Miasto paradoksów

Pierwszym skojarzeniem, jakie przychodzi na myśl o San Francisco są pewnie dla większości hippisi i walka o prawa gejów – skojarzenia z całą pewnością słuszne. Magda Działoszyńska-Kossow postanowiła jednak sięgnąć głębiej w pełną sprzeczności historię tego miasta. Wynik? „San Francisco. Dziki brzeg wolności”.

W cyklu „Seria Amerykańska” Wydawnictwa Czarne ukazało się do tej pory prawie 40 pozycji, jednak książka Działoszyńskiej-Kossow jest dopiero drugą, która nie wyszła spod amerykańskiego pióra, by później zostać przetłumaczoną na nasz język. Wpisanie Polki w amerykański cykl daje jednak ogromne profity. Autorka chłonie San Francisco z wyraźną ekscytacją i zaciekawieniem. Mamy co rozdział podawany rys historyczny – w końcu nic nie pojawia się z próżni, a każdy ruch, każde wydarzenie ma swoje korzenie. Do tego możemy poczuć się jak na interaktywnej wycieczce z biura podróży Działoszyńska-Kossow Travels. Po każdym miejscu, każdej historii oprowadzają nas lokalsi. Nawet powrót do Lata Miłości widzimy z perspektywy jego uczestniczek i uczestników, a nie historycznych zapisków.

Trudno uwierzyć, że jedno miasto może pomieścić tyle opowieści. Przechodzimy od wojny amerykańsko-meksykańskiej do gorączki złota, później przez bitników z Ginsbergiem recytującym Skowyt, Czarne Pantery, hippisów, aż do walki o prawa gejów i spowite cieniem lata 70. z grasującymi po ulicach seryjnymi mordercami ze Zodiakiem na czele. Podróż kończymy na wyniszczającej gentryfikacji, Dolinie Krzemowej, hipsterskich knajpkach i narkomanach na ulicach. Nie sposób nie czekać, co przyniesie tam przyszłość.

San Fransisco ukazane przez Magdę Działoszyńską-Kossow to miasto miotane paradoksami, w którym kapitalizm i konformizm walczą z autentycznością (na której też, swoją drogą, pod przykrywką walki o dobrą sprawę, można zarobić). Demokratów miotanych pomiędzy lewicowymi ideałami walki z trawiącym Kalifornię problemem bezdomności, a puszczaniem oczka do wielkich korporacji, które na dobre zadomowiły się w San Fransisco i na jego obrzeżach. Po lekturze pozostajemy z pytaniem, czy to miasto, przez dziesięciolecia będące kolebką wszystkiego co młode i wywrotowe, odzyska swój charakter z poprzedniego wieku, czy do końca przeistoczy się w kolejną metropolię napędzaną technologią i ucieczką w to, co wirtualne.

Cały ten przepyszny reportażowo-literacki tort oblany jest słodkim lukrem pisarskiej sprawności autorki. Nie ma akapitu bez trafnej metafory, nie ma pojedynczego opisu niewystarczająco plastycznego, by nie przemówić do naszej wyobraźni. Nawet fakty historyczne, same w sobie przecież zimne i bezpłciowe, Działoszyńska-Kossow ogrzewa swoim piórem, dodatkowo podtrzymując to ciepło opowieściami swoich rozmówczyń i rozmówców.

Ostatecznie autorka do dzisiejszego San Francisco nie zachęca. Nie wiem, czy było to jej celem. Po lekturze z całą pewnością chcemy wynaleźć wehikuł czasu, cofnąć się do lat 50. i poczuć bitnikowy klimat kontestowania rzeczywistości, a później przeskoczyć o dekadę, zarzucić LSD i posłuchać Janis Joplin. Ale obecnie zobaczymy tam przede wszystkim proces zamalowywania kolorowej historii nieznośną szarością krzemu. Dziękuję Magdzie Działoszyńskiej-Kossow za tę podróż, wielobarwną i ekscytującą. A Wy przygotujcie się na to, że po wszystkim pozostanie cierpki posmak i charakterystyczna dla miasta-bohatera mgła.

„San Francisco. Dziki brzeg wolności”

Autorka: Magda Działoszyńska-Kossow

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2020

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.