Król Melchior

Jego twórczość położyła podwaliny pod polską szkołę reportażu: niejeden słynny pisarz, niejeden znany dziennikarz czerpał z niej wzór. Przewędrował pół świata uważnie go oglądając, obserwując ludzi i trafnie opisując rzeczywistość. Choć temat do pisania potrafił znaleźć także tuż za miedzą lub we własnej przeszłości. Melchior Wańkowicz, król słowa z Mińszczyzny.

 

Melchior Wańkowicz urodził się 10 stycznia 1892 roku w Kałużycach na Mińszczyźnie. Był polskim reportażystą, pisarzem i publicystą. Do jego najbardziej znanych dzieł należą: „Na tropach Smętka, „Bitwa o Monte Cassino”, „Ziele na kraterze” (fot. wikipedia) 

 

I tym właśnie zwrócił moją uwagę. Czuję, że mnie, dopiero początkującą w przygodzie z literaturą, połączyła z Wańkowiczem pewna więź: uśmiechnęłam się, gdy dostrzegłam bliźniaczy rodowód naszych nazwisk, wzruszyłam przewracając karty „Szczenięcych lat”, przypomniałam czym jest „skierstuwie” czy „skiłłądź”, zanuciłam słowa dawno niesłyszanych litewskich piosenek. Wańkowicz wskrzesił dla mnie magię kresowego pogranicza.

 

Polakiem był…

 

…i dla Polaków był. W młodości nie uległ rosyjskiemu zaborcy, na starość nie zmogła go PRL-owska cenzura. Walczył na frontach obu światowych wojen, relacjonował ważne, także z punktu widzenia narodu, wydarzenia, opisywał i analizował napotykany stan rzeczy, donosił o prawdzie, śmiało komentował świat. Pozostawał przy tym zawsze na wskroś eleganckim, pogodnym człowiekiem, pełnym klasy błyskotliwym i dociekliwym literatem, z uśmiechem na ustach i maszyną do pisania pod ręką.

 

Wiele twarzy reportażu

 

Pisać zaczął jeszcze w czasach szkolnych, pod zaborami, w prasie podziemnej. Po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości zajął się przede wszystkim reportażem. Jedną z inspiracji Wańkowicza stały się podróże: te bardzo dalekie, których plonem były m.in. książki „W kościołach Meksyku” (1927) i trylogia „Śladami Kolumba”, 1967-1969), jak i te zdecydowanie bliższe. „Opierzona rewolucja” (1934) powstała po wycieczce do ZSRR, „Na tropach Smętka” (1936) jest efektem kajakowej wycieczki po należących do Niemiec Mazurach, a „Sztafeta” (1939) to na poły propagandowe reportaże z wielkich budów COP-u.

 

 

Odrębną część stanowią wyprawy pisarza w przeszłość, czyli literatura gawędziarsko-wspomnieniowa: np. poświęcone dzieciństwu i młodości „Szczenięce lata” (1934), szczęśliwe życie rodzinne, ale i wg niektórych czytelników najlepsze opisy życia codziennego w okupowanej Warszawie znaleźć można w „Zielu na kraterze” (1950). Te dwie książki dopełnia wydane już po powrocie do Polski „Tędy i owędy” (1961).

 

Plonem wojennych przeżyć pisarza był monumentalny, trzytomowy reportaż „Bitwa o Monte Cassino” (1945-1947, Mediolan), który w Polsce bez ingerencji cenzury ukazał się dopiero w 1978 r. i to w niewielkim nakładzie. Może nie posłużyłby jako podręcznik historii, niemniej jest idealnym przykładem Wańkowiczowskiego, „mozaikowego” pisarstwa: wciągającego i poruszającego do głębi. Z kolei „Wrzesień żagwiący” (1947, Londyn) jak sam tytuł wskazuje poświęcony był wrześniowej kampanii obronnej 1939 r.

