Koczownicy z dachu świata

Okolice jeziora Nam-co to wrota do Czangtangu (Czangtang znaczy wysoki step), niemal bezludnego tybetańskiego płaskowyżu. Od wieków obozują tu miejscowi nomadzi, którzy przystosowali się do surowego klimatu, by wypasać stada jaków i owiec na bezkresnych łąkach.

 

Zastanawiam się, czy ci, których spotkałam, wciąż rozstawiają swoje namioty. Na rok 2015 chiński rząd zaplanował zakończenie akcji przymusowego osiedlania tybetańskich koczowników. W ciągu ostatnich siedmiu lat do specjalnie wybudowanych, betonowych osiedli trafiły dwa miliony nomadów, czyli jedna trzecia całej populacji Tybetańczyków.

 

Do tej pory (z wyjątkiem lat 50-70. XX wieku, kiedy trwała podobna kampania osiedleńcza) koczownicy przemieszczali się swobodnie. Obecnie niszczona jest podstawa ich tradycyjnej kultury, a oni są zmuszani do porzucenia świata rozległych przestrzeni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Agata Karaśkiewicz