/

Miłość czyni wroga przyjacielem

Aby wprowadzić pewne zmiany, potrzeba cierpliwości, którą nieraz trudno zachować. Jest ona jednak kluczem do sukcesu, również w kwestii rozszerzania praw osób nieheteronormatywnych. 

 

Warszawska Syrenka z tęczową flagą. Źródło: Oko.press

Pewne rzeczy lepiej powiedzieć na początku. Dlatego zaznaczę, iż cały mój poniższy wywód ma jeden cel – dobro osób LGBT. Warto to zaznaczyć, bo powszechnie zdarzają się sytuację, w których krytyka odbierana jest jednoznacznie – jako wyraz niechęci. A przecież motywować ją mogą inne uczucia – np. troska. Krytykując kościół katolicki, wyrażam swój niepokój o jego przyszłość. Tak samo wygląda moje podejście w kwestii osób LGBT. Znam osoby nieheteronormatywne. Znam osoby homoseksualne oraz biseksualne. Transpłciowych niestety do tej pory nie spotkałam, ale staram się wyobrazić sobie, jak wiele muszą przejść, by poczuć się dobrze w swoim ciele. Akceptuję i toleruję osoby o każdej z powyższych orientacji seksualnych.

Tu pojawi się jednak kontrowersyjne zdanie. Jestem w stanie zrozumieć posła Jacka Żalka, który w TVN24 stwierdził, że LGBT „to nie ludzie, to ideologia”. Po wypowiedzeniu tego zdania, poseł został wyproszony z programu, niesłusznie. Zadać w tej sytuacji można klasyczne, maturalne pytanie: co autor miał na myśli? A ponieważ po całej sytuacji w Polsce pojawiło się wiele opinii na ten temat, to i ja podejmę się interpretacji. Rozmowa pomiędzy posłem Żalkiem a dziennikarką dotyczyła tweeta autorstwa Joachima Brudzińskiego, który napisał „Polska bez LGBT jest najpiękniejsza”. Później polityk sprecyzował, że chodziło mu o „ideologię LGBT”. I właśnie o tym mówił w programie poseł Żalek. Jakkolwiek niedorzecznie to zabrzmi, poseł mówiąc „LGBT to nie ludzie”, nie miał na myśli tego, że nie są oni ludźmi. Miał na myśli, że LGBT nie odnosi się już ani do gejów, lesbijek, biseksualistów, czy osób transpłciowych, a do ideologii, która straciła ludzki wymiar. I niestety jestem w stanie się z tym zgodzić. Muszę z przykrością przyznać, że sam skrót „LGBT” od jakiegoś czasu kojarzy mi się negatywnie. Bo właśnie przestał określać ludzi. Stał się właśnie hasłem promującym pewną ideologię. I jeśli jest to ideologia, która ma dążyć do tego, aby w Polsce prawa osób nieheteronormatywnych były szanowane – to podpisuję się pod nią. LGBT kojarzy mi się jednak także z pewnymi zachowaniami, działaniami, akcjami, których nie jestem w stanie poprzeć. Działają one na szkodę osób nieheteronormatywnych, które, obawiam się, nie są świadome tej szkody.

Są tematy, które trzeba podejmować nieustannie. Są tematy, zwane „delikatnymi”. Wreszcie są takie tematy, o których trzeba umieć rozmawiać. Są kraje bardziej konserwatywne od innych. Są kraje bardziej postępowe od innych. I jest Polska, która jest w połowie taka, w połowie taka – dosłownie, jak pokazały wybory prezydenckie. Różni są w naszym kraju ludzie – bardziej, mniej otwarci. Jedni chcą rewolucji, drudzy ewolucji. A pojawi się na pewno grupa, której jest dobrze tak, jak jest. Co jednak oznacza owa różnorodność? Oznacza, że niemal każdy temat jest „delikatny”. Szkolnictwo, gospodarka, prawo, wiara i wiele innych – które wydają się neutralne – dzielą społeczeństwo. A gdy w grę wchodzą kwestie światopoglądowe, dyskusja podgrzana jest do czerwoności. Jedną z takich kwestii jest „spór o LGBT”.