 

Melchior Wańkowicz po bitwie pod Monte Cassino, rok 1944 (fot. wikipedia)

 

W esejach i felietonach, np. w tych zebranych w „Prosto od krowy” (1965) czy w monumentalnej, dwutomowej „Karafce La Fontaine’a” (1972 – 1981), podsumowującej, scalającej jego twórczość, Wańkowicz prezentował swoje podejście do tworzenia. Prawda esencjonalna, a nie dokumentalna – oto jego credo, któremu sprzeciwiało się i nadal sprzeciwia wielu krytyków oraz twórców literatury. Czy w reportażu można bowiem stosować elementy fikcji? Czy cechy przypisywane wielu bohaterom można zebrać w całość, kreując tym samym jedną postać? „Mnie nie interesują nazwiska. Moim bohaterem jest epoka. Piszę we współczesności o LOSIE ZBIOROWYM i dla niego poświęcam losy pojedyncze. (…) Nie ma takich ludzi, którym tyle by się zdarzyło, ile ja potrzebuję”[1] – odpowiadał im Wańkowicz. Dobry reportaż miał być mozaiką. Nigdy jednak nie ponosiła go fantazja. Fakt stanowił w jego przypadku „katalizator dla wyobraźni”.

 

Jednak jego bogata twórczość tak naprawdę nigdy do końca nie poddawała się klasyfikacji. Wśród dzieł Wańkowicza znaleźć można ponadto, o czym mało kto pamięta, literaturę dziecięcą: m.in. opowiadania „O małej Małgosi” (1924) czy „Jak mądry puchacz tańczył trojaka” (1967). Wańkowicz ma w swoim dorobku także utwory propagandowe pisane w początkach niepodległości II RP i tuż przed wybuchem wojny. Z kolei owocem jego przygody z reklamą były dwa słynne hasła: stworzone w 1931 r. słynne „Cukier krzepi” oraz wymyślone 40 lat później niemniej znane „LOT-em bliżej”.

 

Buntownik

 

Był twórcą niepokornym, nie bojącym się iść pod prąd, głosić niepopularnych poglądów. Miał własne zdanie w każdej sprawie, nie schlebiał władzy. W maju 1918 r., będąc członkiem I Korpusu Polskiego w Rosji, sprzeciwił się planom dowódcy, gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, o zawarciu porozumienia z Niemcami. Kiedy w 1945 r. pozostał na Zachodzie, naraził się środowiskom emigracyjnym publikując krytyczny wobec nich „Kundlizm” (1947), ale także nawiązując współpracę z prasą krajową (m.in. „Przekrój”, „Słowo Powszechne”). Powrót do Polski w 1958 r. nie oznaczał uległości wobec komunistycznych rządów: w marcu 1964 r. podpisał List 34, protestując przeciw cenzurze i obostrzonej polityce kulturalnej państwa. Przypłacił to kilkutygodniowym uwięzieniem, co dla 72-letniego pisarza nie było łatwe.

 

Pisarz utalentowany i… śmiertelny

 

Niemal zawsze czynił siebie bohaterem tekstu, a jego styl pisania był emocjonalny, kwiecisty, acz nieprzesadnie. Wańkowicz był erudytą uwielbiającym język polski, więc jego słownictwo było eleganckie, jednak nie wahał się użyć wulgaryzmów, jeśli było to potrzebne. Często świadomie łamał zasady językowe, by w reportażu wykreować własny obraz rzeczywistości. Niejednokrotnie też sam tworzył słowa, jak choćby „ukapeluszowany” czy „jakisiowanie”.

 

 

W twórczości Wańkowicza nie było miejsca na nudę i bezduszność: czuć jego silne więzi z naturą i wszystkim, co prawdziwe, pełne witalności i żywe. Równocześnie miał rzadką umiejętność ujmowania bardzo trudnych tematów w przystępnej dla przeciętnego czytelnika formie. Potrafił wzruszyć i zaintrygować, umiejętnie operował żartem, kpiną i ironią. Umiejętnie skracał dystans, wplatając w tekst błyskotliwe anegdoty, powodował, że każdy czytelnik miał wrażenie, iż opowieść kierowana jest właśnie do niego.

 

Nie dziwią więc jego słowa: „Chciałbym na moim grobie zainstalować fotokomórkę; kiedy ktoś się zbliży, fotokomórka będzie włączała magnetofon i będzie rozlegał się z głębin mój głos: <Czego się gapisz, idź dalej>. Tyle myślę o nieśmiertelności”[2].

 

Daiwa Maksimowicz

 

[1] K. Kąkolewski, „Wańkowicz krzepi”, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1984 r., s. 18

[2] Ibidem, s. 32