/

W Polsce rechot, na Węgrzech ironia. O polskości i węgierskości z Krzysztofem Vargą

Jest pisarzem, krytykiem literackim i dziennikarzem związanym z „Gazetą Wyborczą”, a za sprawa publikacji „Bratanki? 11 niezwykłych portretów” także bohaterem książki. Krzysztof Varga opowiada Markowi Telerowi o swojej podwójnej tożsamości i kulisach pracy nad tomem sylwetek napisanych przez młodych dziennikarzy związanych z Fundacją Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego.

 

O Węgrzech Krzysztof Varga napisał dwie książki: „Gulasz z turula” i „Czardasz z mangalicą” (fot. Bartosz Wróblewski)

 

Jest pan jednym z bohaterów książki „Bratanki? 11 niezwykłych portretów”, opisującej relacje polsko-węgierskie na podstawie losów ludzi, którzy są związani z tymi dwoma państwami. Łatwo dał się pan namówić do udziału w projekcie młodych adeptów dziennikarstwa?

Krzysztof Varga: Chyba od razu się zgodziłem. Oliwia Siwińska powiedziała mi, że grupa dziennikarzy robi książkę o relacjach polsko-węgierskich, o ludziach, którzy mają podwójne pochodzenie: polskie i węgierskie, są „mieszańcami”. Oczywiście spodobał mi się ten temat. Wpłynąłem na Oliwię, aby napisała także o Tadeuszu Olszańskim, bo wydał mi się bardzo ważną postacią. Mimo pewnych oporów, dałem się również przekonać do udziału w spotkaniu promującym książkę.

Bardzo mi zależy, aby to nie było tylko tak, że grupa dziennikarzy dostała pracę domową do odrobienia i napisała te teksty, ale żeby ta książka była punktem wyjścia do tego, że ci dwudziestoparolatkowie, którzy nie są przecież hungarystami, tylko młodymi dziennikarzami, faktycznie zainteresowali się Węgrami i relacjami polsko-węgierskimi. Traktuję tę książkę jako taki pierwszy krok – nie dla mnie oczywiście, ale dla tych autorów. Żeby nie tylko uczyli się warsztatu dziennikarskiego, ale też wciągnął ich temat.

 

Sam jest pan „mieszańcem”, synem Polki i Węgra. Jakie są w panu cechy typowo polskie, a jakie typowo węgierskie?

Z cech typowo polskich: jestem trochę cholerykiem, natomiast z elementów węgierskich mam w sobie melancholię. Różnica między Polakami a Węgrami wygląda w ten sposób, że Polacy są chyba bardziej choleryczni, a Węgrzy melancholijni. Poza tym w Polsce raczej dominuje rechot, a na Węgrzech ironia. Elementy węgierskości w rodzaju poczucia ironii i melancholii, które w sobie odnajduję, to są właśnie moje węgierskie geny.

 

Wspomniał pan o różnicach psychologicznych między Polakami i Węgrami. Jakie cechy nas łączą z Węgrami, a jakie dzielą?

Charakterologicznie dużo nas dzieli. Oczywiście tradycyjnie to są narody w sobie zakochane i bliskie sobie, ale jakoś się różnimy i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Specyfika jest jednak taka, że Polacy i Węgry trzymają ze sobą sztamę od dawna. Pomijając kwestie dynastyczne w średniowieczu czy jeszcze w XVII wieku, to od czasów powstanie węgierskiego w 1848 r., gdy na Węgrzech walczył nie tylko generał Bem, ale cała grupa polskich generałów i istniał Legion Polski, to te relacje emocjonalne są bardzo silne.

 

W swoich książkach, między innymi w „Gulaszu z turula”, obala pan stereotypy węgierskie, jakie są obecne wśród Polaków i innych narodów europejskich. Czy Polacy nadal patrzą stereotypowo na Węgrów, czy to spojrzenie się pogłębia?

Tak jak to jest ze stereotypami – stereotyp jest zawsze bardzo silny i żyje. W grupie ludzi, którzy mniej więcej wiedzą, co się dzieje na Węgrzech czy Węgrów, którzy wiedzą, co się dzieje w Polsce, te stereotypy nie istnieją. Wśród innych ludzi jednak tak. Bardzo dobrze byłoby gdyby ten stereotyp – powiedzmy – „turystyczny” został obalony, żeby nie traktować Węgier jako taką trochę cepelię, gdzie jest superżarcie, Balaton, jest ciepło i dobre wino. Żeby za tym szło realne zainteresowanie krajem, jego dziedzictwem i kulturą. To jest dla mnie najważniejsze.

Chciałbym też, żeby Węgrzy traktowali Polskę jako ciekawy teren. To jest strasznie trudne obecnie, w czasach globalizacji, kiedy zarówno młody Węgier, jak i młody Polak mogą sobie równie łatwo pojechać do Anglii, Francji, Indii, Chin, a bliski kraj nie jest tak atrakcyjny. Byliśmy dla siebie atrakcyjni, gdy byliśmy w obozie socjalistycznym i nigdzie nie można było wyjechać, tylko do „demoludów”.

 

Czytaj także:

– fragment tekstu o Krzysztofie Vardze z książki „Bratanki? 11 niezwykłych porterów”,
relację ze spotkania promującego książkę – jego gościem specjalnym był Krzysztof Varga,
recenzję książki „Czardasz z mangalicą”.