/

Magnes przyciągający problemy


„Roma” Alfonso Cuarona okazała się być jedną z największych tegorocznych filmowych niespodzianek. Liczne nagrody, w tym Oscary za zdjęcia oraz najlepszy film nieanglojęzyczny, mówią same za siebie. To film, który doskonale pokazuje, z jakimi problemami mierzył się  Meksyk we wczesnych latach 70. Segregacja rasowa, bieda, działalność karteli narkotykowych – to tylko niektóre z nich. Mimo upływu kilkudziesięciu lat problemy te pozostają tam nadal aktualne. A rozwiązań dalej brak.


Wiele zmieniło się w Meksyku w ostatnich miesiącach. Do stabilności jeszcze daleka droga. Co więcej nie wiadomo, czy Meksykanie nie zaczęli właśnie z niej zawracać.


Dzień, który wiele zmienił

Pierwszy dzień lipca 2018 roku. Czekało na niego w Meksyku wielu, choć z góry było wiadomo, że miło wspominać go będzie zaledwie garstka. Dzień wyborów prezydenckich. Bez większych niespodzianek, tym razem sondaże się nie myliły. Prezydentem Meksyku zostaje Andres Manuel Lopez Obrador, który nie pozostawił swoim rywalom większych złudzeń, wygrywając miażdżącą przewagą głosów. Na Obradora swój głos oddaje aż 53% wyborców. Ponad 20% więcej niż na kolejnego kandydata. Skąd taka popularność lidera Ruchu Odnowy Narodowej? W jaki sposób przekonał tysiące wyborców o skrajnie różnych poglądach? I co najważniejsze, jak wyglądały pierwsze miesiące jego rządów?


Stary nowy prezydent

Obecny prezydent Meksyku urodził się w 1953 r. w małej miejscowości Tepetitán w stanie Tabasco. Wychował się w prostocie i skromności, z daleka od elit politycznych. Swoją karierę rozpoczynał w centroprawicowej Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, do której dołączył w 1976r. W 1988r. rozczarowany wynikami wyborów postanowił zmienić front i związać się z opozycyjną Partią Rewolucji Demokratycznej, będącą początkowo centrolewicowym odłamem poprzedniej partii Obradora. W latach 1996-1999 był liderem PRD. Rok później został wybrany na burmistrza miasta Meksyk. Podczas 5-letniej kadencji zyskał sobie ogromną popularność, zwłaszcza wśród uboższych warstw społecznych. Starał się pomagać najbiedniejszym i zapewnić im godny poziom życia, co szybko zostało przez Meksykanów docenione. W wyborach na prezydenta startował trzykrotnie, za pierwszym razem, w 2006r. przegrywając dosłownie o pół punktu procentowego. Do przebiegu głosowania było jednak wiele zastrzeżeń i w niektórych okręgach trzeba było ponownie przeliczyć głosy. Obrador po kolejnej wyborczej porażce założył nową, antysystemową partię MORENA (Partia Odrodzenia Narodowego). To z jej ramienia kandydował w wygranych wyborach w 2018 roku.                             


