/

Kultura i pieniądze, czyli jak finansować kulturę?

20 stycznia tego roku w Akademii Teatralnej Collegium Nobilium odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Evviva l’arte”. Do dyskusji na temat finansowania kultury zostały zaproszone Maria Seweryn i Agnieszka Odorowicz.

 

3 (1)

– Kultura nie da się podporządkować. Dobra sztuka się nie poddaje, a widzowie głosują na nią swoimi biletami – stwierdzili uczestnicy spotkania (fot. Karolina Bugajniak) 

 

Przez ostatnie ćwierćwiecze w kwestii finansowania kultury wiele się zmieniło. Jeszcze 25 lat temu mecenat państwowy był jedynym możliwym rozwiązaniem. Teraz, oprócz niego działa szereg fundacji oraz stowarzyszeń prywatnych. Wytwarza to specyficzną sytuację, w której organizacje kulturalne, samorządowe i prywatne równoprawnie zabiegają o dofinansowania. O szczególności problemu, jakim są starania o dofinansowanie przy jednoczesnym zachowaniu artystycznej niezależności, mówiła Maria Seweryn, dyrektor Och-Teatru, zasiadająca w zarządzie Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury. Obok niej gościła Agnieszka Odorowicz, wiceminister kultury w latach 2004 – 2005 oraz dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w latach 2005 – 2015, która opowiadała o regułach wspierania twórczości filmowej. Spotkanie prowadził Rafał Sławoń.

 

Polacy nie mają pieniędzy na kulturę – to śmiałe stwierdzenie rozpoczęło dyskusję. Maria Seweryn uznała, że widownia teatrów, z nielicznymi wyjątkami, to od lat ci sami ludzie. Finansowanie jest niezbędne dla teatrów, które wspierane są obecnie przez samorządy, państwo i mecenat prywatny. Uzyskanie tych środków nie jest łatwe, teatr uchodzi za mniejszą grupę konsumentów. Problem dotyka zwłaszcza teatrów prywatnych, podejmujących się przecież ogromnego wysiłku. Jak stwierdziła Maria Seweryn, istnieje ogromna nieufność do kulturalnych prywaciarzy. Padają krytyczne argumenty, najcięższy z nich sugeruje, że do środowiska trafia za dużo pieniędzy. Fundacja Krystyny Jandy w zeszłym roku otrzymała 2.250.000 zł. Mowa tu jednak o dwóch teatrach, Teatrze Polonia oraz Och-Teatr, które wystawiają 60 spektakli miesięcznie i które parę miesięcy w roku urządzają darmowe spektakle plenerowe. Chętnie zresztą oglądane przez warszawiaków i turystów. Ponadto teatry wymagają remontów oraz modernizacji. Na to wszystko niezbędne są dofinansowania, które przy tej skali działalności wcale nie są duże. Walka o nie rozbija się jednak o mur niezrozumienia i niechęci, a argumentacja to często lekceważące wypowiedzi typu: sama sobie założyłaś teatr, to teraz nie narzekaj. Sytuacja ma się lepiej w kinematografii. Czemu tak jest? Agnieszka Odorowicz tłumaczy: – Kino ma charakter bardziej masowy, trafia do szerszego grona odbiorców i ma szansę zaistnieć gospodarczo. Tutaj każdy, kto ma sensowny projekt, ma możliwość otrzymania wsparcia. W znacznej mierze jest to możliwe dzięki dotacjom unijnym i prywatnym sponsorom. Dzięki temu nastąpił m.in. rozkwit małych, jednosalowych kin, stanowiących dziś 30% rynku. Jednak  sytuacja teatrów również się powoli poprawia. Powstaje, tak jak w kinie, wiele inicjatyw wspierających.

 

Teatry zmagają się z większymi problemami finansowymi. Dlaczego? – Kino ma charakter bardziej masowy, trafia do szerszego grona odbiorców i ma szansę zaistnieć gospodarczo  – tłumaczy Odorowicz (fot. Karolina Bugajniak) 

 

Kim są ludzie wpierający kulturę? Nie ma określonego typu osobowości. Czasem to po prostu „dobrzy samarytanie”, pragnący zakupić fortepian dla zdolnego, ale biednego muzyka. Jak stwierdziła Odorowicz – czasem to tacy, którzy chcą mieć fun i przejść się po czerwonym dywanie. Dla jeszcze innych mecenat może być po prostu dobrym interesem, z którego będzie się ciągnąć profity po ewentualnym sukcesie komercyjnym. Wciąż jednak największymi sponsorami są duże spółki Skarbu Państwa. Prywatny mecenat nie jest w Polsce tak popularny, jak na Zachodzie. Innym problemem dotyczącym dofinansowań może być stanowisko: jeśli daję, to wymagam. Stwarza to duże niebezpieczeństwo uzależnienia sztuki od konkretnych podmiotów, a ta przecież powinna być krytyczna i mieć zadania dydaktyczne. Nie może być uzależniona w żaden sposób, zwłaszcza od  urzędników, nie mających żadnych kompetencji do wyboru repertuaru, ale chcących mieć wpływ na to, co będzie wystawiane. Na szczęście, w kinie system jest tak skonstruowany, by wpływ urzędów był jak najmniejszy.

 

Niestety, kultura bez wątpienia nie ma szans na konkurowanie o pieniądze z innymi interesantami, walczącymi o państwowe środki, jak chociażby ochrona zdrowia. Także w przypadku odpisów podatkowych, 1% zwykle trafia gdzieś indziej. Kultura jest tu marginesem. Tym, co ją ratuje, jest jej wyjątkowość. Maria Seweryn twierdzi, że na deskach teatru rodzi się więź, społeczność. To małe grono ludzi jest gotowe na wiele poświęceń. Zmienia się także samo myślenie o sztuce. Coraz bardziej traktuje się ją jako inwestycję i pojawiają się ludzie, którzy wiedzą, co zrobić po premierze, wiedzą, jak prowadzić teatr, by przynosił zyski. Na koniec dyskusji, goście poproszeni o powiedzenie paru pozytywnych słów, stwierdzili: Kultura nie da się podporządkować. Dobra sztuka się nie poddaje, a widzowie głosują na nią swoimi biletami.

 

Karol Wójcik