Miasteczko, którego nie ma

 

„Mówiło się, że na Miedziance są dwa cmentarze. Jeden niemiecki, na górze, który wtedy zarastał już krzakami, i jeden polski, pod ziemią. W tej kopalni dziesiątki ludzi pogrzebali żywcem, znikali z dnia na dzień, razem z całymi rodzinami. Po prostu przychodziło się do pracy, a w brygadzie kogoś brakowało. A po pracy okazywało się, że jego dom stoi pusty albo mieszka już tam ktoś nowy. Ale nikt o nic nie pytał, bo w kopalni roiło się od szpicli”.

 

miedzianka-1

 

Miedzianka, dawniej Kupferberg, to maleńkie miasteczko górnicze położone niedaleko Jeleniej Góry. Kiedyś tętniło życiem. Był tu słynny w okolicy browar, karczma, dwa kościoły, pałac, kino, apteka. Były także dwa kamienne krzyże pokutne. Pewnej nocy jeden jakby zapadł się pod ziemię. Został ten z napisem „MEMENTO” i do dziś przypomina o zbrodni, jakiej dokonał brat na bracie. Na początku lat 70. XX wieku miejscowość zniknęła – została zlikwidowana przez władzę ludową. Dlaczego? To pytanie zadał sobie przynajmniej raz każdy, kto kiedykolwiek słyszał o Miedziance. Czy było to spowodowane rabunkowym wydobyciem uranu? Czy też tym, że władza chciała ukryć niewygodną prawdę? A może wszystko to miało związek z klątwą, którą na miasteczko sprowadziło zabójstwo brata przez brata? To pytanie zadał sobie także znakomity reporter Filip Springer, a odpowiedzieć na nie spróbował w książce non-fiction „Miedzianka. Historia znikania”.

 

Wyjątkowość literatury faktu polega na tym, że potrafi ona jednocześnie zachwycić i przerazić czytelnika. Tak też było w przypadku książkowego debiutu Springera. Począwszy od pierwszego zdania, czytający wchodzi w świat pięknego miasteczka i jego mieszkańców. Dramat wojny w zasadzie nie dotyka ich bezpośrednio. Giną synowie Miedzianki, ale żaden pocisk ani bomba na nią nie spada. Dlatego to nie wojna miała doprowadzić do zniknięcia miasta, tylko to, co stało się po niej.

 

Po dojściu do władzy komunistów Związek Radziecki przez wiele lat prowadził rabunkowe wydobycie uranu na ziemiach polskich. W latach 1948-52 zaadaptował w tym celu także kopalnię w Miedziance. Eksploatacja powodowała ogromne szkody – pękały ściany budynków, a po każdym deszczu zapadała się ziemia. Mimo tego, ludzi chętnych do pracy nie brakowało – zachęcały ich bardzo wysokie zarobki. Jednak górników nie informowano o tym, czym jest uran i jakie negatywne konsekwencje powoduje praca przy jego wydobyciu „O tym, że uran nas zabija, to my dopiero dowiedzieliśmy się w latach 90., ale to było za późno, bo połowa z nas to już wtedy na cmentarzu leżała” – wspomina jeden z mieszkańców. Skarżyli się na bóle zębów oraz dokuczliwy kaszel. Pylica, czyli choroba zawodowa górników, w kopalniach uranu miała wyjątkowo ciężki przebieg. Powodowała nowotwory i zwyrodnienia. „Promieniowanie w kopalni było tak duże, że górnikom zegarki stawały same i nie chciały chodzić” – opowiada jeden z bohaterów „Miedzianki”. Żołnierze zakazali pracującym opowiadać, o tym, co się dzieje pod ziemią. Oficjalnie w dokumentach kopalnia w Miedziance zarejestrowana była jako Fabryka Papieru w Janowicach Wielkich. Panowała atmosfera zastraszenia. Ludzie byli wzywani na przesłuchania do UB, rozwijała się siatka donosicieli. Przed wyjściem z kopalni wszyscy bardzo dokładnie musieli wyczyścić swoje ubrania z uranu. W innym przypadku po prostu znikali.

 

Muszę przyznać, że dwa lata, które Filip Springer spędził na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co się stało z Miedzianką, nie poszły na marne. Stworzył fantastyczną opowieść, dopracowaną w każdym szczególe, którą czyta się, jakby była fikcją. Jednak nią nie jest. I to właśnie w tej książce przeraża najbardziej. Że to prawdziwa historia znikania.

 

„Miedzianka” wciąga czytelnika już od pierwszej strony. Jest napisana przystępnym językiem, dzięki czemu może dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Po lekturze ma się problem, by ją odłożyć i już do niej nie wracać. Wszystko przez ogromne oddziaływanie historii miasteczka na czytelnika. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej wkrada się ona w jego życie i przez długi czas nie pozwala o sobie zapomnieć. To jedna z najciekawszych książek non-fiction, jakie czytałam.

 

„Miedzianka. Historia znikania” znalazła się w finałowej piątce Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2011. Była także nominowany do wielu innych nagród. Książka jest obecnie tłumaczona na język angielski i ma zostać wydana w Stanach Zjednoczonych. Filip Springer poinformował niedawno na swoim Facebooku, że w trakcie pracy nad przekładem pojawiły się problemy. Amerykański tłumacz nie może zrozumieć fragmentu dotyczącego „procedury sprzedaży ziemniaków na straganie w czasach środkowego PRL-u.”. Historia z cyklu: jak wytłumaczyć Amerykanom absurdy PRL-u.

 

 

„Miedzianka. Historia znikania”
Autor: Filip Springer
Wydawnictwo: Czarne

 

 

Czytaj też recenzje innych książek Filipa Springera:

„Wanna z kolumnadą”,

„Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach”,

„13 pięter”.

Wpisy

Zainteresowana szeroko pojętą literaturą faktu, w szczególności reportażem i wywiadem, a także filmem rysunkowym w służbie propagandy. W pracy dziennikarza najbardziej ceni kontakt z ludźmi. Miłośniczka muzyki z lat 70. i 80. Uwielbia pomagać, dlatego też mocno angażuje się w działania Szlachetnej Paczki. Laureatka nagrody Nadzieja Mediów 2017. Była wicenaczelna magazynu Nowy Folder.