Centrum Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie hinduskich świątyni, a wieczorem ramadański market. Jest jednak miejsce, gdzie spotykają się trzy największe kultury tego kontynentu. Malezja. Po powrocie najtrudniejsza jest odpowiedź na pytanie znajomych i rodziny: Jak było? Bo jak streścić dwa miesiące spędzone w kraju, w którym codzienności trzeba uczyć się od nowa, a każdy dzień jest zaskoczeniem i lekcją?

 

Malezja (1)

 

Zawsze ktoś się modli. O każdej porze w którejś ze świątyń czczony jest jeden z tutejszych bogów, składane są dary przy ulicznych ołtarzykach, a w domach kobiety szykują jedzenie dla wszechmogących. Każdego miesiąca jest też jakieś święto.

 

Ważnym okresem w życiu religijnym Malezji jest ramadan. Chociaż w tym czasie wyznawców islamu obowiązuje rygorystyczny post, ich życie kręci się właśnie wokół jedzenia. Wstają wcześnie rano, żeby się najeść przed świtem. Następnym razem ich żołądki napełnią się dopiero po zachodzie słońca. Może Allah w ciemności nie widzi wszystkiego dokładnie? Zakazane jest także spożywanie napojów, branie lekarstw i wszelkich używek, używanie kosmetyków i uprawianie seksu. Paradoksalnie właśnie podczas miesiąca postu odbywają się największe targi tradycyjnych potraw spożywanych głównie podczas ramadanu. Menu, które proponują uliczni kucharze, nie powstydziliby się najlepsi restauratorzy. W czasie ramadanu zwykle nie gotuje się w domu. Im puściej w lodówce, tym łatwiej wytrzymać dokuczliwe ssanie w żołądku. Targi odbywają się zwykle późnowieczorową porą. Wtedy rodowici Malezyjczycy opuszczają klimatyzowane domy i napełniają siatki przysmakami. Czekają, aż słońce schowa się za horyzontem, odmawiają ostatnią modlitwę i zaczynają wieczerzę, która składa się zazwyczaj z kilkunastu dań.

 

Malezja (2)

 

Buddyjskie duchy nie są wybredne. Poeci, a ich śladem kolejne pokolenia humanistów, wpajają zwykłym zjadaczom chleba, że duchy najchętniej karmią się modlitwą, medytacją, literaturą, sztuką. Chińskim duszom do szczęścia wystarczą ananasy.

 

Lata temu – tak dawno, że nie sposób określić choćby przybliżoną datę – żyła kobieta, której imienia już nikt nie pamięta. Jej życie nie podobało się bogom: była skąpa, nieżyczliwa i nieszczera. Ponadto marnowała olbrzymie ilości jedzenia. W kulturze buddyjskiej wyrzucenie pokarmu to jedno z najgorszych przewinień. Bogowie postanowili ukarać niegospodarną mieszkankę Ziemi. Po śmierci zwęzili jej gardło tak bardzo, że mimo ssącego głodu w żołądku, nie była w stanie nic przełknąć.

 

Kobieta miała syna – dobrego, współczującego, szanującego starszych. W odpowiedzi na jego prośby władcy obu światów pozwolili mu spędzać z matką jeden miesiąc w roku i przynosić jej pożywienie. Od tej pory siódmego dnia każdego siódmego miesiąca roku dusze, które za życia zasłużyły na karę głodu, schodzą na ziemię, aby się posilić. Przez trzydzieści dni buddyści wystawiają przed swoje domy wegetariańskie potrawy, owoce, napoje, papierowe pieniądze oraz palą ogniska. Dają się posilić umęczonym, aby nie nękali ich rodzin. Rano modlą się w domach i miejscach pracy. Wieczorami, już nie na modlitwie, ale na ucztach i rozmowach spotykają się z przyjaciółmi w świątyniach. Może po ciemku głodne duchy nie widzą i nie zazdroszczą żywym?

 

Malezja (3)

 

Abby w dokumentach widnieje jako Yu Yu Shin. Mieszka w Malezji, ale jest Chinką. Ma dwa imiona, mówi w trzech lub czterech – zależy czy brać pod uwagę różne chińskie dialekty – językach, a myśli po angielsku. W każdym z tych języków najtrudniejsze jest dla niej słowo „nie”.

