Centrum Kapuścińskiego

Ponoć to najpiękniejsze miasto na wschód od Paryża. Niektórzy nazywają je „kulturalną stolicą” Rosji, „oknem na zachód”, „Wenecją i Amsterdamem Północy”. Inni mówią, że to „miasto na kościach”. Tymczasem Fiodor Dostojewski przedstawił je w „Zbrodni i karze”, jako przedsionek piekła, szare, brzydkie i nijakie.

 

 

„Trzeba pamiętać, że Petersburg to miasto Dostojewskiego. Że opisywał on, jak doskonale w jednym człowieku łączą się największa szlachetność i najpodlejsze draństwo. I że pisarza kształtował Petersburg, a jego książki kształtowały potem pokolenia petersburżan i mitologię miasta” – pisze w swojej książce „Petersburg. Miasto snu” Joanna Czeczott. Zabiera czytelnika w reporterską podróż po zaułkach tego niezwykłego miasta, opowiadając o jego przeszłości i teraźniejszości.

 

Podróż ta nie jest jednak przyjemnym wakacyjnym wyjazdem. Bo Petersburg może być „metaforycznie nazywany fabryką śmierci”. Pod względem śmiertelności nie miał sobie równych ani w Rosji, ani poza jej granicami. „Nigdzie indziej w Rosji nie zapadano tak często na choroby psychiczne. Nigdzie indziej odsetek samobójstw nie był tak wysoki”. Jednak pomimo wielu klęsk i przeciwności losu miasto wciąż się odradzało. A czytanie o tym, jak pokonywało trudności, jest naprawdę fascynujące.

 

Trudności pojawiły się już na samym początku, kiedy car Piotr I postanowił wybudować miasto na Wyspie Zajęczej, nie licząc się z kosztami i ofiarami w ludziach. Potem Newa, nad którą leży Petersburg nie dawała mieszkańcom spokoju. Od 1703 do 2011 roku zanotowano trzysta osiem powodzi i klęsk żywiołowych. W latach 30 czystki dokonywane przez Stalina szczególnie mocno dotknęły miasto, którego towarzysz wyjątkowo nie lubił. W trakcie II wojny światowej przez prawie 900 dni trwała blokada Leningradu (jedna z kilku nazw Petersburga na przestrzeni setek lat), a głód, mróz, bombardowania i ostrzał artyleryjski zebrały obfite żniwo – umarli leżeli wszędzie. „W piwnicach, na schodach, w bramach, przy ogrodzeniach. Nie zgłaszało się ich zgonu”.

 

Historię miasta czytelnik poznaje przez historie jego mieszkańców. Tak różnorodnych, jak różnorodna jest Rosja. Są komuniści, dzieci dawnej szlachty, matki kryminalistów i narkomanów, ludzie sprzedający towary w metrze, primabaleriny (bo Petersburg to rosyjska stolica baletu), homoseksualiści (bo to „błękitna”, czyli homoseksualna stolica Rosji).

 

Joanna Czeczott świetnie operując słowem, wtrącając od czasu do czasu rosyjskie słówka,  odtwarza klimat miasta, który już od pierwszy stron wciąga czytelnika. W reportażach czuje się obecność autorki. Kiedy narracja jest pierwszoosobowa, czytelnik ma wrażenie, jakby był częścią historii i przeżywał ją tam na miejscu, w Petersburgu. W obrazach Petersburga kreślonych przez autorkę odbija się współczesna Rosja, i nie jest zbyt piękne odbicie. Ciarki mi przechodzą po plecach, kiedy czytam, o rodzinach homoseksualistów, które nazywają ich chorymi psychicznie, albo o fabryce trolli zwanej „ministerstwem prawdy”, instytucji, „w której zastępy internetowych żołnierzy piszą tysiące komentarzy dziennie w służbie Kremla”.

 

Po dłuższym zastanowieniu „miasto snu”, wydaje się być raczej „miastem koszmaru”. Wciąż jednak ma ono (i jego mieszkańcy) nadzieję, że się z niego wybudzi. Dzięki tej nadziei wciąż ma siłę, by walczyć o swoją przyszłość. Bez względu na trudności nigdy się nie poddaje. I to jest właśnie nauka, która płynie z lektury tej książki.

 

Karolina Chojnacka

 

„Petersburg. Miasto snu”
Autorka: Joanna Czeczott
Wydawnictwo: Czarne

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”

Name required

Website