Scenografia to też dokumentowanie

 

Jak czuję się jeden z najbardziej utytułowanych scenografów polskiego kina? Otóż niesymetrycznie. W ramach cyklu spotkań „Więcej niż kino” organizowanych w Nowodworskim Ośrodku Kultury o tajnikach swojego zawodu opowiedziała Magdalena Dipont.

 

Spotkanie z Magdaleną DipontMagdalena Dipont sześć razy była nominowana do Orła za scenografię. Ostatnio za film „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Na zdjęciu z  prowadzącym spotkanie Stanisławem Zawiślińskim (fot. Nowodworski Ośrodek Kultury)

 

Wielokrotnie współpracowała z takimi reżyserami jak Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Krauze czy Janusz Zaorski. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród branżowych m. in. trzykrotną zdobywczynią Orła.

 

– Jak żyję się z tymi trzema Orłami? – rozpoczął prowadzący spotkanie Stanisław Zawiśliński. – Niesymetrycznie – odparła skromnie Magdalena Dipont i zachęcona reakcją publiczności zaczęła opowiadać o początkach swojej kariery. Studiowała na ASP, ale jej marzeniem zawsze była gra aktorska. Na planie znalazła się jednak w innej roli: jako dekoratorka wnętrz trafiła do filmu Andrzeja Wajdy „Bez znieczulenia”. –Kolejny szef dzwonił i dzwonił, i tak chodzę do tej pracy od 30 lat – mówiła.

 

Poruszając temat wyzwań stojących przed scenografami, wyraźnie wskazała, że główne problemy to nowoczesny sposób budowania i modernizacja obszarów miejskich. Narzekała, że obecnie większość planów trzeba czyścić komputerowo z wszechobecnej kostki Bauma i talerzy satelitarnych. – Niszczone są stare struktury (…). Nie myśli się o tym, żeby nie unowocześniać przeszłości na siłę – komentowała.

 

Zapytana o sposób pracy podkreśliła, że najważniejsze są podróże i fotografie. Wspominała, jak wielokrotnie przejechała całą Polskę, żeby zrobić zdjęcie jednej cerkwi czy kościoła. Równocześnie podkreśliła, że prawdziwe budynki są ważne, ale konieczna jest też grafika komputerowa, bo brakuje autentycznych elementów z przeszłości, pejzaże i krajobrazy dynamicznie się zmieniają, wiele rzeczy trzeba dorysowywać.

 

– Jestem tak wychowana, że jak szef każe, to przychodzę – z poczuciem humoru opowiadała o motywacji do wykonywania zawodu, ale mówiąc o oglądaniu „własnych” filmów, spoważniała. – Każdą rzecz można zrobić lepiej. Patrzę nie na to, co fantastyczne, ale na to, co jest nie tak. Magdalena Dipont wymieniła także swoje ukochane dzieła filmowe: „Powiększenie”, „Wielki Błękit” i „Ziemię Obiecaną”. – Kino kiedyś nie było lepsze. Było po prostu inne. Ale niestety, bardziej profesjonalne – oceniała scenografka.

 

Jakub Januszewski

 

 

O pracy scenografa i sposobie życia młodych filmowców – z Magdaleną Dipont, trzykrotną laureatką Orła za scenografię („Mój Nikifor” 2005, „Katyń” 2008, „Rewers” 2010) – rozmawia Jakub Januszewski.

 

Magdalena Dipont– Scenografia to rzemiosło, więc trzeba praktykować, najlepiej zacząć od pójścia na plan – radzi Magdalena Dipont (fot. Nowodworski Ośrodek Kultury)

 

Przy jakich filmach ostatnio pani pracowała?

W tym roku to było „Ziarno prawdy” Borysa Lankosza i „Król życia” Jerzego Zielińskiego, a teraz zaczynam pracę przy filmie Bartka Konopki o Kantorze.

 

W czasie spotkania w ramach cyklu „Więcej niż kino” wspominała pani, że to będzie pani najtrudniejszy film. Dlaczego?

Bo opowiada o wielkim artyście , który w dodatku niedawno zmarł, czyli jest to dla wszystkich jeszcze stosunkowo świeża sprawa.

 

Tworzenie scenografii do realnych historii jest trudniejsze od wymyślania wszystkiego od podstaw?

Nie, nie! Tu chodzi o konkretnego bohatera. Odwzorowywanie jest w tym przypadku trudne pod każdym względem, nie tylko scenograficznym, bo mówimy o prawdziwym, naprawdę wybitnym człowieku.

 

Zatrzymajmy się przy prawdziwości. Praca scenografa jest choć trochę tożsama z pracą dokumentalisty?

W pewnym sensie tak. Musimy dokumentować. Nie można stworzyć żadnej fikcyjnej rzeczywistości, jeśli się nie ma bazy danych. Trzeba od czegoś wyjść W malarstwie można tworzyć abstrakcje, w scenografii mamy do wykreowania świat. Nawet, jeśli to ma być świat science-fiction – coś, czego w ogóle nie ma, jest przeszłością, której nigdy nie było albo przyszłością, która zaistnieje lub nie, wszystko musi być wizualnie spójne.

 

https://www.youtube.com/watch?v=oFuI3HhINok

 

Spotykając się na planie filmowym z ludźmi młodszymi od siebie, niekoniecznie scenografami, widzi pani różnice w pracy teraz i przed laty?

Teraz pracuje się w szybciej, bo też szybciej się żyje. Czasem jest to działanie kompletnie nieskuteczne. Ktoś prowadzi samochód, rozmawia przez komórkę, ma otwarty tablet – robi kilka rzeczy naraz, ale każdą powierzchownie.

 

Robi się wszystko, nie robiąc nic?

Tak to wygląda. To nawet nie jest wymuszone przez produkcję, tylko przez tempo życia współczesnego świata. W ogóle, nie tylko w filmie. Z drugiej strony, tak naprawdę różnic w pracy nie ma. Niezależnie od czasów są różni ludzie, nieważne ile mają lat. Jedni się do czegoś nadają i robią to fantastycznie, poza tym są serdecznymi, ciepłymi, rzetelnymi osobami, a inni to padalce (śmiech).

 

Czy w związku ze wzrostem tempa pracy, dzisiaj musi pani przygotowywać swoje projekty szybciej?

To zależy od tego, z kim się pracuje, przede wszystkim od reżysera. „Ziarno prawdy” przygotowywaliśmy tak długo, jak było trzeba, mimo że jak na polskie warunki to film specyficzny, z dość trudnymi i dużymi budowami.

 

 

Co doradziłaby pani młodym, aspirującym scenografom?

Żadne studia, a teraz jest bardzo dużo różnych wydziałów scenografii, w różnych szkołach, tego zawodu nie nauczą. Oczywiście potrzeba przygotowania, wykształcenia plastycznego, np. Akademii Sztuk Pięknych albo architektury, bo ważna jest tu nie tylko umiejętność rysowania, ale też konstruowania. Scenografia to rzemiosło, więc trzeba praktykować, najlepiej zacząć od pójścia na plan i przejścia tego planu.

 

I tak krok po kroku…

Jeśli ktoś będzie rozumiał, czego się od niego oczekuje, poradzi sobie z zadaniami, które na planie ma wykonać, wytrzyma fizycznie i psychicznie, to znaczy, że może próbować dalej. To dość specyficzny zawód. Po prostu… ciężki. Ktoś może być bardzo utalentowany, nawet być wizjonerem, ale jeżeli nie jest w stanie żyć w taki sposób, jaki wymusza plan na samym początku ,to potem będzie mu trudno przejść kolejne stopnie pracy w kinie.