce go zaprosić, ale jego długoletni przyjaciel Władzio nie lubi Grzesia i grozi, że nie tylko nie przyjdzie, ale zorganizuje konkurencyjną imprezę. Teraz Grześ z Robciem zamiast myśleć nad przyszłością postanowili zastosować odwróconą psychologię i próbują zachęcić Władzia do przyjścia na imprezę obgadując go przy innych dzieciach. A koniec końców nie mogę zapomnieć o historii władkowej rodziny – wcale się nie zdziwię, jeżeli na kolejną imprezę obrażony pójdzie razem z Jarkiem z równoległej klasy. Takie manewry przez lata były dla jego rodziny normą.


I co teraz mają zrobić wyborcy? Pośmiać się z dzieciaków walczących na balonowe mieczyki? Z jednej strony tylko to nam pozostaje, ale po śmiechu przychodzi świadomość, że jak tak dalej pójdzie, na jesieni zostanie nam płacz i zgrzytanie zębami. Przez ostatnie lata Grześ z kolegami dostał od jarkowej ekipy całe pudło zabawek, dzięki którym mógłby zorganizować najlepsze kinderparty w dziejach, ale jak tak dalej pójdzie, przez skupienie na podstawówkowych intrygach nie dostanie promocji do następnej klasy. Nie wiem, może to już czas na zmianę szkoły?