/

Kocha, nie kocha, czyli muzyczne podsumowanie lutego

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Prezydencka lista przebojów, kolokwialnie mówiąc, zażarła wśród czytelników, więc obudził się we mnie people pleaser. Jak wyglądał polski 29-dniowy luty 2020 r.? Na co gra Jolka Rosiek? Za co polski Internet nie lubi Hołowni-kandydata? Co łączy Jerzego Ziębę i Ozzyego Osbourne’a? O tym w drugiej części Radia Wuja Banana. Lecimy.


Drama Jolki Rosiek i prezydenta Dudy – Elton John „Sorry Seems to Be the Hardest Word”

Podstawowe pytanie w sprawie psychofanki Andrzeja Dudy brzmi: naprawdę mieli romans czy mamy do czynienia z urojeniami osoby opętanej płomiennym uczuciem do prezydenta? Z jednej strony nie byłby to pierwszy raz, kiedy prawicowy polityk tak się skupił na wierności narodowi, że zapomniał o byciu wiernym żonie. Romanse prezydentów też się już zdarzały – Clinton się kłania. O ile nie pogardziłbym dobrą dramą na prawej flance naszej sceny politycznej, jakoś nie chce mi się wierzyć, że Jolantę Rosiek łączyło z prezydentem Dudą coś poza memicznym misiem na wiecu wyborczym i, jak to opisała, „poczuciem jego ciepła”, gdy wtulała mu się w szyję. Jaka by nie była prawda, pani Rosiek siedzi teraz pewnie w domu myśląc nad kolejnymi tweetami, a w jej głowie w kółko leci Elton śpiewający „What I got to do, to make you love me?” Jeżeli cała sytuacja będzie dalej kładła się cieniem na kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, pomimo że „sorry seems to be the hardest word”, pani Rosiek będzie musiała je wypowiedzieć. Koniec końców, czy romans był, czy nie, można z całą pewnością powiedzieć, że „it’s sad, so sad, it’s a sad sad situation”. Zobaczymy tylko, czy w marcu będziemy mogli dośpiewać „and it’s getting more and more absurd”.

Korwin, koronawirus i Karol Darwin – Lady Pank „Fabryka Małp”

Dla niewtajemniczonych: złote usta polskiej polityki, schowane pod majestatycznym wąsem Janusza Korwin-Mikkego, sprzedały nam kolejną myśl godną uwagi – dobrze, że koronawirus się rozprzestrzenia, bo zabije tylko najsłabsze ogniwa naszego potężnego łańcucha. Przecież nikt się z nauką nie może kłócić, a Darwin to jednak mądry człowiek był! Wniosek? Jesteśmy jedynie „fabryką małp, fabryką psów, rezerwatem dzikich stworzeń”. Nie szukajmy leku, dajmy koronawirusowi wybić najsłabszych, a Polska wielka i potężna będzie jeszcze większa i potężniejsza. Poseł Korwin-Mikke zapomniał tylko, że owszem, zostaną najsilniejsi, ale tylko najsilniejsi pod względem odporności na wirusa. Nie wiem czy można to uznać za główny wyznacznik wartości człowieka. Do tego najbardziej narażoną grupą są starsi mężczyźni. Jak cwaniakować, to do końca. Będzie Pan próbował się leczyć kiedy wirusik zapuka?

Święcenie fantoma porodowego w Centrum Symulacji Medycznej w Rzeszowie – Bajm „Co Mi Panie Dasz”

