Miasto z granicy

To był Most Przyjaźni, a nie mogłaś nic przez niego przenieść, tylko iść. Czy przemycałam? Oczywiście, jak nie przemycać, jak tylko raz do roku na Wszystkich Świętych dostawało się przepustkę. Jeśli się miało bardzo bliską rodzinę albo tam pracowało, to można było mieć przepustkę stałą, a tak…

 

 

Widok na rzekę Olzę z Mostu Sportowego. Fot. Aleksandra Kozyra

Janina Kozyra urodziła się w 1949 r. w Cieszynie w województwie śląskim. Zanim pojawiła się na świecie jej miasto było już słowiańską osadą, centrum piastowskiego Księstwa Cieszyńskiego, lennem czeskim, habsburską prowincją, tymczasową stolicą Cesarstwa Austriackiego, a po I wojnie światowej terenem spornym między odbudowującą się Polską i tworzącą się Czechosłowacją. W 1920 r. miasto arbitralnie podzielono wzdłuż rzeki Olzy na Cieszyn i Český Těšín. Ten drugi w 1938 r. na chwilę powrócił do Polski jako Cieszyn Zachodni. Po wojnie tak zwane Zaolzie zamieszkałe przez tysiące Polaków stało się częścią Republiki Czechosłowackiej. Cztery lata po narodzinach Janiny na Olzie zaczęto budować żelbetonowy most, który oddano do użytku w lipcu 1954 roku jako Most Przyjaźni, a po czesku Most Přátelství (dziś Družby). Przez lata niewiele jednak miał wspólnego ze swoją nazwą, stając się jednym z głównych punktów kontroli granicznej.

– Pieprz się nosiło. Pieprz, bo na święta robiło się świniobicie, a w Polsce nie dało się go kupić. Nasza ciotka, to miała wielki fartuch z ogromnymi kieszeniami po wewnętrznej stronie i tam ładowała, a na to płaszcz zimowy – wspomina Janina – Albo ubrania dla dzieci, nakupiło się i pozakładało na plecy, na brzuch, sznurkiem obwiązało, na to spódnica i płaszcz. Co jeszcze? Staniki, kiełbasy, mięso, piwo, rum, wódkę, buty… Co było tańsze, co się opłacało, to się kupowało. Tam było o wiele więcej towaru, a u nas z czasem już tylko ocet i musztarda.

 

Na służbie

Tadeusz Golasowski pracował na przejściu granicznym w Cieszynie od 1984 do 1994, jako kontroler paszportowy, wopista (WOP – Wojska Ochrony Pogranicza):
– Odprawialiśmy małe samoloty w Bielsku-Białej i pociągi w Zebrzydowicach, a w Cieszynie odprawialiśmy wszystkich: pieszych, auta osobowe, ciężarowe. Co robi wopista? Pilnuje, żeby nikt nie przelazł przez przejście graniczne bez dokumentów. Trzeba było sprawdzić, czy ten paszport należy do danego człowieka, czy jest prawdziwy — może być oryginalny, ale składać się z trzech różnych dokumentów.

Przejść na czechosłowacką stronę legalnie można było tylko przez przejścia graniczne. Kręcenie się w pobliżu Olzy groziło zatrzymaniem przez patrol wopistów, a nawet przymusową wycieczką do Brygady WOP w Gliwicach. Każdy spacerowicz mógł być potencjalnym przemytnikiem chętnym do nielegalnego przekroczenia granicy, której dodatkowo strzegł wysoki, dwuipółmetrowy płot, rozebrany w 1990 roku.

To był chłopak z mojej fali. Wieczór, wrzesień albo październik 1991. Zobaczył nielegalnie przekraczającego granicę, wyprowadził go z rzeki na ulicę, pod latarnię i czekał na wsparcie ze strażnicy, które miało przejąć nielegalnego. Gdy patrol przyjechał nie zastali ani wopisty, ani przemytnika – opowiada pan Tomasz, mieszkaniec Cieszyna – Nie było z nim kontaktu przez radiotelefon. Około 20:00 całą kompanię, prawie 200 żołnierzy postawiono w stan alarmu. Wyznaczony oficer przeszedł na czeską stronę i tam, na brzegu znalazł ślady stóp, a wracając – dryfujące ciało naszego żołnierza już przy polskim brzegu. Do mojego wyjścia z wojska, do kwietnia 1992, sprawcy nie zostali znalezieni.

Po tym morderstwie przez jakiś czas patrole nocne złożone były z dwóch osób.

Do 1991 roku były tylko dwa mosty, Przyjaźni i Wolności, a w maju oddano przejście drogowe z wiaduktem prowadzącym do Chotěbuza. Wczesne lata 90. to także początek pewnego rozluźnienia – nie trzeba było już przepustek czy zaproszeń od rodziny, żeby przejść na drugą stronę, a wracając nie ukrywano już zakupów. Wtedy też sytuacja się odwróciła – coraz częściej to południowi sąsiedzi zaczęli odwiedzać Cieszyn.

