Centrum Kapuścińskiego

Młoda pani logopeda, absolwent francuskiej uczelni, pasjonatka niemieckiego, instruktorka salsy, studentka z Poznania i urodzona leaderka – co ich łączy? Tylko i aż jedno: wyprawa w głąb Czarnego Lądu.

 


– Mam głowę pełną pomysłów. Nogi gotowe do spieszenia z pomocą. Ręce chętne do wspólnej pracy. Oczy wypatrujące potrzebujących. Jestem wolontariuszem – te hasła, pojawiające się w filmie promującym wolontariat „Salvator”, to nie tylko puste frazesy. Z takimi myślami młodzi ludzie wyruszają w jedną z największych przygód ich życia.
Daleko od domu
– Don Bosco Youth Centre. Miejsce, do którego zaprosił mnie Przypadek, a doprowadził Zbieg Okoliczności. Mój dom na najbliższy rok – to fragment z bloga „Odmiana przez przypadki” Pauliny Pawłowskiej, logopedy. Wyjechała na roczną misję do zambijskiego miasta Chingola. Pracowała w placówce zakonników prowadzących szkołę zawodową, weekendową szkołę alfabetyzacji i oratorium – miejsce spotkań dla dzieci z najuboższych rodzin. W tym czasie jej koleżanka Katarzyna Socha, absolwentka filologii germańskiej na KUL, również wyjechała na misję do Afryki w ramach Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. Przez 11 miesięcy mieszkała i pracowała przy placówce sióstr salezjanek w Mansie w Zambii. Przedpołudniami pomagała w szkole oraz przy animacji dzieci i codziennych pracach w przedszkolu. – Ceglane ściany, kilka ławek w dwóch rzędach, drewniana tablica, rozpisany alfabet i kilka zawieszonych na ścianie kartonów – opisuje to miejsce. Popołudniami prowadziła zajęcia w oratorium, do którego czasem przychodziła nawet setka dzieci. Tylko niektóre z nich rozumiały angielski, dlatego Katarzyna próbowała porozumiewać się z nimi w języku bemba. Dzieci, pozbawione opieki, często zastraszane i bite w domach, potrzebowały dużo czasu, by nabrać zaufania do nowej animatorki.

 

 

 

Pomimo licznych trudności związanych z warunkami i problemów w relacjach z miejscowymi, Afryka przyciąga młodych ludzi. Studentka z Poznania Anna Musiał pracowała w domu dla chłopców ulicy w Namugongo w Ugandzie, gdzie prowadziła lekcje, organizowała zajęcia sportowe i plastyczne dla dzieci, służyła pomocą przy codziennych obowiązkach. Rok później dodała link do plakatu z napisem: „W zeszłym roku przez trzy miesiące pracowałam w domu chłopców ulicy w Ugandzie. Tym razem padło na Zambię. Razem z Chrystusem będę pracowała z najuboższymi w slumsach Lusaki. Do tego celu potrzebne jest mi wielkie wsparcie. Czyli 4 tysiące złotych na bilet i potrzebne pomoce edukacyjne dla dzieciaków”. Wielu wolontariuszy jest tak samo zdeterminowana jak Anna i mimo trudności finansowych organizuje zbiórki lub rozdaje ulotki z prośbą o wsparcie materialne.

 

 

 


I co dalej?
Agnieszka Bursa, instruktorka salsy, zdecydowała się na wyjazd do Zambii w ramach wolontariatu „Salvator”. Pracowała w ośrodku dla chłopców ulicy, który stara się pomóc młodym ludziom, często uzależnionym od narkotyków, papierosów i seksu. Niejednokrotnie chłopcy, pomimo nakładu czasu i pracy innych osób, nie chcieli przyjąć oferowanej pomocy i uciekali z ośrodka, wracając do poprzedniego życia. Kilka miesięcy później Agnieszka decyduje się podzielić tymi doświadczeniami w „Południku Zero”, kawiarni w centrum Warszawy. – Trudne warunki, uboga dieta, realia brutalnego miasta, wioska, busz. Za dnia palące słońce, nocą chłód i dźwięk komarów. Życie na głodzie, ucieczka, kradzież, bójka, przygodny seks. Moje życie – ich życie – pisze na stronie internetowej w opisie wydarzenia.

