Maciej Drygas – archeolog ludzkich historii

[spider_facebook id=”2″]

Nigdy nie sądził, że będzie zajmował się filmami dokumentalnymi. Nigdy nie uważał się za wybitnego filmowca, mimo że zdobył międzynarodowe nagrody i uznanie. Nigdy nie przypuszczał, że pokocha upały i Afrykę.

 

Jest absolwentem Wydziału Fabularnego Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii w Moskwie. Tuż po studiach zaczął pracować jako asystent Krzysztofa Zanussiego („Constans”, 1980 r.) oraz Krzysztofa Kieślowskiego („Przypadek”, 1981 r.) i w ten sposób zdobył doświadczenie – tak potrzebne, by móc zająć się własną twórczością.

 

Pierwsze fabuły

 

Po współpracy przy „Przypadku” Krzysztofa Kieślowskiego Drygas zadebiutował jako scenarzysta i reżyser własnej sztuki „Psychoterapia” (1983 r.). Opowieść o studentce psychologii pracującej jako terapeutka była jedynie pretekstem do pokazania, jak dalece rzeczywistość odbiega od tego, czego się spodziewamy, i jak trudne bywa zastosowanie wiedzy teoretycznej w praktyce.

 

drygas

 

Film odniósł spektakularny sukces. To dało asumpt do kolejnych poszukiwań fabularnych. Drygas, zainspirowany krótką notatką służbową o treści: „W dniu takim i takim, głowę zamachowca pokazano studentom Instytutu Technologicznego, zadając pytanie: czy poznają carobójcę?”, zainteresował się zabitym przez Ignacego Hryniewieckiego carem Aleksandrem II i zaczął zbierać materiały do filmu. Potem często powtarzał, że scenariusz „Surowego klimatu” był prawdopodobnie największym, jaki udało mu się kiedykolwiek napisać. Niestety, film nigdy nie powstał. Nie pozwoliła na to działająca w czasach PRL-u cenzura.

 

Podobny los spotkał również fabularną „Grecką wyspę”. Tu także inspiracją była notatka służbowa, znaleziona dzięki pomocy Jerzego Hoffmana w archiwum Komitetu Centralnego PZPR. Składało się na nią kilka krótkich zdań o tym, że rumuński statek towarowy przywiózł do Świnoujścia grupę brudnej, zawszonej ludności cywilnej z Grecji, gdzie trwała wojna domowa. Z kobiet zdarto strzępy ubrań i zmuszono je, aby weszły pod prysznic. Każda miała w zaciśniętej dłoni klucze do swojego mieszkania.

 

To detal, którego żaden najcudowniejszy scenarzysta nie jest w stanie wymyślić. Proces dokumentacji, poszukiwania śladów, szperania właśnie, służy do tego, żeby natykać się na takie detale, historie, których się nie da wymyślić – podkreślał autor niepowstałego filmu.

 

Po nieudanych próbach stworzenia filmu fabularnego reżyser nie przypuszczał nawet, że jego kolejne dzieła będą należały do odmiennej kategorii.

 

Usłyszeliśmy, dostrzegliśmy

 

Odbiór dokumentalnego debiutu Drygasa był prawdopodobnie zaskoczeniem dla niego samego. O sukcesie filmu „Usłyszcie mój krzyk” świadczy między innymi nagroda za Najlepszy Film Dokumentalny „Felix” (1991 r.). To historia zapomnianego, szarego człowieka, Ryszarda Siwca. Jego czyn – akt samospalenia podczas dożynek na Stadionie X-lecia w Warszawie – był swoistą manifestacją, wyrazem sprzeciwu wobec rządów Władysława Gomułki oraz wkroczenia sił Układu Warszawskiego do Czechosłowacji. W archiwum Wytwórni Filmów Dokumentalnych, wśród materiałów odrzuconych kiedyś z Polskiej Kroniki Filmowej, reżyserowi udało się odnaleźć siedmiosekundowe ujęcie palącego się mężczyzny, wykonane przez Zbigniewa Skoczka.

 

Mogłoby się wydawać, że ten fragment był inspiracją –  nic bardziej mylnego. Reżyser w wywiadach wspominał, że zastanawiał się nad tym, kiedy narodził się ten pomysł, i doszedł do wniosku, że podczas rozmowy z Adamem Macedońskim – słynnym artystą plastykiem, ale przede wszystkim działaczem niepodległościowym zawiązanym z KOR-em, ROPCiO i NZZ „Solidarność”. Przy okazji tej rozmowy krakowski konspirator nawiązywał do Stowarzyszenia im. Ryszarda Siwca i Jana Palacha. Przy tej nazwie, w nawiasie, znalazło się zdanie-przypis: „Siwiec – człowiek, który spłonął na Stadionie X-lecia w 1968 roku”. Ta krótka informacja, podobnie jak we wcześniejszych filmach Drygasa, wzbudziła zainteresowanie reżysera. Kolejnym etapem było już poszukiwanie materiałów.