Feministki w naszym kraju mają, krótko mówiąc, nieciekawe życie. Co marsz, to nagonka, co postulat, to odpowiedź kościelnych moralistów. Były już w poprzedniej kadencji pomysł zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, podgrzany dodatkowo przez idiotyczne posunięcia opozycji (jedna z większych jej wpadek zeszłej kadencji). Był też strach o badania prenatalne. Teraz socjal ustawił się tak wysoko na liście priorytetów polityków, że nawet na lewicy przebija mocniej od praw kobiet. Feministkom nie pozostaje nic innego niż śpiewać za przerażoną Beatą Kozidrak „co mi panie dasz, w ten niepewny czas? / jakie słowa ukołyszą moją duszę, moją przyszłość, na tę resztę lat?” Pewnie byłoby lepiej, gdyby na przyszłość i resztę lat kołysały czyny, ale od słów trzeba zacząć. Tymczasem kościół z zapasami wody święconej z sal szpitalnych z żywymi pacjentkami wszedł nawet do nowootwartego Centrum Symulacji Medycznej w Rzeszowie. I naprawdę, widok księdza oblewającego wodą święconą fantoma w dziewiątym miesiącu ciąży jest bezcenny, chociaż przerażający w swojej absurdalności. Z drugiej strony już nie takie rzeczy Polacy święcili. A co do Bajmu i polskich feministek, co prawda w naszym kraju „z góry pluć, gumę żuć, tu wszystko wypada”, ale lanie „mocnej wódy” w gardło „by ukoić żal” jeszcze nie jest rozwiązaniem. Nic nie trwa wiecznie.

Hołownia hołubiący znak zapytania – The Clash „Should I Stay or Should I Go”

Szymon Hołownia postanowił na każde pytanie zadane mu w kampanii odpowiadać „muszę się w tej sprawie skonsultować i wtedy odpowiem”. Czy ten brak decyzyjności uwodzi, kiedy przejawia go kandydat na prezydenta? Polski Internet pokazuje, że nie. Chociaż nieśmiało przyznam, że wolę, kiedy niezdecydowany szuka konsultacji, niż wali na oślep. Członkowie The Clash swoje wielkie pytanie zadawali wybrance serca (w sumie w rzeczywistości prawdopodobnie chodziło o wybór innego organu, ale serce brzmi ładniej), to ich poziom niezdecydowania był podobny do przejawianego przez Szymona Hołownię. Tak jak oni pytali „Darling, you gotta let me know / Should I stay or should I go?”, tak Hołownia w sprawach światopoglądowych plącze się pomiędzy zainteresowanymi stronami w poszukiwaniu kolejnych odpowiedzi. Z drugiej strony, możemy mu się dziwić? Wpadka z brzozowym spotem przyszła już na starcie kampanii więc strach przed kolejnym spaleniem się musi być ogromny. Joe Strummer śpiewał w tej piosence „If I go there will be trouble / And if I stay there will be double”. Morał? Każda decyzja rodzi zadowolenie jednych i niezadowolenie drugich. Polityka to kalkulacja zysków i strat. Panie Hołownia, Pan kupi kalkulator i od czasu do czasu policzy coś sam!

Swędzące oko posłanki Lichockiej – Tede „Środkowy Palec”

Główna różnica pomiędzy Joanną Lichocką i płytą Notes 3D Tedego, z której pochodzi ten kawałek, polega na tym, że środkowy palec posłanki znają wszyscy, a ta płyta zniknęła w czeluściach naszej sceny muzycznej praktycznie od razu po wydaniu. Są też jednak pewne analogie. Podejście do Granieckiego na polskiej scenie rapowej to love him or hate him. Nie inaczej jest z posłanką Lichocką. Tede praktycznie od początku kariery denerwował sporą część sceny. Ponownie, nie inaczej jest z posłanką Lichocką. W końcu, środkowy palec w tekstach Tedego przewijał się nieraz, by w końcu powrócić w słowach „Powraca stały bywalec, by pokazać środkowy palec / I popatrz na mnie, dokładnie, taki mam styl i jest mi z tym doskonale” Zdecydowanie, poezja to to nie jest. Nie da się jednak ukryć, że słowa pasują jak ulał, bo Joanna Lichocka wiedziała co robi, mogła wyczuć, że jej paluch obiegnie media, a po wszystkim sprawiała wrażenie niesamowicie z siebie zadowolonej. Doprawdy, doskonale jej z tym stylem.