Obrador jest w pewnym sensie politycznym fenomenem. Nie jest to polityk młody, nie jest także na meksykańskiej scenie żadną nową postacią. Przeciwnie, jest związany z polityką od kilkudziesięciu lat i to z największymi partiami, które przez długi okres miały monopol na władzę. Mimo to nowy prezydent Meksyku pozostaje postacią antysystemową i na tym też opiera się jego program wyborczy. Zapowiada walkę z ostatnią falą korupcji i przemocy, która jest w Meksyku wciąż niezwykle wysoka. Obrador chce walczyć ze zorganizowaną przestępczością, która opanowała państwo i hamuje jego rozwój. Obiecał także przyśpieszenie wzrostu gospodarczego, utrzymanie dyscypliny finansowej, poprawę stosunków z USA i wiele innych reform. Ponadto na spotkaniach przyrzekał, że będzie walczył o wolność słowa, a za jego rządów nigdy nie dojdzie do dyktatury. Stary nowy prezydent winą za szeroko rozpowszechnioną w kraju „korupcję publiczną i prywatną” oraz za przestępczość i bezkarność, które „uniemożliwiają odrodzenie Meksyku”, obciążył na równi z nieuczciwością neoliberalizm w gospodarce meksykańskiej.  Jednym z jego bardziej kontrowersyjnych pomysłów jest też amnestia dla narkotykowych bossów. Według niego w pierwszej kolejności trzeba rozprawić się ze skorumpowanymi politykami. Chce np. odebrać im immunitet, a także zmniejszyć pensje i pozbyć się rządowych helikopterów. Sam Obrador, chcąc dać dobry przykład, jeździ po mieście tylko w towarzystwie szofera, bez żadnej ochrony. Zapowiedział także, że w pierwszej kolejności zacznie działać na rzecz walki z ubóstwem. Według statystyk żyje w nim ponad 50 mln z 127 mln Meksykanów i Meksykanek.Polityk, podobnie jak Donald Trump, idealnie wykorzystał niezadowolenie społeczne i rewolucyjne nastroje. Obaj przerwali polityczną stagnację i marazm w swoich państwach. Meksykanie są zmęczeni brakiem zmian, ciągłą obawą o swoje życie i brakiem sprawiedliwości na wielu płaszczyznach. Stąd taka popularność pierwszego w historii lewicowego prezydenta Meksyku. Z drugiej strony z Trumpem łączy go nie tylko pewna antysystemowość i demagogiczne skłonności. Obrador także potrafi być bardzo uparty i lubi upokarzać swoich przeciwników. Prezydent USA oficjalnie pogratulował  prezydentowi Meksyku wygranej i zapowiedział, że spodziewa się udanej współpracy. Wydaje się jednak, że sporo jest w tym przede wszystkim kurtuazji. Politycznie różni ich, bowiem wiele, a ich interesy wydają się w większości spraw po prostu sprzeczne.


Po trupach do władzy

Sama kampania wyborcza przebiegła niezwykle brutalnie, co niestety w Meksyku nie jest niczym wyjątkowym. W jej trakcie ginęli politycy, którzy kandydowali lub chcieli kandydować do parlamentu. Trudno więc tutaj mówić o przypadku, były to raczej zaplanowane morderstwach wymierzone w konkretne partie. Jak podaje firma badawcza Ettelekt, w okresie ostatniej kampanii wyborczej zginęło ponad 130 polityków oraz doszło do ponad 25 tys. zabójstw, co pokazuje jak daleko jeszcze Meksykowi do stabilnej demokracji. Pojawia się też pytanie, czy jest ona w ogóle możliwa w państwie, w którym przestępczość przybiera takie rozmiary.


Wieloletnie rządy karteli doprowadziły w państwie do niespotykanej właściwie nigdzie indziej eskalacji przemocy. Walka z przestępcami przybiera rozmiary niemalże wojny domowej, w której państwo wcale nie jest na wygranej pozycji. Nie pomaga także olbrzymia skala korupcji. Jak bardzo jest źle pokazuje m.in. ranking Transparency International. W 2017 r. organizacja sklasyfikowała  Meksyk na 135. miejscu wśród 180 państw analizowanych pod kątem skorumpowania sektora publicznego (na czele rankingu są państwa najbardziej wolne od korupcji).


Obrador w swym pierwszym przemówieniu zapowiedział walkę z „korupcją publiczną i prywatną”. – Nic tak nie zaszkodziło Meksykowi jak nieuczciwość rządzących – stwierdził. Nowo wybrany prezydent zapowiedział, że za jego rządów dojdzie do tzw. „czwartej transformacji” (trzy pierwsze to jego zdaniem: uzyskanie niepodległości, liberalne reformy z XIX wieku i rewolucja meksykańska z początku XX wieku).