 

siwiec

 

Wnikliwe śledztwo, dotarcie do problemu, rozmowy z rodziną i świadkami zdarzenia, pozwoliły stworzyć portret psychologiczny Siwca, zrozumieć jego zachowanie i, co najważniejsze, przypomnieć Polakom o tym, że żył taki człowiek, o którego istnieniu władze PRL-u kazały zapomnieć.

 

Filmowiec Kapuściński

 

Chcąc odnaleźć osobę, którą można by uznać za autorytet Macieja Drygasa, nie trzeba szukać daleko. To Ryszard Kapuściński, wybitny polski reportażysta. Stał się mentorem dla wielu dzisiejszych twórców – nie tylko polskich, lecz także zagranicznych. W ostatnich wywiadach reżyser często podkreśla, że odczuwa coraz mniejszą potrzebę tworzenia filmów, ponieważ kamera nie zawsze oddaje świat takim, jaki on chce przedstawić. W pewnym sensie zawęża obszar uczuć, przeżyć, zjawisk metafizycznych. Natomiast idealnym narzędziem do opisywania otoczenia jest słowo, czyli literatura. On, jako scenarzysta, w swoich twórczych poszukiwaniach do tego stwierdzenia dopóty nie przywiązywał większej wagi, dopóki jego prawdziwości nie doświadczył na własnej skórze – podczas kilkuletniej realizacji projektu filmowego w północnym Sudanie. W jedną z pierwszych podróży zabrał ze sobą książkę Ryszarda Kapuścińskiego „Heban”, którą oczywiście czytał już wcześniej, jednak wtedy Afryka była dla niego jeszcze nieznanym, odległym i niedostępnym światem. Będąc na Czarnym Lądzie, powrócił do tej lektury. I wtedy uświadomił sobie, z jaką dokładnością i rzetelnością Kapuściński opisywał rzeczywistość, wykorzystując przy tym najbanalniejsze przykłady, choćby opowieść o żuczku.

 

Warto zwrócić uwagę na to, że właśnie Afryka łączy reżysera z wybitnym reportażystą. Wprawdzie Kapuściński zwiedził ją dokładniej i poznał głębiej, ale nie zmienia to faktu, że obaj odkryli ten świat w innym dla siebie wymiarze i próbowali doświadczyć go takim, jakim jest – diametralnie różniącym się od tego, z którym obcujemy na co dzień na Zachodzie. Drygas często podkreśla, że Czarny Ląd bardzo zmienił jego spojrzenie na pełne nonsensów życie, które prowadzimy w Europie.

 

Druga miłość – radio

 

Oprócz bycia reżyserem, scenarzystą i, w końcu, producentem swoich filmów Drygas, zaliczany już do klasyków polskiego dokumentu, ma także inną pasję: Dla mnie to nadal teatr wyobraźni, fascynujący świat wypełniony dźwiękową scenografią. Radio. Znalazł w nim odmienne wartości, cechy, a nawet pewną magię. Uważa, że audycje radiowe, w przeciwieństwie do filmów, są w pewien sposób nieskończone. Wystarczy przymknąć oczy i każdy generuje w swojej głowie inne obrazy. W radiu można dużo zobaczyć, o wiele więcej niż w rzeczywistości – podsumowuje Maciej Drygas.

 

Jego słuchowiska radiowe odbierane i emitowane są w krajach na całym świecie. Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Japonia oraz państwa europejskie to tylko niektóre spośród nich.

 

Żaden ze mnie klasyk!

 

Od wielu lat związany z filmem i radiem, którym to formom artystycznej wypowiedzi poświęcił sporą część swojego życia, Drygas nie potrafi jednak określić swojego zawodu. Kiedy ktoś do mnie mówi „panie reżyserze”, to ja się czerwienię. Mam pewien kłopot ze zdefiniowaniem tego, kim jestem i czym się zajmuję.

 

cudze listy

 

Reżyserem jest i to wybitnym. O jego pozycji świadczy nie tylko znakomity warsztat, lecz także stosunek do wartości i użyteczności własnych dzieł. Twierdzi, że tego nie robi się dla pieniędzy. Drygas nie widzi problemu w udostępnianiu swoich produkcji. Cieszy się, kiedy znajduje je na zagranicznych serwerach – szczególnie w krajach, gdzie nie ma wolności. Uważa, że to coś fantastycznego, kiedy mogą komuś pomóc w realizacji jakiegoś wyższego celu.

 

Pytany o swoją profesję zawsze ze szczerą skromnością i uśmiechem odpowiada: Owszem, jestem związany z filmem i radiem, ale najbardziej to czuję się archeologiem. Kopanie, grzebanie, wyciąganie historii – to jest to, co bardzo lubię robić.

 

 

Agnieszka Wilkos