/

Mamo, tato, jestem dziennikarzem!

Wiesz, jak brzmi miejscownik słowa „in vitro”? Potrafisz odmienić nazwisko „Korwin-Mikke”? Jesteś w stanie poprawnie zbudować zdanie złożone, i na dodatek wypowiedzieć je bez „eee” i „yyy”? Kiedy z kimś rozmawiasz, patrzysz na swojego rozmówcę, dzięki czemu przynajmniej sprawiasz wrażenie, że go słuchasz? To umiesz więcej niż część dziennikarzy ogólnopolskich mediów.

 

Mamo, tato, chcę być dziennikarzemMłodzi ludzie chcą się wykazać. Koncerny medialne mogą sobie pozwolić, żeby przeżuć i wypluć setki kandydatów. Czy ktokolwiek na tym wyścigu zyskuje?
(fot. Hades2k, flickr.com, CC BY-SA 2.0)

 

Trzy razy zatrzymywałam nagranie, które trwa 3 minuty 49 sekund. Nie dałam rady obejrzeć go na raz. Nie wiedziałam, czy bardziej mi smutno, czy przykro; czy mam się śmiać, czy raczej iść się wywstydzić, że dziennikarstwo znów jest pośmiewiskiem.

 

Dziewczyna, trzymając w dłoni mikrofon z kostką TVN24, przeprowadzała wywiad z Pawłem Kukizem. Ot, typowa rozmowa, z której wybiera się potem kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund do serwisu informacyjnego. Setka by była jak ta lala. Kulisy nagrania znałoby zaledwie kilka osób. Dziennikarce może byłoby przez chwilę głupio, może rzuciłaby w firmowym aucie kilka słów powszechnie uważnych za obelżywe, ale dalej żyłaby spokojnie jako kolejna bezimienna mrówka pracująca na sukces znanej telewizyjnej twarzy i pozycję stacji. A tu figa. Nagranie, jak dziewczyna walczy z językiem polskim, kartką z pytaniami i własną niewiedzą, pojawiło się w internecie. Wyświetlenia idą w miliony, komentarze w tysiące.

 

 

Nie myli się ten, kto nic nie robi – chciałabym napisać. Każdy kiedyś zaczynał. Błędy się zdarzają. Nie takie medialne tuzy popełniały większe gafy. Zestresowała się i spaliła – nie ona pierwsza, nie ostatnia. Pewnie o rozmowie dowiedziała się w samochodzie. Ktoś wcisnął jej kartkę z pytaniami i powiedział : „Zrób!”. Nie zdążyła się przygotować. Miałam tak wielką ochotę, żeby tę dziennikarkę wytłumaczyć i zrozumieć. I jestem w stanie wytłumaczyć i zrozumieć, że język stanął jej kołkiem. Nie wiem tylko, jak usprawiedliwić to, że kompletnie nie wiedziała, o czym mówi i o co pyta. Że ewidentnemu nieprzygotowaniu towarzyszy brak podstawowej wiedzy. Wiedzy, którą osoba pracująca w mediach informacyjnych powinna mieć bez ściągawki od redaktora czy wydawcy.

 

Dziewczyna jest młoda. Zapewne to stażystka. Zarabia niewiele albo wcale. Na jej miejsce czekają setki, może tysiące nie mniej ambitnych i zdeterminowanych. Jedni są pełni ideałów, myślą, że będą zmieniać świat, dziennikarstwo od zawsze było ich marzeniem. Inni mają parcie na szkło, chcą się pobujać samochodem TVN-u (czy innego znanego medium) po mieście, poczuć się ważni, polansować przed rodziną i znajomymi, zdobyć fajny wpis do CV. Kiedy udaje się dostać na praktyki czy staż w znanym medium, większość się pewnie cieszy i jak kania dżdżu łaknie możliwości wykazania się. Włącza się do wyścigu i nawet nie zdąży zauważyć, a już zaczyna biec jak oszalały chomik w kołowrotku.

 

Nie czarujmy się: media żerują na takich pełnych zapału „chomikach”: oferują praktyki i staże (co z tego, że zwykle bezpłatne, mimo zlecania normalnych dziennikarskich obowiązków), szansę rozwoju, referencje, najlepszym i tym, którzy mają szczęście – możliwość dalszej współpracy. Koncerny mogą sobie pozwolić na to, żeby przeżuć i wypluć setki kandydatów. Mogą sobie pozwolić, żeby z mikrofonami i dyktafonami biegali ludzie, którzy powinni w tym czasie siedzieć na wykładach, ćwiczeniach lub w bibliotece. Nie robią tego, bo wmawia im się, że papierek nic nie znaczy, że trzeba mieć umiejętności, doświadczenie i kontakty w środowisku. Niewielu uświadamia, że oceny i sam dyplom faktycznie są mało istotne, ale wiedza to podstawa. A znane medium może zaryzykować, że ktoś, kto nagrywa setkę czy wykonuje telefon, da plamę. „Jesteśmy ważni, z nami trzeba rozmawiać. Nie chcesz? My nie stracimy, ty – tak”.

 

Nie znam dziewczyny, która rozmawiała z Pawłem Kukizem. Nie potrafię usprawiedliwić jej niewiedzy. Ale jej współczuję. Może teraz poczytać w internecie, co, komu i kiedy musiała zrobić, żeby dostać pracę. W zalewie negatywnych komentarzy brakuje szerszego spojrzenia i zrozumienia, że odpowiedzialność za tę sytuację ponosi nie tylko zadająca pytania ofiara korporacyjnej presji. Chociaż może właśnie odbiera ona najlepszą w życiu lekcję dziennikarstwa?

 

Agnieszka Kapela