Centrum Kapuścińskiego

Filtry zmiękczające, intymność bohatera i recepta na sukces, czyli magia kina według Agnieszki Elbanowskiej. Z reżyserką filmu „Pierwszy człowiek na Marsie” rozmawiała Magda Gontarek.

 

Fotografia pochodzi ze zbiorów prywatnych Agnieszki Elbanowskiej.

 

Jest Pani podobno twórczynią komedii dokumentalnej…

To bardzo trudny gatunek, więc jeżeli tak się mówi, to odbieram to jako komplement. Paweł Chorzępa, operator, z którym współpracuję, stwierdził kiedyś, że kiedy jeździ ze mną na zdjęcia, zawsze dzieją się rzeczy absurdalne. Wydaje mi się jednak, że one w tej rzeczywistości są pewną stałą, a ja mam na nie wyjątkowo wyostrzone zmysły. I jeżeli mogę sobie na to pozwolić, wolę patrzeć na świat przez jakiś filtr zmiękczający. Komizm jest do tego najlepszy.

 

Jak znaleźć dobry temat na film dokumentalny?

W moim przypadku działa otwartość, ciekawość, czujność. Kiedy jestem w takim stanie gotowości tematy przychodzą same. Dobry temat, to taki, który mnie porusza, w którym mogę się zatracić i któremu jestem skłonna poświęcić kolejne lata życia. Siła, z jaką na mnie działa, rezonuje później w filmie.

 

Kogo z twórców kina ceni Pani najbardziej?

Szczególnie tych, którzy stosują/stosowali ten komiczny filtr zmiękczający, nawet jeżeli opowiadają o sprawach trudnych: Milosa Formana, Federica Felliniego. Lubię opary absurdu, w jakich potrafił nas trzymać Marek Piwowski. W polskim dokumencie jest to Jacek Bławut, opiekun artystyczny trzech moich filmów, który łączy w sobie niesamowitą wrażliwość na drugiego człowieka i wspaniałe poczucie humoru.

 

Najtrudniejsze podczas tworzenia dokumentu…

Są kwestie etyczne. Robiąc film nawet czysto obserwacyjny, ingerujemy w życie bohaterów. Kwestia dopuszczalnej granicy tej ingerencji jest często dyskusyjna i nie zawsze łatwa do określenia. Trzeba być wyjątkowo ostrożnym, żeby nikogo nie skrzywdzić.

 

Zdjęcie pochodzi z planu krótkometrażowego filmu Relax realizowanego we wrześniu 2017 r. Fot. Bartek Warzecha

 

Czy pozwoliłaby Pani nakręcić o sobie film dokumentalny?

Kazimierz Karabasz mówił o tym, że jedną z podstawowych cech bohatera filmu dokumentalnego jest suwerenność. Powinien on zachowywać swoją autentyczność również w obecności kamery. Obawiam się, że moja świadomość procesu filmowego, zbyt duże skupienie na nim, by mi to uniemożliwiła.

 

Śledzi Pani losy swoich bohaterów po zakończeniu pracy nad filmem?

Tak, z wieloma mam kontakt. To bardzo ciekawy moment, kiedy po zakończonej pracy charakter naszej relacji się zmienia. Często bohaterowi brakuje jej intensywności, jaką zapewniała realizacja filmu, tęskni za tym. Mam wrażenie, że pojawiają się tu mechanizmy właściwe dla relacji pacjenta z jego psychoterapeutą. Pewnego rodzaju uzależnienia od poświęcanej mu uwagi, czasem zakochania.

 

Czym jest dla Pani sukces?

Móc robić to, co jest moją pasją, co kocham, co wywołuje u mnie dreszcze emocji i powoduje wyrzut oksytocyny do krwi. To dochowanie wierności swoim przekonaniom, intuicji. Sukcesem jest też każdy widz, który znalazł w moim filmie coś dla siebie, który czegoś dzięki niemu doświadczył. Kiedy okazuje się, że historia, którą przeżyliśmy w trakcie realizacji, ja, ekipa i bohaterowie, jest czymś więcej i dotyczy nie tylko nas samych. Tworzą się wtedy jakieś nowe kanały komunikacyjne, nowe stany jedności. I to jest magia kina.

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...

Name required

Website