 

 

Most Sportowy, czyli trzeci most przez Olzę. Fot. Aleksandra Kozyra

Marsz Czechów i mrówki

– To był Meksyk na kółkach – mówi Tadeusz – kolejki aut były takie, że dopiero po kilkudziesięciu godzinach ostatnie samochody dojeżdżały do punktu kontrolnego. Wtedy do Cieszyna w dzień targowy przychodziło około 150 tysięcy Czechów. Przyjeżdżali z odległości 100-200 kilometrów – całe autobusy turystyczne jadące na targowiska. Już o 23:00 zaczynaliśmy odprawiać. O 2:00 w nocy rozpoczynał się marsz Czechów, a o godzinie 6:00 rano, od szlabanu aż do dworca kolejowego na Placu Hajduka, cała droga zapchana Czechami. Non stop. Jak u nas się kończyło, to na Zamkowej (ulica przy Moście Przyjaźni – przyp. red.) się zaczynało, bo już pierwsi obkupieni wracali. Jeżeli w Czechach kurtka kosztowała 2000 koron a u nas 50 złotych, to Czech kupił tu sobie cztery kurtki zamiast jednej.

Polacy nie przestali jeździć do Czech, wybierali się tam po mięso, drób i alkohol. Przez granicę jedna osoba mogła jednorazowo przenieść 1 litr wódki. A w sumie trzy, bo tyle razy można było dziennie przechodzić na czeską stronę. Na własny użytek, ale dla wielu bezrobotnych mieszkańców Śląska kupowanie tańszego alkoholu w Czechach i sprzedawanie go z zyskiem w Polsce stało się źródłem utrzymania. Takich ludzi nazywano ,,mrówkami”, bo jak mrówki krążyli od granicy do mieszkania-dziupli, gdzie składowali zakupiony alkohol.

 

Idzie nowe

21 grudnia 2007 roku granica polsko-czeska w jednej chwili straciła całą swoją formalistyczną otoczkę — Polska weszła do strefy Schengen, przejścia graniczne praktycznie przestały istnieć. Strażnicy opuścili swoje budynki. Z czasem ten przy Moście Przyjaźni stał się na kilka lat siedzibą organizacji pozarządowych – teraz straszy jako pustostan. Kolejny, przy Moście Wolności, zajął sklep odzieżowy, a w miejsce budek strażników przed wiaduktem do Chotěbuzu wybudowano Castoramę.

W 2019 roku cieszyński targ, który w latach 90. szturmowany był przez czeskie wycieczki wydaje się opuszczony. Handlarzy, tak jak i klientów jest coraz mniej, bo i era targowisk powoli odchodzi do lamusa. Tak Polacy, jak i Czesi wybierają galerie handlowe w Bielsku-Białej, Jastrzębiu-Zdroju, Katowicach. W Cieszynie też jest galeria „Stela”, ale zbyt mała, by rywalizować z tamtymi. Cieszyniacy na zakupy do Czech jeżdżą teraz głównie w polskie święta państwowe i niedziele handlowe – w Czechach sklepy są czynne w każdy weekend.

Dzisiejsi nastolatkowie ledwo pamiętają kontrole paszportowe. Dwudziesto- i trzydziestolatkowie nie rozumieją ,,gimnastyki” swoich dziadków, próbujących uniknąć kontroli osobistej na tej samej granicy kilkadziesiąt lat wcześniej. Nie muszą. Wystarczy przejść przez most i mieć przy sobie dowód osobisty.

Chyba, że przenoszą ze sobą do Polski marihuanę, której posiadanie w niewielkich ilościach na terenie Republiki Czeskiej jest dozwolone.

– W naszym powiecie nie ma dnia, żeby jakaś grupka nie została zatrzymana za posiadanie narkotyków. Są to różne ilości, od 1 g do 150 g, jeśli chodzi o marihuanę, którą można kupić praktycznie w każdym sklepie prowadzonym przez osoby narodowości wietnamskiej w Czeskim Cieszynie – mówi aspirant sztabowy Sebastian Klajmon z Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie.

 

Znane nieznane

– Ciekawe, że naszą wiedzą o stronie czeskiej opieramy wyłącznie na znajomości lokali gastronomicznych, knajp i barów. A bardzo często w ogóle nie mamy pojęcia o tym, jakie inicjatywy się tam odbywają – mówi Natalia Kałuża ze Świetlicy Krytyki Politycznej „Na Granicy” – Kilka miesięcy temu byłam na spotkaniu, gdzie mężczyźni dotknięci kryzysem bezdomności opowiadali, że wymieniają się z czeskimi bezdomnymi informacjami. Gdzie pójść na zupę, gdzie na drugie danie, gdzie rozdają kurtki na zimę… To ciekawe, że to właśnie ci ludzie lepiej rozpoznają ten teren po drugiej stronie i można powiedzieć, że bardziej świadomie potrafią wykorzystać, to, co dzieje się w Czechach.

– Wydaje się, że nazwa Most Przyjaźni powinna do czegoś zobowiązywać. Myślisz, że Czesi nas w ogóle lubią, babciu? – pytam.

– Są tacy, co nas lubią i tacy, co nas nie lubią. Jak zawsze – odpowiada Janina Kozyra.

 

 

Czeski Cieszyn – widok na polską stronę. Fot. Aleksandra Kozyra

 

Budynek dawnej strażnicy przy Moście Przyjaźni, dziś opuszczony. Fot. Aleksandra Kozyra

 

Budynek dawnego przejścia granicznego przerobiony na sklep. Fot. Aleksandra Kozyra

Obrazek wyróżniający: polski Cieszyn widok na czeską stronę, źródło: pixabay.com

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.