/

Kolaż według kobiety

Polska kobieta jest mistrzynią klejenia – domu z pracą, relacji w związku z miłością do samej siebie, czy wolności z jej brakiem, bo pełni swobody nie gwarantuje jej ani własne państwo, ani skażone stereotypami społeczeństwo. Ujście tych kontrastów znalazło swoje wyjątkowe miejsce we współczesnych kolażach, których twórczynie zyskują na Instagramie co raz większą popularność. Trzy z nich zgodziły się opowiedzieć o swoim klejeniu parę słów więcej.

Jestem silna, bo…
Marta Frej @martafrej

Okładki Marty dla drukowanej „Polityki” stały się już kultowe. Przed nimi były i nadal są memy, które można zauważyć na niejednej bluzie, obudowie smartfona, a nawet chusteczce do okularów. Ostry humor rysunków bywa czasem najbardziej autentycznym komentarzem do rzeczywistości, bo oddaje bezpretensjonalnie to, jak jest absurdalna. Szczególną uwagę internautek i internautów przykuł projekt „Jestem silna, bo…”, który Marta Frej realizuje od ponad roku.

Początkowo traktując akcję jako formę samo-wsparcia, teraz stara się budować świadomość na temat „słabej płci” na nowo. Kobiety (i mężczyźni, bo oni również czasem pojawiają się w cyklu) jej zaufały. Regularnie wysyłają mejle z historiami i zdjęciami, które ona potem przedstawia w formie grafiki i publikuje w mediach społecznościowych. Aktualny stan skrzynki wynosi około dwóch tysięcy wiadomości.

– Jeśli dam radę, będę rysować je do końca życia. Muszę robić sobie przerwy, bo historie, które czytam, są często bardzo trudne. Chciałabym, żeby projekt podróżował po Polsce w formie wystawy, bo oddziałuje zupełnie inaczej, kiedy kilkadziesiąt portretów zestawiam razem. Szczególnie dobrze widać wtedy to, co jest w nim najważniejsze: same decydujemy, z czego czerpiemy siłę. Nikt nie może nam jej zabrać ani zabronić, tak jak nikt nie może nam siły dać, jeśli nie będziemy chciały jej wziąć. Proste ćwiczenie polegające na dokończeniu zdania „Jestem silna, bo…” ma na celu ugruntowanie pewnej postawy: szukania chęci do życia i energii w nas samych, mimo często niesprzyjających okoliczności.

Nikt nie czuje się silny cały czas, czasem trzeba po prostu skupić wzrok na jednej pozytywnej, często malutkiej myśli, pośród morza lęków i smutków. Ja w stresie często zapominam o tym, co w sobie i w swoim życiu lubię, o tym, co mi się udało, o tym, ile nauczyły mnie moje doświadczenia, również te przykre. Wtedy próbuję się skupić i dokończyć to zdanie. No i wziąć głęboki oddech, bo o tym również zapominam, kiedy się stresuję.

Kolaż prawdziwych doświadczeń z subtelnym rysunkiem najczęściej dotyka tematu przemocy (fizycznej i psychicznej) oraz depresji.

 – Nie jest łatwo opowiadać o takich przeżyciach, a mimo to naprawdę wiele z nas decyduje się o tym mówić otwarcie. Uważam, że to wspaniała postawa, która realnie może coś zmienić. To ogromne wsparcie dla innych kobiet, które doświadczyły tego samego, wstydzą się tego i są gotowe uwierzyć że „same są sobie winne”. Odważne kobiety, które przełamują tabu, mówią o tym, co je spotkało. Czerpią siłę z trudnych doświadczeń i wychodzą z roli ofiary, co wzmacnia we mnie samej siłę i wiarę w lepszy świat. Choć trudno jest uogólniać, znając tyle indywidualnych historii, moje zdanie dziś to: „Jestem silna, bo wiem, że jest w Polsce wiele odważnych kobiet, które chcą pomagać innym kobietom”.

„Szczęśliwego nowego głodu”
Nadia Dziurdzia @kolazowka2049

Głównym zajęciem Nadii jest scenopisarstwo, które studiuje aktualnie w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Popularną stronę na Facebooku „Obejrzę dzisiaj dobry film” oraz wycinanie kolaży traktuje jako zajęcia dodatkowe.

Tytułowym „Głodem” zadebiutowała na Piotrkowskiej w Foto Café 102 na początku tego roku. Wernisaż krążył wokół serii kolaży miłosnych, ale w kolekcji artystki charakterystyczny element stanowi kino.

 – O wyborze konkretnej sceny decyduje często mój osobisty gust filmowy. Chętniej sięgam po kadry, które są mi w jakiś sposób bliskie, ale zdjęcie musi być również wymowne, nieść ze sobą własną treść, z którą mogę polemizować. Najczęściej odnoszę się do fabuły, ale zdarza się, że sceny wykorzystywane są czysto satyrycznie i nie mają nic wspólnego z danym bohaterem.

Doboru warstwy słownej nie można jednoznacznie określić losowaniem z kapelusza.

 – Czasem jedno zdanie dosłownie wpadnie mi w ręce i zaczynam kleić. Do innych szukam odpowiednich słów przez rok. Praca musi być ciekawa, dlatego cały czas wymyślam nowe metody. Staram się unikać przypadkowości, ale i nie stracić spontaniczności. Może kiedyś zrobię kolaż z tym ostatnim zdaniem.

