Kokainowa brama


Zbrodnia od zawsze jest fascynującym i nieodłącznym elementem kultury popularnej – wystarczy spojrzeć na legendę otaczającą Pablo Escobara. Handel narkotykami kojarzy się głównie z południowoamerykańskimi kartelami czy filmami akcji, których fabuła ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jednak jak dragi znajdowały drogę do Europy? Na to pytanie w „Gramie koki” odpowiada Nacho Carretero.


Z wydawnictwem Post Factum Soni Dragi, które wydało tę książkę, łączy mnie pewnego rodzaju love-hate relationship. Po opasłym tomiszczu autorstwa Hillary Clinton, zatytułowanym „Co się stało”, obiecałem sobie przerwę na czas nieokreślony od książek wydawanych w Post Factum. Powód był prosty – pomimo całej sympatii dla niedoszłej prezydent USA, muszę powiedzieć, że to „dzieło”, zamiast odpowiadać na pytanie zadane w tytule, było długą listą żalów, opowieści o spacerach z Billem i podziękowań dla sztabu, z którym autorka przeprowadziła nieudaną kampanię. Krótko mówiąc – zdecydowanie nie polecam. Dość jednak moich gorzkich żalów w kierunku pani Dragi, bo w przypadku „Grama koki” mamy do czynienia z reportażem, który zdecydowanie nie zyskał w Polsce uwagi, na jaką zasługiwał.


W swojej książce Nacho Carretero nakreśla czytelnikom nie tylko obecny stan narkohandlu w hiszpańskiej Galicji. Czytelnik zostaje przeprowadzony przez wszystkie historyczne i społeczne uwarunkowania, które doprowadziły do długoletniej komitywy pomiędzy galisyjskimi handlarzami i kolumbijskimi kartelami. Historia zaczyna się w okresie powojennym szmuglowaniem przez hiszpańsko-portugalską granicę artykułów codziennego użytku, przechodzi przez czasy „królów dymka”, przemycających do Europy amerykańskie papierosy, a kończy, czy raczej zawiesza, na wykorzystaniu tytoniowych szlaków do przerzucania na cały stary kontynent kokainy i haszyszu. Pewną drogę przeszli również mieszkańcy Galicji – od podziwu i uwielbienia dla szmuglerów, a nawet szerokiej kooperacji, po coraz większą mobilizację antynarkotykową.


Dodatkowo autor szczegółowo przedstawia historie poszczególnych klanów i stojących na ich czele narcos. Nie robi tego jednak z niezdrowym podziwem czy uwielbieniem, które często w tego typu historiach zamiast zniechęcać czytelników czy widzów do przestępców, budzą w nich podziw. W „Gramie koki” nie brakuje anegdot o wielkich sukcesach szmuglerów, jednak są one równoważone skutecznymi akcjami policji i prokuratury oraz ukazaniem zagłady, którą narkotyki sprowadziły na galisyjską młodzież. Niewiarygodne jest to, w jaki sposób kilku gangom udało się przez Galicję, mającą powierzchnię mniejszą od województwa mazowieckiego, zalać kokainą i haszyszem teren od Portugalii po kraje bałtyckie.


Nie sposób nie zgodzić się ze słowami Roberto Saviano, autora „Gomorry”, które znalazły się na okładce, że „[Gram koki] czyta się jak powieść”. Pomimo natłoku informacji, Carretero poprowadził narrację w żywy i interesujący sposób. Za samo zainteresowanie się tym tematem, autor mógł spodziewać się represji ze strony wciąż istniejących w Galicji narkogangów, więc tak szczegółowe opisanie problemu zasługuje na szacunek. Wiąże się z tym jednak pewien problem, właściwy dla tego typu reportaży – jeżeli czytelnik chce dokładnie zapamiętać wszystkie informacje przedstawione w „Gramie koki”, radzę przed rozpoczęciem lektury uzbroić się w długopis i notes.


Nacho Carretero kilkukrotnie zaznacza, że opisane przez niego historie będą miały ciąg dalszy. Hiszpania stara się, w porozumieniu, między innymi, z amerykańskim DEA (Drug Enforcement Administration), zapobiec w końcu problemowi narkotyków, jednak na horyzoncie nie widać szybkiego zakończenia tej walki. Możemy więc być pewni, że jeszcze nie raz usłyszymy o galisyjskim narkobiznesie. Warto więc znać jego dotychczasową historię, a nie ma na to lepszego sposobu, niż przeczytanie książki Carretero, dlatego powiem to pierwszy i ostatni raz w życiu: polecam Wam wszystkim kupienie sobie „Grama koki”.



„Gram koki. Kolumbijski narkobiznes wchodzi do Europy”
Nacho Carretero (przekład: Magdalena Olejnik)
Wydawnictwo Post Factum
Rok wydania: 2018 (w oryginale 2015)