Jerzy Zięba i blokowanie YouTube’a – Black Sabbath „Paranoid”

Pierwszy znachor Rzeczypospolitej przemówił i zdecydowanie nie zawiódł. Według Jerzego Zięby jego kanał na YouTube’ie został zablokowany, bo zgłaszali go studenci opłacani przez koncerny farmaceutyczne. Przy każdej kolejnej wypowiedzi pana Zięby mam podobne odczucia co do ludzi zbijających kasę na płaskoziemcach – oni w to wierzą, czy są geniuszami biznesu? Zawsze mówiłem, że do wszystkiego da się doczepić ideologię. Jerzy Zięba w tym przypadku, w zależności od odpowiedzi na postawione przed chwilą pytanie, albo zwietrzył okazję na kolejne podburzenie swoich wyznawców, albo naprawdę dookoła widzi same spiski. Druga opcja zalatuje mi pewnym panem Antonim i nie ukrywam, że coraz bardziej się do niej przychylam. W związku z tym Jerzy Zięba może zaśpiewać razem z Ozzym „People think I’m insane because I am frowning all the time […] Think I’ll lose my mind if I don’t find something to pacify”. W tym przypadku dwie „pacify” możemy przetłumaczyć na polski na dwa sposoby i oba do tej sytuacji pasują. Z jednej strony Zięba cały czas szuka czegoś do spacyfikowania, a pod tym czymś kryją się, oczywiście, kolejne koncerny farmaceutyczne. Z drugiej strony ta krucjata go uspokaja, uśmierza ból i łagodzi nerwy. Dajmy więc panu Ziębie walczyć ze swoimi wiatrakami. Będziemy mieli się z czego pośmiać. A że przy okazji zrujnuje zdrowie swoich wyznawców? Korwin-Mikke-darwinista się kłania. Selekcja naturalna!

Debat STOP NOP ciąg dalszy – Elvis Presley „Fever”

Z jednej strony presleyowa „fever that’s so hard to bear” jest smutną przepowiednią dla dzieci popleczników Justyny Sochy. Z drugiej strony półtoragodzinna dyskusja STOP NOP-owców sprawiła, że miałem „Fever in the morning / Fever all through the night”. W skrócie, najważniejszymi tematami był rebranding całej inicjatywy, wszechobecna dyskryminacja antyszczepionkowców i, nie mogło być inaczej, spisek „tamtych”. Nie bez powodu Jerzego Ziębę i Justynę Sochę umieściłem w tym tekście obok siebie. Czy to nie fascynujące, że w XXI w. mamy zarówno ludzi, którzy nie wierzą w działanie szczepionek, a wręcz uważają, że są one szkodliwe, jak i człowieka, który przekonał tłumy, że witaminą C można leczyć raka? Nic we mnie nie budzi takich sprzeczności jak ci Państwo. Śmiać się czy bać? Krytykować czy pomijać milczeniem? W ogóle interesować się ich teoriami spiskowymi i wielkimi planami na uzdrowienie ludzkości czy zapomnieć o ich istnieniu?

210. rocznica urodzin Fryderyka Chopina – Nokturn Op. 9 No. 2

Pomimo że tyle się dzieje, nie wypada zapominać o wielkich rocznicach. 210 lat temu urodził się jeden z najwybitniejszych Polaków. Z tej okazji, na cały otaczający nas zgiełk, zamknijmy na chwilę oczy i zanurzmy w geniuszu Frycka. Ja proponuję mój ulubiony nokturn w wykonaniu Artura Rubinsteina, ale narzucać komukolwiek swojego wyboru nie mam zamiaru. I Chopinem druga audycja Radia Wuja Banana się z Wami, Drodzy Czytelniczki i Czytelnicy, żegna. Powrót za miesiąc na podsumowanie marca.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.