Coś się kończy, coś się zaczyna

 

„Wcześniej czy później każdy z nas będzie miał jakiś swój własny koniec świata” – słowa te padają podczas jednej z rozmów w filmie Moniki Pawluczuk – i trudno się z nimi nie zgodzić. Tym bardziej w chwili zderzenia ekranowych perypetii z rzeczywistością oraz odnalezienia między nimi pewnej paraleli.

 

koniec-swiata

W 2015 roku film był pokazywany m.in. podczas Krakowskiego Festiwalu Filmowego, Lubuskiego Lata Filmowego i Gdańsk DocFilm Festival (fot. materiały prasowe)

 

„Koniec świata” to kameralny dokument o ludziach samotnych, których losy przeplatają się podczas jednej, z pozoru zwyczajnej nocy. Jednak właśnie na tę noc Majowie przepowiedzieli koniec naszego świata. Stało się to przyczynkiem do audycji radiowej, której zapowiedź rozpoczyna film. Jej prowadzący wraz ze słuchaczami zastanawia się, czym tak naprawdę jest koniec i co oznacza dla każdego z nich. Na ekranie śledzimy także pracę dyspozytora karetek oraz taksówkarza – z ich perspektywy poznajemy wiele ludzkich historii: dramatycznych, absurdalnych, zaskakujących.

 

Najważniejszym spoiwem łączącym wszystkie elementy układanki jest w tym przypadku radio. To dzięki niemu słuchacz może wyrazić swoje obawy, ratownik karetki pogotowia otrzymać informacje, a taksówkarz zgłosić postój. Pokazanym w filmie rozmowom towarzyszą przypadkowe obrazy z kamer monitoringu miejskiego – to pobudza wyobraźnię widza i zmusza go do większego zaangażowania, w końcu przyczynia się do współodczuwania emocji doświadczanych przez bohaterów dokumentu. Ich opowieści to niezwykle poruszające wyznania, które nie tylko wywołują przejęcie, ale zmuszają także do refleksji nad własnym życiem. Przecież my też borykamy się z podobnymi problemami – doświadczamy ciężkich chorób, jesteśmy poddawani presji, musimy walczyć z nałogami, tracimy dobra materialne, stawiamy czoła śmierci. Przecież my też jesteśmy samotni.

 

Właśnie osamotnienie skłania bohaterów do podniesienia słuchawki i wybrania numeru: czy to do stacji radiowej, czy na pogotowie. Telefon daje im poczucie, że ktoś ich wysłucha, choć przez chwilę będą dla niego ważni. W trudnym momencie taka niewielka pomoc jest bezcenna.

 

Czym więc jest koniec? Dla jednych to utrata pracy, dla drugich śmierć bliskiej osoby, inni powiedzą, że to rozstanie i tęsknota, a jeszcze inni, że to tylko rodzaj stanu przejściowego. Jedno jest pewne – każdy z nas, bez wyjątków, doświadcza takich małych końców świata. Przeżywa podobne rozterki, jak te przedstawione przez reżyserkę. Ale przecież świat trwa dalej. Jeden etap się kończy, a drugi zaczyna – i to jest najbardziej budujące.

 

Ogromną siłą dzieła Moniki Pawluczuk jest spokój bijący z ekranu. Mimo trudnych tematów w głosach rozmówców nie słychać silnego wzburzenia. Najlepszym tego przykładem jest postawa dyspozytora, który zachowuje zimną krew, nie daje się sprowokować nawet w sytuacjach kryzysowych. Nastrój potęguje wyważona muzyka, obecna gdzieś w tle jedynie w kilku momentach. Na uwagę zasługują również zdjęcia, które sprawiają, że odbiorca czuje się wtajemniczany, odnosi wrażenie, że podgląda akcję przez dziurkę od klucza.

 

Jak mówi sama autorka, „Koniec świata” to przede wszystkim „film o wadze obecności drugiego człowieka”. Po seansie naprawdę łatwo ją sobie uświadomić.

 

 

 

Angelika Szpręgiel

 

 

„Koniec świata”
Reżyseria: Monika Pawluczuk
Produkcja: Polska 2015