Martin Pollack: Patrzę na świat przez „polskie okulary”

 

Z zawodu jest dziennikarzem, z zamiłowania – ogrodnikiem. O miłości do Polski, Ryszardzie Kapuścińskim i polskim reportażu z Martinem Pollackiem rozmawiała Magdalena Bojanowska.

 

 

Martin Pollack jest laureatem Nagrody Translatorskiej dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego (fot. Magdalena Bojanowska). 


Przyjaźnił się pan z Ryszardem Kapuścińskim. Jak pan go poznał?

Zanim poznałem Kapuścińskiego byłem już jego tłumaczem. Kiedyś, wydaje mi się, że w 1985 roku, Ryszard do mnie napisał. Był w Oxfordzie, chyba na stażu. Pojechałem tam specjalnie, żeby się z nim spotkać. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Było bardzo sympatycznie. Aż do roku 1989 byłem w Polsce osobą niepożądaną, nie mogłem tutaj przyjechać. Do tego czasu więcej się nie widzieliśmy. Dopiero, jak w kraju skończył się okres komunizmu to zaczęliśmy spotykać się częściej. I tak staliśmy się przyjaciółmi.

 

Ryszard Kapuściński był wspaniałym reporterem. A jaki był prywatnie?

Był bardzo serdecznym i dobrym przyjacielem. A do tego niesamowicie skromnym, ale też ciekawym świata człowiekiem. Mimo że był straszy ode mnie, to o wszystko mnie pytał. Kiedy przyjechał na moje urodziny do Austrii, to cały czas prosił, żeby mu powiedzieć, co to jest, co to znaczy, co ktoś mówi. Był ciekawy jak dziecko. Czasami nawet trochę mnie tym denerwował, bo chciałem mieć spokój, a Rysiek ciągle o coś pytał. Ale i tak uważam, że był fantastycznym człowiekiem.

 

Jako kierunek studiów wybrał pan slawistykę. Dlaczego?

Zrobiłem to na złość babci. Teraz myślę, że to idiotyzm ­– rozsądny człowiek tak nie robi. To było symboliczne, bo oczywiście nie chodziło o to, że wybrałem konkretnie ten kierunek. Ale o to, że powiedziałam, co ja chcę, a nie tylko robiłem to, czego ode mnie oczekiwała babcia.

 

Jak wpłynęła na pana polska kultura i literatura?

Trudno jest mi to określić. Myślę, że inni musieliby to ocenić. Polska jest dla mnie bardzo ważnym krajem. Nie wiem, ile lat tutaj spędziłem. Czytam i znam polską literaturę. Widzę, że ma ogromny wpływ na mnie i na moje myślenie. Zawsze porównuję wszystko do tego, jak jest w Polsce. Patrzę na świat trochę przez takie „polskie okulary”.

 

Ma pan swoją ulubioną polską książkę?

Lubię ich bardzo wiele, ale moją ulubioną jest „Cesarz” Ryszarda Kapuścińskiego. To była pierwsza pozycja, którą przetłumaczyłem, więc podchodzę do niej sentymentalnie.

 

 

Sporą część książki „Topografia pamięci” poświęca pan swojemu ojcu i dziadkowi, którzy byli nazistami. Czy pisanie o nich jest próbą rozprawienia się z przeszłością?

W pewnym sensie tak, z tym, że ja nie jestem sędzią ani prokuratorem. Dlatego nie będę oskarżał mojego ojca. To nie moja rola. Nie od tego jestem. Po prostu próbuję ustalić, jak to wtedy było, co się stało, dlaczego. Właśnie to mnie gnębi. To jest najważniejsze pytanie dla mnie: jak to możliwe? Przecież to byli normalni ludzie. Niby kulturalni, wykształceni prawnicy. Powinni więc wiedzieć, co jest dobre, a co złe.

 

Pańska ostatnia książka „Topografia pamięci” bardzo mi przypomina „Fałszerzy pieprzu” Moniki Sznajderman. Mam wrażenie, że oboje próbujecie ocalić ludzi przed zapomnieniem.

To prawda, jest trochę podobna. Ale zawsze tak jest. Jak zaczynasz rozkładać, dekonstruować swoją rodzinę, to wtedy brzydkie albo wręcz przeciwnie – wspaniałe rzeczy wychodzą na jaw. Zarówno w moim przypadku, jak i u Moniki były to raczej smutne historie. Także jeśli weźmiemy pod uwagę proces tworzenia takiej książki, szukania informacji, zdjęć, które są bardzo ważne, ich opisy… To tak, w takim sensie te książki są podobne.

 

Jest pan zarówno tłumaczem, jak i dziennikarzem. Czy któraś działalność jest panu bliższa?

Teraz głównie jestem pisarzem. Trochę jeszcze dziennikarzem, chociaż już tak często się tym nie zajmuję. Piszę od czasu do czasu eseje o Polsce. I tłumaczem też już takim jak dawniej nie jestem. Po prostu nie mam na to ani tyle czasu, ani zdrowia, co kiedyś.


A jak jest z dostępnością książek Ryszarda Kapuścińskiego w Austrii?

Są dostępne, ale też nie jest tak, że on jest tam jakiś arcypopularny, że każda księgarnia będzie miała jego książki. Ale wielu ludzi go zna. Ostatnio spotkałem oficera armii austriackiej i on mi powiedział, że zna mnie jako tłumacza. Ja oczywiście zapytałem, skąd mnie zna. A on, jako oficer, został wysłany do Afryki. Na parę miesięcy albo rok, tego nie wiem. Nawet nie wiem, do którego kraju pojechał. Żołnierze z armii dostali dwie książki: jedna to była taka fachowa, naukowa o Afryce, a druga to był „Heban” Kapuścińskiego. Tak jest w armii austriackiej – niby nie ma tam literaturoznawców, a jednak Ryszarda znają.

 

Czym się różni reportaż współczesny od tego, który tworzył pan czy Kapuściński?

My zawsze robiliśmy to samo. Teraz reporterzy eksperymentują. Te eksperymenty są fantastyczne i bardzo mi się to podoba. Dla mnie w dalszym ciągu polski reportaż jest na poziomie. Obecnie mam zajęcia ze studentami w Grazu i tam zawsze mówię: „słuchajcie, to jest najlepszy reportaż na świecie, jeśli ktoś chce zostać reporterem, to powinien czytać polskie reportaże”.

 

Obecnie pojawia się wiele reportaży multimedialnych. Czy one zastąpią tę tradycyjną formę?
Oczywiście pojawia się ich coraz więcej, ale nie potrafię odpowiedzieć, czy zastąpią reportaż tradycyjny. To nie moja rola. Ja dopiero od tego roku mam komórkę (śmiech).

 

Martin Pollack (ur. 1944) – austriacki tłumacz, publicysta i eseista. Studiował slawistykę i historię Europy Wschodniej w Wiedniu i w Warszawie. Przełożył na niemiecki wszystkie książki Ryszarda Kapuścińskiego. Jest autorem m.in. „O Galicji. O chasydach. Hucułach. Polakach i Rusinach”, „Ojcobójcy. Przypadku Filipa Halsmanna”, „Śmierci w bunkrze. Opowieści o moim ojcu” oraz „Topografii pamięci”. Laureat m.in. Nagrody Translatorskiej dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego za całokształt twórczości translatorskiej, Literackiej Nagrody Europy Wschodniej Angelus 2007 czy Lipskiej Nagrody Książkowej na rzecz Porozumienia Europejskiego. Obecnie wykłada na Uniwersytecie w Grazu.

 

Czytaj też:
Relacja z wręczenia Nagrody Translatorskiej dla Tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego 2016