Centrum Kapuścińskiego

Czy w czasach PRL-u, kiedy półki świeciły pustkami, a świat zachodu wydawał się odległą krainą ze snów, można w ogóle było mówić o luksusie? Otóż tak, luksusowe były nie tylko niedostępne, drogie auta, ale przede wszystkim dżinsy z Peweksu, banany i osiem kilogramów polędwicy. Luksus miał wtedy zupełnie inny wymiar i smak.

 


Od tej zupełnie nieoczekiwanej strony przyjrzała się czasom komuny Aleksandra Boćkowska w swoim reportażu „Księżyc z Peweksu”. Autorka podążyła śladem tego, co w tamtym okresie uważane było za luksusowe. Przeprowadziła rozmowy z ludźmi uprzywilejowanymi, którzy po prostu mogli więcej i często mieli więcej – z dyrektorami, górnikami, marynarzami, prywaciarzami, bywalcami hoteli i eleganckich przyjęć. Dla każdego z nich luksus był czymś zupełnie innym, dlatego ich opowieści składają się na niejednoznaczną definicję peerelowskiej ekskluzywności.
Książka podzielona została na siedem pomniejszych reportaży, których bohaterami są wyżej wspomniani rozmówcy. Ich sytuacje życiowe różnią się od siebie, jednak łączy ich jedno – status, którego wielu Polaków mogło im jedynie pozazdrościć. Boćkowska pisze: „Ustosunkowana towarzysko gospodyni spędziła kiedyś pół dnia w kolejkach, na wieczór podała polędwicę. „Jasne, jak ktoś się przyjaźni z premierem, to ma i mięso” – rzucił znad talerza gość”. Bo jednym z dóbr najbardziej pożądanych, i zarówno będących źródłem największej zazdrości, były właśnie znajomości.
Poza nimi, w PRL-u niezbędny był również zmysł kombinatorstwa. Boćkowska przytacza wiele anegdot, jak chociażby tę o katowickiej restauracji, w której podano flaczki z kalmarów, dostarczonych zamiast zamówionej wieprzowiny, „bo tak przypadło z rozdzielnika”. Lub tę o poszukiwaniu części zamiennych do Harleyów Davidsonów, których posiadanie uchodziło za szczyt marzeń. „Zdarzało się podobno, że właściciel zaparkowanego przy ulicy motoru musiał przepychać się przez tłumek gapiów” – pisze autorka.
Dla jednych mianem luksusu były szwedzkie gwoździe, bo polskie robiono z fatalnej stali, dla innych – mercedes w garażu. Dla większości jednak luksus, mimo iluzji blichtru i bogactwa, dalej miał gorzki smak. Bo w tamtych czasach wszystko było pozorne i przede wszystkim byle jakie.
Dzięki humorystycznym anegdotom książkę czyta się jak luźne wspomnienia dalekiej ciotki, która miała w życiu trochę więcej szczęścia niż nasi rodzice. Przystępny język, ironia, relacja z pierwszej ręki – to wszystko sprawia, że reportaż Boćkowskiej nabiera kolorytu i pozwala czytelnikowi przenieść się w czasie. Jednak jego lektura przede wszystkim utwierdza w przekonaniu, że teraz żyje nam się jakby lepiej – wystarczy zacytować wspomnienia jednego z bohaterów: „Jezu, taki świat wspaniały, a ja w tym gównianym komunizmie”.

 
Angelika Szpręgiel
„Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL” (2017)
Aleksandra Boćkowska
Wydawnictwo Czarne

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”

Name required

Website