 

Wyraz na „n” z wielkim trudem przechodzi jej przez gardło. Za to „yes” i „sure” wypadają jej z ust niemal automatycznie. Gdy ktoś ją o coś prosi – nie odmawia. Nie buntuje się, nawet gdy w prośbie nie pada słowo „proszę” lub zapomniano o „dziękuję”. Pytana, czy czasem płacze, odpowiada po angielsku: Sure, raz lub dwa razy do roku. Tylko jak nikt nie widzi. Co robi, gdy się z kimś pokłóci? Jest smutna. Czy krzyczy? Uśmiecha się i twierdzi, że nie potrafi. Nawet, gdy się wścieknie? Na to pytanie nie opowiada wcale. Czy w ogóle wściekłość mieści się w odczuwanej przez nią gamie emocji? W chińskiej kulturze ważny jest święty buddyjski spokój oraz uprzejmość, równowaga, dyscyplina i szacunek dla starszych. Uśmiechaj się – nawet gdy nie jest ci do śmiechu. Nie zrań nikogo – mimo że czasem coś wtedy boli ciebie.

 

Abby do nowych osób przyzwyczaja się powoli. Po kilku dniach zgadza się pierwszy raz w życiu spróbować drinka od europejskich koleżanek. Miesiąc później odważy się zadać pytanie: Jak decydujesz, kiedy skończyć palić papierosa? W siódmym tygodniu znajomości odpowiada „nie”, gdy proponujemy wyjście do miasta. Uśmiecha się, zostając wieczorem sama w pokoju.

 

Malezja (4)

 

Wydawałoby się, że skoro media w Malezji są cenzurowane, w kioskach nie będzie dużego wyboru gazet. Tymczasem trudno się zdecydować. Możemy kupić dziennik w języku malezyjskim, magazyn po chińsku, angielskie tygodniki, gazetę telewizyjną hinduskiej telewizji oraz modę muzułmańską opisaną po arabsku.

 

Pra- albo nawet prapradziadkowie Abby mieszkali w Chinach. Jej rodzice i ona urodzili się już w kraju, gdzie oficjalnymi językami są malezyjski i angielski. Mowy przodków używała w szkołach – chodziła do chińskich placówek, aby nauczyć sie czytać i pisać – w domu i wśród przyjaciół. Mimo to gdy z leżącego na wyspie Penang jedzie do Kuala Lumpur, znajdującego się w centralnej części kraju, nie może się swobodnie porozumieć z innymi chińskimi Malezyjczykami. Abby ma czasem nawet problemy, aby pogawędzić ze starszymi członkami rodziny. W takich sytuacjach rozmawia po mandaryńsku – to nazwa oficjalnego języka chińskiego, sztucznego tworu uczonego w szkołach, aby umożliwić komunikację Chińczykom z różnych części kraju. Czy Budda lub Konfucjusz – historycy do tej pory nie ustalili, który z nich żył wcześniej – stworzyli dla mieszkańców środkowej Azji dodatkową wieżę Babel? W języku chińskim istnieje siedem głównych dialektów, a na każdy z nich składa się około stu poddialektów. To oznacza, że sami Chińczycy mają niemal trzy i pół raza więcej języków niż cała Europa. Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę języki regionalne. Wszystkie te podjęzyki różnią się między sobą jedynie wymową – pisownia jest identyczna. Można zatem jedno napisane zdanie przeczytać na około siedemset sposobów.

 

Sytuacja Malezyjczyków jest jeszcze bardziej skomplikowana. Każdy obywatel musi też biegle mówić i pisać w języku urzędowym. W dodatku niemal niemożliwe jest życie be znajomości angielskiego. Większość szkół wyższych posługuje się mową Brytyjczyków. Dlatego Yu Yu Shin uczy się, czyta, rozmawia z licznymi zagranicznymi studentami, a od jakiegoś czasu też sama ze sobą po angielsku.

 

Tekst i zdjęcia
Weronika Rzeżutka

 

Druga część opowieści o Malezji

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...

Name required

Website