/

Kultura przy oknie na świat

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Na progu  XXI wieku, podczas  Kongresu Kultury Polskiej, Ryszard Kapuściński wygłosił  wykład na temat kultury narodowej w erze globalizacji. Jej początków upatrywał w połączeniu zakończenia Zimnej Wojny i ekspresowym rozwoju technologii. Co udało mu się przewidzieć dwie dekady temu? Które z jego obaw się sprawdziły? Które szły za daleko?


Z wykładów Kapuścińskiego i jego przemyśleń zebranych w „Lapidariach” można wynieść przekonanie, że globalizacja budziła w nim obawy. Zresztą nieodosobnione wśród przedstawicieli jego pokolenia. Sam nieraz prowadzę dyskusje z młodszym o pokolenie od Cesarza Reportażu dziennikarzem i dokumentalistą Stanisławem Zawiślińskim, na temat wpływu technologii na komunikację w dzisiejszym świecie. Argumentacje zwykle są, z obu stron, podobne. Na zarzut płytkości i powierzchowności komunikacji za pomocą internetowych komunikatorów odpowiadam możliwością porozumienia się z ludźmi z najdalszych zakątków globu w ciągu sekund. Na to dostaję odpowiedź, że maile, Messenger, SMS-y, czy nawet Skype, to nie jest „prawdziwa” rozmowa. Ale przecież lepsza taka, niż żadna. Konsensu brak.


Przełom wieków, jak pisał Kapuściński, „złamał bariery czasu i przestrzeni”. Mogło by się wydawać, że dla człowieka, który spędził kawał życia na pisaniu korespondencji  z najdalszych zakątków świata, rozwój technologii może oznaczać jedynie same pozytywy. Dla Kapuścińskiego jednak nie sama technologia była problemem, a zawrotna prędkość, z jaką dzięki niej Anglosasi przejmowali światową kulturę, wtłaczając ją w ramy kolejnej gałęzi gospodarki. We wspomnianym wykładzie mówił: „Nikt nie pyta, czy książka jest dobra, czy dany film jest wybitny. Ważne, ilu obejrzało go widzów, jaką zrobił kasę. Ciągle stosujemy te same kryteria nie zawsze świadomi, jak głębokie są tego konsekwencje dla sensu i miejsca kultury”.


Czy teza Kapuścińskiego przetrwała dwie dekady? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony kultura masowa jest opanowana przez to, co się sprzedaje.  Z drugiej strony, dzięki wspomnianej technologii, mieszkaniec Singapuru może się zapoznać z kinem artystycznym np. Skandynawów. Nawet platformy streamingowe, choć na afiszach mają wielkie hollywoodzkie produkcje, dają nam również możliwość zapoznania się z filmami i serialami z innych zakątków świata. Nie mnie oceniać ich artystyczną wartość. Twierdzę jedynie, że nie tylko to, co sprzedaje się najlepiej, może przetrwać. Artyści niszowi też mają na oścież otwarte okna na świat. Szczególnie sztuka audiowizualna, w której często nie ma bariery językowej, może być konsumowana przez odbiorców odległych od artysty o tysiące kilometrów. Inna sprawa, że w mediach społecznościowych znany jest ten, kto umie się wypromować. Ale czyż nie zawsze było tak, że do znalezienia wartościowej kultury potrzebny był wysiłek?


Kapuściński sformułował również taką opinię: „Panuje powszechna zgoda, że wiek XXI będzie wiekiem kultury. O ile w dawnych cywilizacjach wartością największą była ziemia, a w cywilizacji nowożytnej – maszyna, to wartością taką w nadchodzącej cywilizacji staje się umysł ludzki, jego zdolności poznawcze i kreatywne. Aby umysł ten miał wszystkie warunki rozwoju musi on dojrzewać i doskonalić się w otoczeniu kulturalnym najwyższej jakości, takim, które będzie go nieustannie inspirować i wzbogacać.” Nie mogę nie zgodzić się, że w naszej cywilizacji umysł ludzki jest wartością najwyższą. Kapusciński nie przewidział jednak jednego – to nie kultura jest jądrem naszej ery. Nie artyści, a inżynierowie, są dziś najważniejsi. Inaczej mówiąc: także sztuka, którą wytworzą zaprogramowane przez człowieka roboty, może stać się wielkim osiągnięciem. Jeżeli uznamy, że słowo kultura w rozumieniu Kapuścińskiego oznacza jedynie tę wysoką i wartościową, teza ta zupełnie rozbija się w drzazgi. A jeżeli umysł potrzebuje do rozwoju „kultury najwyższej jakości”, biada naszym umysłom. Chociaż tu, po raz kolejny, biję się sam ze sobą. Bo czy w siedmiomiliardowym, skomunikowanym jak nigdy dotąd świecie możemy jeszcze tworzyć jakiekolwiek generalizacje?


Ryszard  Kapuściński zwrócił również uwagę na niezaprzeczalny fakt, który do dziś  pojawia się we wszelkich dyskusjach o globalizacji – bogaci stają się bogatsi, a biedni biedniejsi. Bogactwo i bieda są jednak dwuznaczne. Z jednej strony mamy kraje Trzeciego Świata, dla których niewyobrażalnym luksusem jest to, co my bierzemy za pewnik. Ich dostęp do kultury i wiedzy jest wciąż ograniczony. Wyrównywanie szans jest bezdyskusyjnie najważniejszym wyzwaniem globalnej wioski, ale na to, niestety, nie mamy recepty (choć pewnie warta byłaby Nagrody Nobla). W cywilizacji, nazwę ją, skomunikowanej, czyli z codziennym dostępem do wszelkich udogodnień, wytworzył się nowy rodzaj bogactwa i biedy. Udogodnienia spowszedniały nam na tyle, że zapominamy z nich korzystać. Bo czym innym jest rozmowa z koleżanką z Republiki Południowej Afryki, a czym innym zdobywanie wiedzy. Dostaliśmy, dzięki wspomnianym inżynierom, potężne zabawki mieszczące się w ręku. Mamy dostęp do wiedzy i kultury z całego świata. Mimo to codziennie na chodnikach mijamy się z ludźmi, którzy nie mają zamiaru z tego korzystać. Należy więc dokonać wyboru, czy chcemy być bogaci, czy biedni w wiedzę.


Dziś jedyną receptą jest bycie multipatriotami. Patriotami regionu, kraju, kontynentu, w końcu, świata. Ogromne brzemię spoczywa na naszych barkach. Nie tylko musimy uratować Ziemię dla przyszłych pokoleń, ale również coś po sobie na tej Ziemi pozostawić. Multipatriotyzm to pielęgnowanie kulturek i kultur. Żeby dobrze pielęgnować roślinę, trzeba się o niej trochę dowiedzieć. Smartfony w dłoń, laptopy na kolana, i grzebmy w kulturze i nauce. Dla siebie i tych przyszłych. Bo po co zostawiać im Ziemię leżącą odłogiem?

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.