Psy szczekają, a karawana dalej nie pójdzie

Krótko po zaprzysiężeniu na Obradora spadły dodatkowe problemy. Przede wszystkim kryzys migracyjny, wynikający z geograficznego położenia Meksyku. Na skutek biedy w swoich państwach wiele tysięcy obywateli państw Ameryki Środkowej, głównie Hondurasu, wspólnie wyruszyło w kierunku USA. Ich cele są proste: znaleźć tam pracę, dzięki której będą mogli utrzymać swoją rodzinę, która w wielu przypadkach została w domu. Aby się dostać do swojej ziemi obiecanej karawana musi przejść przez Meksyk. Prezydent Trump zapowiedział jednak, że USA nie są gotowe na przyjęcie takiej liczby imigrantów i jeśli będzie trzeba, zamknie granicę. Przybysze jednak nie mają zamiaru odpuścić i postanowili rozbić obóz po meksykańskiej stronie granicy, blisko miasta Tapachula. Nie zgadzają się także na przeniesienie ich do obozów dla uchodźców, bojąc się, że to jedynie przykrywka dla deportacji. Sytuacja wydaje się więc patowa.


Rząd i prezydent Meksyku siłą rzeczy znaleźli się w trudnej sytuacji, a dobrego wyjścia z niej nie widać. Parlament zapewnił uchodźców, że mogą ubiegać się o azyl, ale tylko, jeśli będzie on uzasadniony. W przeciwnym razie karawana musi wrócić tam, skąd przyszła. W innym tonie wypowiada się z kolei Obrador. – Chcę im powiedzieć, że mogą na nas liczyć- zapowiedział prezydent Meksyku, dodając, że wspólnie z Trumpem chciałby stworzyć plan rozwoju gospodarczego dla państw Ameryki Środkowej. Prezydent USA odpowiedział serią internetowych wpisów, w których zaznaczył, że najważniejsze jest dla niego dobro i bezpieczeństwo własnego państwa, nawet kosztem umów handlowych z Meksykiem. Nie wydaje się, żeby którakolwiek ze stron miała zamiar odstąpić. Tymczasem  cierpią na tym zwykli ludzie. Co więcej sytuacja wydaje się tylko zaogniać, bowiem Donald Trump, razem z Pentagonem, niedawno zdecydował się wysłać na granicę z Meksykiem 3750 żołnierzy, aby pomogli w pilnowaniu porządku.            


Mój kraj murem podzielony

Kolejna trudna kwestia to budowa muru na granicy amerykańsko-meksykańskiej, czyli jedna z obietnic wyborczych Trumpa. Oficjalnie Obrador określa tę kwestię, jako „wewnętrzną sprawę USA”, ale w rzeczywistości na pewno nie jest mu ona obojętna. Prezydent Meksyku, jako przedstawiciel centrolewicowej partii chciałby pomóc uchodźcom, a nie budować bariery. I ma poparcie większości społeczeństwa. W Meksyku bowiem, w przeciwieństwie do krajów latynoamerykańskich, np. Argentyny i Chile, które politycznie ostro skręciły w prawo, dominują obecnie poglądy lewicowe. Na ten moment jednak Donald Trump ma spore problemy, aby pozyskać środki na budowę muru, więc sprawa chwilowo stanęła w martwym punkcie. Obradorowi taka sytuacja jest na rękę, bo nie musi podejmować żadnych radykalnych kroków. Pytanie, co będzie, kiedy prezydent USA przeforsuje swój pomysł.


Ciemny tunel

Do powyższych kwestii dochodzą różne mniejsze, ale znaczące problemy: ze zmianą ustawy o użyciu wojsk do walki z kartelami, wybuch rurociągu, w którym zginęły 94 osoby, liczne porwania kobiet w metrze, zastrzelenie dziennikarzy przez nieznanych sprawców… Długo można by tak wymieniać. Meksyk zdaje się przyciągać problemy, a mało który z nich udaje się skutecznie rozwiązać. Kraj potrzebuje reform  tu i teraz, inaczej protesty społeczne przerosną skalą nawet te pokazane w „Romie”. Już teraz wielu obywateli Meksyku wychodzi na ulicę, żądając natychmiastowych zmian, a atmosfera staje się coraz bardziej napięta. Co prawda, w tym ciemnym tunelu migają pojedyncze światełka, ale do jakiekolwiek stabilizacji jest jeszcze bardzo daleka droga. Być może nawet aż zbyt trudna, aby udało się ją w najbliższych latach przejść.