/

Książka!? Przecież mówiłam, że chcę iPhona!

 

Za nami Święta Bożego Narodzenia. Dla dzieciaków to fantastyczna okazja, żeby poprosić o jakiś ekstra prezent. PlayStation, smartfon czy dron to obecnie jedne z najpopularniejszych życzeń, które pojawiają się w listach do św. Mikołaja. Tylko czy te zachcianki są wciąż „zdrowe”?

 

 

Nie tak dawno, bo na początku grudnia, podczas rodzinnego obiadu, moja 12-letnia kuzynka cały czas klikała w telefon pod stołem. Okazało się, że nawet nie robi niczego konkretnego, tylko scrolluje. Tak jakby była uzależniona od przewijania ekranu. Po kilku prośbach, aby odłożyła urządzenie, które nie przynosiły żadnego rezultatu, moja irytacja sięgnęła zenitu. Postanowiłam zabrać jej telefon. Jej reakcja wywołała u mnie ogromny szok. Dziewczynka zaczęła rzucać się na mnie, krzyczała, że mam jej go oddać, wręcz miała łzy w oczach ze złości. Obiecywała, że już nie będzie z niego korzystać, ale musi go trzymać.

 

Masz telefon i  nie przeszkadzaj

Po tym wydarzeniu zaczęłam się uważniej rozglądać. Chciałam się dowiedzieć, czy to moja kuzynka jest uzależniona, czy to typowa cecha dzieci XXI wieku. Obserwacja jest, jak nietrudno zgadnąć, przerażająca. Na ulicy dzieci nie patrzą na drogę, bo oczy mają nieustannie wlepione w ekrany smartfonów. W tramwajach czy autobusach nie widzą świata poza telefonami w swoich dłoniach. Po powrocie do domu nie wygląda to lepiej – telewizja, komputer, PlayStation. O książkach dzieciaki wolą nie słyszeć, bo to przecież wymaga większego wysiłku intelektualnego, nie jest tak proste jak technika. Zasłyszana rozmowa pomiędzy 9-latką, a 13-latką:

– Co dostałaś pod choinkę?

– Trzy książki.

– Ale pech. Współczuję ci.

Ale czy to ich wina? Nie do końca. Dziecko to dziecko i po to ma rodziców, aby wskazali mu właściwe wzorce. A ile razy dziecko krzyczy, marudzi, albo po prostu przeszkadza w odpoczynku i łatwiej mu dać telefon niż się nim zająć? Ja wiem, praca, dom, tempo życia… Ale tutaj pewna rewelacja: całe pokolenia wychowane zostały bez smartfonów i żyją. Wręcz radzą sobie świetnie.

 

Co na to specjaliści?

Amerykański Narodowy Instytut Zdrowia finansuje badania „60 Minutes”, polegające na obserwacji przez dekadę ponad 11 000 dzieci w wieku 9-10 lat. Mają pokazać, jak korzystanie z technologii wpływa na mózg. Po pierwszym etapie (badanie 4500 osób) podano, że u dzieci, które spędzały więcej niż siedem godzin dziennie przed ekranami urządzeń cyfrowych, zauważa się przedwczesne rozrzedzanie kory mózgowej, czyli zewnętrznej warstwy mózgu. To właśnie ona odpowiada za przetwarzanie informacji ze świata zewnętrznego.

 

Narodowy Instytut Zdrowia opublikował także wczesne wyniki badań Adolescent Brain Cognitive Development. Wykazują one, że dzieci, które spędzają przed monitorami urządzeń cyfrowych więcej niż dwie godziny dziennie uzyskują gorsze wyniki w testach językowych i na logikę, niż dzieci nie korzystające tak często z tego typu urządzeń.

 

Dlaczego o tym piszę?

Krzysztof Warlikowski, wybitny reżyser teatralny, w czasie przyznania Europejskiej Nagrody Książkowej, wygłosił bardzo niepokojące przemówienie. – Blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rozumie w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25%) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co szósty magister w Polsce. 6,2 miliona Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało nic, nawet artykułu w brukowcu. 40% Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych. To są dane tak niewiarygodne, że aż zabawne. A jednak napawają grozą powiedział reżyser. Czy to dane niewiarygodne? Polemizowałabym z tym stwierdzeniem. Według raportu o stanie czytelnictwa przygotowanym przez Bibliotekę Narodową w 2017 r. zaledwie 38% Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę. Nie ma więc się co dziwić. Dane mówią same za siebie. 10 milionów Polaków nie ma w domu ani jednej książki. A ile ma telefonów komórkowych? Zazwyczaj tyle ile członków ma dana rodzina, a nawet więcej. Przecież teraz każde dziecko musi mieć swojego smartfona. Ostatnio byłam świadkiem rozmowy 10-latka ze swoim ojcem:

– Michał, jak będziesz się tak brzydko odzywał, to zabiorę ci telefon i dostaniesz taką starą Nokię z klawiaturą.

– Tato, nie! (łzy w oczach, głos się łamie) Jak ja się z takim badziewiem pokażę w szkole kolegom!?

Technologie mogą przyczyniać się do dobrego, ale stosowane zbyt często i w nieodpowiednim wieku, mogą prowadzić do tragicznych skutków. Pamiętacie grę „Niebieski Wieloryb”, gdzie ostatnim zadaniem było popełnienie samobójstwa? „Nowaja Gazieta” podała, że w Rosji zginęło przez nią ok. 130 dzieci. A patostreamy? Alkohol, wulgaryzmy, erotyka na żywo dostępna za jednym kliknięciem. Skoro coś staje się popularne, to prędzej czy później dzieci będą to oglądać, żeby nie odstawać od reszty rówieśników. A nic tak nie ogłupia, jak oglądanie kretynów, którzy za bicie i upijanie się do nieprzytomności zarabiają grube pieniądze.

 

 

Jest jeszcze nadzieja

Na szczęście nie wszystkie dzieci wychowywane są w kulcie do technologii. Część z nich każdego dnia nie może doczekać się wieczora, kiedy to rodzice przeczytają kolejny rozdział książki. I tak mogą przeżywać niesamowite przygody z bohaterami powieści. Dzięki nim mogą być kimkolwiek chcą. – Wierzę, że kultura może być potężną bronią przeciwko głupocie i ogłupianiu, które stają się idealnym podłożem do manipulacji. Wierzę w książki. Można powiedzieć, że kilka książek nie zmieni świata. Ale nasza odpowiedzialność zasadza się na tym, że wierzymy w skuteczność działania sztuki i myśli. Inaczej nic tu po nas powiedział Warlikowski. I te słowa należy sobie wziąć głęboko do serca.