Kolaże wycina, bo „wszystko ją wkurza i to najbardziej ją uspokaja”. A co aktualnie denerwuje najmocniej?

W Polsce denerwuje mnie to samo, co na całym świecie i w życiu. Brak empatii, ignorancja, zbyt mocne narzucanie szablonów. Można powiedzieć górnolotnie, że mimo ocieplania klimatu, świat emocjonalnie chłodnieje i staje się coraz bardziej nieprzychylnym dla ludzi miejscem. Głupio pochylać się nad jakąkolwiek słabością, gdy wszystko tak pędzi do przodu i zostawia cię z tyłu, gdy tylko na chwilę chcesz się zatrzymać i zastanowić. Czasem wydaje mi się, że wszyscy mają napęd na cztery koła, a ja tak mniej więcej na półtora.

W swoich kolażach eksponuję poczucie bezradności, infantylne myśli, bo przecież w życiu wypada mi wypowiadać się już tylko dojrzale i zasadniczo. Moja wrażliwość jest odbierana jako coś dziwacznego. Stale dostaję wiadomości, że moje kolaże są „zbyt szczere, by udostępniać je na instastory” i to też mnie wkurza. Rozumiem to, ale mnie to wkurza. Mam nadzieję, że na swoim profilu tworzę bezpieczne miejsce, przychylne dla ludzi o podobnym zmęczeniu wspomnianym chłodem.

Madonny boskie
Martyna Majewska @madonny_boskie

Matka Boska to figura, która jako postać, cytat, archetyp lub motyw przewija się przez całą twórczość Martyny, praktycznie od początku. Jest obecna w prawie każdym spektaklu, w mniej lub bardziej rozpoznawalnej formie. Od zawsze intrygował ją kicz religijny i wszelkie przedstawienia boskości w sztuce. To jak artyści się zabrali za to, żeby przedstawiać nieprzedstawialne.

–  W naturalny i bardzo bezpośredni sposób korzystam z popkultury. Interesuję się tym światem, obserwuję show-biznes, politykę, scenę muzyczną, bo są to współczesne panteony. Nasi herosi i heroiny mówią o nas samych bardzo dużo, a ja dodatkowo skupiam się na tej dzielniejszej połowie. Moje przedstawienia to „uświęcanie” w sztuce kobiet, które podziwiam, lub które zadziwiają. „Matko przedziwna!” – jest takie zawołanie w którejś litanii. Bardzo lubię koncepcję socjologiczną Durkheima, który mówił, że religia jest tworem społecznym, opartym o naszą zbiorową świadomość.

Historie madonn są podobne. Artystka zbiera wycinki gazet od liceum.

Zanim powszechny dostęp do Internetu ukoił moją potrzebę ciągłej dostępności obrazów, przenosiłam ze sobą z mieszkania do mieszkania latami nawet całe gazety. Kupuję wszystko, od „Polityki”, przez „Vogue” do „Party”, uwielbiam ich namacalność. Bardzo żałuję, że skończyła się polska edycja „Playboya”. Jego „kobiece” odsłony pod redakcją Michaliny Olszańskiej to były perły. Najbardziej lubię gdy coś się ułoży samo i od razu mocno znaczy. Przyjemnie jest też pracować nad postaciami, za którymi stoi silny wizerunek, jak Magda Gessler czy Meghan Markle – kobiety to ikony znaczeń, które generują same, i które się im przypisuje.

Martyna Majewska z czasem będzie chciała Madonny ożywić. Szuka instytucji chętnej do zorganizowania cyklu koncertów z reinterpretacjami aktorskimi pieśni maryjnych. Teraz skupia się na internetowej ekspozycji. Ma już dużo zamówień na indywidualne przedstawienia.

Marta Frej – artystka, ilustratorka, ateistka, malarka, feministka, animatorka kultury i prezeska Fundacji Kulturoholizm.

Nadia Dziurdzia – studentka scenariopisarstwa PWSFTviT w Łodzi. Łodzianka, pleciuga, przyjaciółka, kolażówka.

Martyna Majewska – reżyserka teatralna i filmowa, scenarzystka, artystka interdyscyplinarna, współtwórczyni art-tanku Perfoteka, a także twórczyni kolaży. Jej debiutancki krótki metraż „Maria nie żyje” miał premierę w Konkursie Polskim tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego, jest w trakcie pracy nad spektaklem „Alicja” dla Wrocławskiego Teatru Capitol.

Tematem miesiąca działu Folder z Dokumentami są prawa i twórczość kobiet. W ramach otwartego czerwcowego pokazu Nowy Folder x Against Gravity mieliśmy wyświetlić „Poetka z Arabii” (reż. Stefanie Brockhaus, Andreas Wolff, 2017).

Obrazek wyróżniający: © Martyna Majewska | publikacja za zgodą autorki
Tekst i rozmowy: Julia Niemiec

Wpisy

Jej życiową ambicją jest zostanie panią na ludzkiej poczcie. Chce przyjmować w zawsze otwartym okienku historie i przesyłać je dalej – w formie dziennikarskiej, filmowej i teatralnej. W przerwie od pracy pije kawę i słucha płyt rodziców.
Wicenaczelna magazynu "Nowy Folder" dogląda działu "Folder z Dokumentami", które, ma nadzieję, zechcecie oglądać.