La monaca di Cracovia, czyli historia uwięzionej zakonnicy


Istnieje takie powiedzenie, jak benedyktyńska praca. Sformułowanie to oznacza zajmowanie się czymś w sposób niezwykle żmudny i precyzyjny. Pochodzi oczywiście od średniowiecznych zakonników, ręcznie przepisujących księgi. W przypadku „Ja nie mam duszy” powiedzenie to jest trafne podwójnie. Nie tylko ze względu na podejmowaną w książce tematykę, ale także przez sposób, w jaki autorka opisuje sprawę Barbary Ubryk.


21 lipca 1869 roku, Kraków. Komisja sądowa dociera pod bramę klasztoru karmelitanek. W rękach trzymają anonim, sugerujący, że jedna z zakonnic jest przetrzymywana przez pozostałe siostry w nieludzkich warunkach i to od wielu lat. Donos okazuje się prawdziwy. Ofiarą jest Barbara Ubryk. Kiedyś młoda dziewczyna, która chciała oddać swoje życie Bogu, być jedną z karmelitanek. Udało się, po przygotowaniach została jedną z sióstr. Z czasem jednak zaczęła się specyficznie zachowywać, krzyczeć, wulgarnie zwracać się do innych, gubić wątki podczas rozmowy. Diagnoza lekarza: choroba psychiczna, odizolowanie od innych wskazane, wręcz konieczne. Barbara zostaje zamknięta w niewielkiej celi. Małe okno, kamienne ściany i słoma, służąca za posłanie. Właśnie w takich warunkach 20 lat później była zakonnica zostanie znaleziona przez sądową komisję.  Jednak istota, którą spotykają w celi urzędnicy nie przypomina Barbary. Ważąca niewiele ponad 30 kilogramów, naga, brudna i przede wszystkim z nieodwracalnymi zmianami na psychice. Dlaczego do tego doszło? Kim była wcześniej Barbara Ubryk? Jak wyglądał proces przeciwko karmelitankom? Jakie były dalsze losy poszkodowanej? W jaki sposób polska zakonnica stała się symbolem XIX-wiecznych antyklerykalnych nastrojów  w całej Europie?  O tym właśnie, bardzo szczegółowo, opowiada Natalia Budzyńska w swojej książce „Ja nie mam duszy”.


Liczenie ziarnek piasku


Dla tych, którzy nie słyszeli o historii wiezionej mniszki z Krakowa (nie ukrywam, że przed lekturą książki też należałem do tych osób) kilka zdań nakreślających kontekst. Wydarzenie samo w sobie jest bowiem naprawdę ciekawe i mocno wstrząsnęło opinią publiczną w całej XIX-wiecznej Europie. W samym Krakowie, kiedy informacja o więzionej ponad 20 lat zakonnicy została ujawniona, doszło do licznych protestów, ataków na klasztory i starć z wojskiem. Proces trwał kilka miesięcy, a prasa prześcigała się w pisaniu kolejnych wersji historii, często zupełnie zmyślonych. Także europejskie gazety uznały sprawę Barbary Ubryk za dowód na bezkarność kleru i szeroko opisywały każdy etap śledztwa. O przypadku polskiej karmelitanki powstały liczne książki, czy nawet sztuki teatralne, a sama historia obrosła w wielu mitów i stała się wręcz czymś w rodzaju legendy.


Trzeba przyznać, że autorka bardzo rzetelnie i dokładnie podeszła do zbierania informacji o sprawie Barbary Ubryk. Mamy tu mnóstwo wprost zacytowanych dokumentów, sprawozdań, czy artykułów prasowych. Setki wypowiedzi, zapisów rozmów i konkretnych opisów. Nie ma tutaj miejsca na domysły i plotki. Budzyńska bardzo starannie przesiała wszystkie informacje, zostawiając tylko te sprawdzone i mające poparcie w kilku źródłach. Stworzyła swoistą encyklopedię wiedzy o sprawie Barbary Ubryk. Zachowując przy tym, co ważne, możliwie największy obiektywizm, nie ma tutaj narracji uderzającej tylko w jedną stronę. Budzyńska dotarła chyba do każdego strzępka informacji, jaki się o tej sprawie zachował (poza archiwami samych karmelitanek, autorka wprost przyznaje, że nie została do nich dopuszczona). Informacje i fakty wręcz wylewają się z tej książki. I co by nie mówić — pracę tę trzeba docenić. Nawet nie chcę myśleć ile godzin autorka spędziła w archiwum, przeglądając  XIX- wieczne dokumenty sądownicze i artykuły prasowe, aby znaleźć każdą możliwą wzmiankę o interesującym ją zagadnieniu.


Jednak przewracając koleje kartki coraz bardziej się zastanawiałem, czy gra podjęta przez autorkę jest warta świeczki. Czy osiągnięty rezultat wart jest takiego ogromu pracy. Pomyślcie, gdybyście usłyszeli, że ktoś zdecydował się na policzenie wszystkich ziaren piasku na pustyni, czy liczby liści w lesie, to oczywiście zrobiłoby to na nas wrażenie. Jednak otrzymany wynik pewnie na długo by w naszej pamięci nie zagościł, może nawet jedynie przebieglibyśmy po nim wzrokiem. I tak samo jest z książką Natalii Budzińskiej. Dawka informacji naprawdę imponuje, ale czytając kolejny zapis zeznań, w którym przesłuchiwany sam przyznaje, że nic nowego o sprawie nie wie, wzrok zaczyna samoistnie pomijać linijki i niektóre akapity. Co więcej, miałem wrażenie, że wielokrotnie nawet omijając kilka stron wciąż doskonale bym się orientował, w toczącej się opowieści.


Jak uczynić prawdę ciekawszą?


Autorka chyba doskonale zdawała sobie sprawę, że jej książka momentami niebezpiecznie zmierza w stronę pracy doktorskiej i próbowała w jakiś sposób temu zaradzić, ubarwić suchy strumień faktów. Stąd próby zbudowania momentami fabularnej narracji, typowej dla powieści, dodanie kilkunastu ilustracji, czy kilkukrotne przerwanie informacji osobistym, wręcz lekko potocznym, komentarzem. Próby całkiem udane, ale wrażenie czytania dokumentów sądowych, ubranych w reportażowe szaty wciąż pozostaje.


Stąd też wynikał mój problem z lekturą „Ja nie mam duszy”. Z jednej strony sprawa Barbary Uryk sama w sobie jest bardzo intrygująca i byłem ciekaw, jak się zakończy. Z drugiej, zwykle po przeczytaniu kilku stron moja energia gdzieś ulatywała, zmieciona przez natłok nazwisk, dat i suchych informacji. Zdałem sobie sprawę, że czytając ostatnią stronę poczułem niestety bardziej ulgę niż satysfakcję.


Czy warto więc sięgnąć po książkę Natalii Budzyńskiej? Cóż, wiele osób może się od tej pozycji boleśnie odbić, zniechęcić i nie dotrwać do końca. Ale z drugiej strony, jeśli kiedyś „Ja nie mam duszy” wpadnie w Wasze ręce i będziecie mieli trochę wolnego czasu, to warto chociaż przekartkować tę książkę, żeby docenić ogrom pracy, włożonej w nią przez autorkę. Oraz żeby przekonać się, że antyklerykalne nastroje wcale nie są niczym nowym w naszej historii.


„Ja nie mam duszy”

Natalia Budzyńska

Wydawnictwo Znak, 2020

Wpisy

Student drugiego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.