 

 

 

Młodzi ludzie wracający z misji zgodnie twierdzą, że ten czas dużo w nich zmienił. Niektórzy dzielą się swoimi doświadczeniami i szerzą ideę wolontariatu, a jeszcze inni idą o krok dalej. Piotr Grzebinoga, absolwent francuskiej uczelni ESC Clermont, który brał udział w 3-miesięcznym wolontariacie w Kenii, razem ze znajomymi założył na Facebooku społeczność „Kenia 2014”. Wspólnie organizowali kwesty w parafiach, prowadzili aukcję różańców na rzecz misji oraz akcje „Ołówek czy kredka” i „Zbiórka bandaży”. Przy tej inicjatywie powstała fundacja „We are one”, która pomaga misji w kenijskim miasteczku Kithatu. – Teraz życie wygląda już zupełnie inaczej: dziewczyny uruchamiają fundację, część z nas pracuje w Warszawie, 1/8 ekipy odkryła swoje powołanie do zakonu, a naszego jezuitę posyłają na studia do Paryża – opowiada Piotr rok po powrocie z misji. Paulina Pawłowska mówi, że trudno jest przed wyjazdem na wolontariat oraz podczas jego trwania, jednak najbardziej wymagający jest czas po powrocie. W ostatnim wpisie swojego misyjnego bloga pisze: – Wasz wyjazd na misje nie jest po to, by zmienić świat. Misje są bardziej dla was – mówili. I mieli rację.

 

 

 

 

Jak wyjechać?
Każdy, kto chce wyjechać na misje z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego, musi najpierw przesłać mailem swoje CV oraz list z motywacją wyjazdu. Następnie koordynatorzy zapraszają na weekendowe spotkania, które odbywają się raz w miesiącu od września do maja. Po pozytywnym przejściu formacji istnieje możliwość wyjazdu na misję całoroczną albo wolontariat krótkoterminowy, zazwyczaj od trzech tygodni do trzech miesięcy. Wyjazdy do Afryki organizują również świeckie organizacje, na przykład Polska Akcja Humanitarna, która umożliwia udział w programie GLEN (Global Education Network of Young Europeans). W jego ramach organizowane są wyjazdy na 3-miesięczny staż do Afryki, podczas którego, jak czytamy na stronie, „dowiadujesz się czym jest edukacja globalna i jak możesz przyczynić się do jej popularyzacji”. Obok PAH działa organizacja AIESEC, która organizuje praktyki i wolontariaty w 126 krajach. Daje możliwość wyjazdu również do Afryki – z Polski do Egiptu i Maroko. Maria Workiewicz, jedna z koordynatorek programu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, brała udział w wolontariacie organizowanym przez AIESEC, w projekcie dotyczącym ekologii. – Zwykle jest to od sześciu do ośmiu tygodni, kiedyś widziałam wyjazd na cztery tygodnie, ale jest to raczej rzadkość – opowiada. Zazwyczaj przy wyjazdach tego typu wolontariusz musi samodzielnie pokryć koszty biletów do Afryki. W przypadku wolontariatu w organizacjach katolickich najczęściej jest zapewniony bezpłatny nocleg przy zakonach lub innych ośrodkach religijnych, tam też wolontariusz może liczyć na podstawowe wyżywienie. Wszelkie dodatkowe wydatki, w tym koszt ubezpieczenia i szczepień, musi pokryć samodzielnie. – Zaaplikowałam późno, bo miesiąc przed rozpoczęciem projektu. Wszystkie przygotowania musiałam więc zrealizować w trybie przyspieszonym: zakup biletów, ubezpieczenia, wizyta w centrum medycyny egzotycznej, szczepienia – potwierdza Maria. – Na początku miałam obawy. Niepotrzebnie. Wyjazd był niesamowity.
Tekst: Anna Krogulec

 

Zdjęcia: Anna Musiał, Katarzyna Socha, Piotr Grzebinoga, Kenia 2014
W 97 krajach na wszystkich kontynentach pracuje 2007 polskich misjonarzy, 840 z nich w Afryce. Zajmują się przede wszystkim budową i rozwojem szkół i szpitali, opieką nad najmłodszymi oraz prowadzeniem placówek wychowawczych. Wśród misjonarzy pracują osoby świeckie, coraz bardziej powszechny staje się również wolontariat misyjny, skupiający przede wszystkim ludzi młodych, kończących naukę w szkołach albo studiujących i zaczynających pracę. Taką działalność prowadzą zgromadzenia pallotynów, jezuitów, salezjanów i salwatorianów. Obok organizacji katolickich w Polsce podobną działalność prowadzą AIESEC i Polska Akcja Humanitarna.

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”

Name required

Website