Uczestniczki marszu równości pod ogromną, tęczową flagą. Fot. Michał Mitoraj

Uczestniczki marszu równości pod ogromną, tęczową flagą. Fot. Michał Mitoraj


Wydaje mi się, że w Polsce należy zmienić kilka rzeczy. Jedną z nich jest sprawa społeczności LGBT właśnie. Jednak zawsze należy wziąć pod uwagę warunki wprowadzania pewnych zmian. Tak jak napisałam wyżej, Polska jest krajem podzielonym, zresztą raczej konserwatywnym. Poziom edukacji seksualnej nie jest na zadowalającym poziomie. Nie jesteśmy uświadamiani w takich tematach, a słowo „seks” w wielu rodzinach, jeśli nie jest objęte tabu językowym, to wywołuje na pewno zakłopotanie. Nie da się zaprzeczyć, że prawa osób nieheteronormatywnych są ściśle związane z tą świadomością. I żeby społeczeństwo się na nie otworzyło, wpierw trzeba je wyedukować. Kwestie edukacji seksualnej są w Polsce sukcesywnie blokowane, bo uważa się ją za seksualizację dzieci i młodzieży. Ale niestety nie bez przyczyny. W tym temacie będę nieugięta, ponieważ śmiem twierdzić, że zainteresowałam się tą kwestią bardziej niż przeciętny obywatel w momencie, gdy do Sejmu trafił projekt „Stop pedofilii”. Sprawdziłam wszystkie dane przywoływane w projekcie, przeczytałam 68 stron dokumentu przygotowanego przez Biuro Regionalne WHO dla Europy i BZgA (Bundeszentrale für gesundheitliche Aufklärung) i przejrzałam kilkanaście stron internetowych amerykańskiego CDC (Centers for Disease Control and Prevention). Zarzuty sformułowane w projekcie obywatelskim „Stop pedofilii” są w stu procentach bezpodstawne – to także jest fakt. Ale te zarzuty nie są wyrazem złych intencji autorów, a ich brakiem świadomości. Matryca przygotowana przez WHO jest zrobiona w taki sposób, że aż prosi się o błędne interpretacje. Zrozumieć ją pomaga kilkudziesięciostronicowy wstęp, do którego nie zajrzy – nie oszukujmy się – pewnie 99,9 % osób. Tak więc, aby odwrócić ten niefortunny bieg wydarzeń, należałoby tę matrycę poprawić lub przetłumaczyć ją na język ludzki. Ale ona już wywołała ferment, którego cofnięcie wymaga wiele pracy.

Podsumowując – aby zająć się prawami osób LGBT, wpierw niezbędna jest edukacja seksualna. Do edukacji seksualnej, potrzebne jest zdjęcie „złego uroku” ze standardów WHO. Wzywam więc osoby, które czują się zaangażowane w sprawę: edukujcie najbliższych ze swojego otoczenia. Ale nie tych, którzy myślą podobnie do was. Otwórzcie się na tych, którzy mają poglądy skrajnie inne. Z czystym sumieniem mogę zaprosić was do lektury rozmowy, którą przeprowadziłam dla „Rzeczpospolitej” z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem. Obalamy w nim wszystkie mity dotyczące standardów edukacji seksualnej, przygotowanych przez WHO.


Tańce na marszu równości w Warszawie. Fot. Michał Mitoraj

Tańce na marszu równości w Warszawie. Fot. Michał Mitoraj


Jeśli jednak chodzi o „ideologię” LGBT, apeluję do osób nieheteronormatywnych: ubiegajcie się o swoje prawa, ale szanujcie to, w jakim kraju żyjecie. Dostosujcie swoje działania i wyjdźcie z inicjatywą pojednawczą do ludzi, którzy was nie akceptują. Dokonywanie głośnych, gwałtownych, rewolucyjnych zmian, wywoła większy ferment i będzie stanowiło podstawę do tego, by oskarżać was o kolejne, nieprawdziwe zamiary. To wy walczycie o swoje prawa i to wy jesteście arbitrami w tej sprawie. Waszym zdaniem powinno być przekonywanie do siebie osób niechętnych. Jak mówił Martin Luther King – „Love is the only force capable of transforming an enemy into friend”. Nie zrobicie tego, wieszając na pomnikach tęczowe flagi, czy parodiując mszę świętą. Wiem, że w waszych sercach kumulują się złość, żal i frustracja – to pewnie i tak delikatne słowa, w porównaniu do tego, co czujecie. Wiem, że jesteście wyszydzani, poniżani, atakowani i przez to trudno zachować spokój. Ale jedynym sposobem na poprawienie swojej sytuacji, może być wejście w dialog z tymi wszystkimi, którzy was nienawidzą, a takich jest wielu. Bardzo mi przykro, że niektórzy żywią do was tak silne emocje, ale uspokoić ich możecie tylko wyciągniętą ręką i dialogiem dostosowanym do kultury, w jakiej żyjecie. Wpierw zajmijmy się zdjęciem nieprawdziwej „klątwy” z edukacji seksualnej. To pierwszy, ale ogromny krok do poprawy waszego życia. Trzymajcie się!


Obrazek wyróżniający: Równość, źródło: pixabay.com

Wpisy

Studentka dziennikarstwa i medioznawstwa, pochodząca z zachodniej Polski. Do kręgu jej zainteresowań należy fotografia – na zdjęciach uwiecznia naturę oraz ludzi w codziennych sytuacjach. Lubi przyglądać się społeczeństwu, a w kwestiach politycznych i światopoglądowych stara się szukać złotego środka. Żyje w przekonaniu, że to siatkówka jest sportem narodowym.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.