Centrum Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

Jeśli istnieje coś takiego jak powołanie, to ja je mam i nie wstydzę się tego powiedzieć. To piękne uczucie, kiedy wiesz, że praca daje ci spełnienie zarówno w wymiarze zawodowym, jak i prywatnym.

 

Misterium ciała_1

 

Od kiedy pamiętam, fascynuje mnie wykonywanie sekcji zwłok. Jestem humanistką i mam potężną potrzebę kontaktu z pierwiastkiem metafizycznym. Ostatnia posługa medyczna może rozwiać wątpliwości co do przyczyny śmierci człowieka. A dla mnie jako lekarza jest darem. To ostatni moment, w którym można zrobić coś namacalnego dla człowieka w jego ziemskim bycie.

 

***

Kiedy poznaję nowych ludzi, zawsze dochodzi do tej samej wymiany zdań: – Cześć. Kim jesteś z zawodu?Jestem lekarzem – odpowiadam. – Na pewno pediatrą. Zaprzeczam. – Taka zadbana babka… To może dermatolog?Też nie. – Okulistka? Internistka? Też nie? No nie mów, że jesteś chirurgiem!?  – Blisko. I gdy w końcu pada magiczne „jestem patologiem”, zapada cisza i szybko zmienia się temat. Może dlatego, że jestem wesołą optymistką, a większość ludzi uważa, że patolog powinien być poważny i permanentnie przygnębiony.

 

***

 

Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok. Wstrząsnęło mną, że zwłoki wyglądają zupełnie jak żywy człowiek, który jest jakby w łagodnym śnie. Z tą tylko różnicą, że ten sen jest ostateczny, a każde nacięcie niesie za sobą dramatyczną nieodwracalność. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest kres dla ciała.

 

Moim zdaniem zwłoki są szalenie estetyczne. Przyjeżdżają schorowane, czasem okaleczone, po amputacjach i operacjach, a niekiedy zdarza się, że mają jeszcze założone dreny, które elegancko usuwamy. Ale to wciąż są ludzie tacy jak my: starsi, młodsi, dzieci, noworodki. Zwłoki, które do nas trafiają, nigdy nie są zgniłe, zjedzone przez mikroorganizmy, wyciągnięte z wody czy spalone. Nimi zajmuje się medycyna sądowa. Patomorfologia ogólna wiąże się z wykonywaniem sekcji zwłok osób, które zmarły w domu bądź szpitalu bez podejrzenia zbrodni lub wypadku. Na przykład z powodu przewlekłej choroby.

 

Oczywiście, na ludzkim ciele uwidaczniają się oznaki śmierci – plamy opadowe. Są to krwawe wybroczyny o sinoczerwonym kolorze, związane z przenikaniem krwi z naczyń krwionośnych do sąsiadujących tkanek. Ale niekoniecznie od razu je widzę, bo przeważnie znajdują się na niżej położonych częściach ciała: pośladkach, okolicach łopatki czy tyle głowy. Kiedy pacjent leży, są niewidoczne.

 

W czasie sekcji zwłok wrażenia organoleptyczne nie są najistotniejsze – to nieprawda, że śmierdzi, że to jest nieprzyjemne, że są wydzieliny i procesy gnicia. Zwłoki są cudownie zakonserwowane, chłodne i nie wydzielają żadnego zapachu. Nie istnieje coś takiego jak „odór śmierci”. Woń pojawia się dopiero po otwarciu jam ciała, a i to nie zawsze. Kiedy otwieramy jelita, to cóżby tam miało być innego, jak nie kupa? A kupa śmierdzi. Czasami w organizmie są zmiany martwicze, rozpadające się nowotwory – to wszystko wydziela bardzo charakterystyczną woń, ale nie powiem, że jest to materia obrzydliwa, widok nie do zniesienia.

 

***

 

Sekcja zwłok składa się ze ściśle określonych procedur, których należy przestrzegać. Na samym początku zapoznaję się z kartą pacjenta, bo nie mam prawa rozpocząć autopsji bez podwalin klinicznych. Niejednokrotnie zdarza się, że dokumentacja medyczna zawiera nie tylko informacje o pacjencie i jego chorobie, lecz także opis fragmentu życia. Jeśli pacjent zmarł z powodu podejrzenia zawału serca, to często czytam: „Dziadek odbierał wnuczkę z przedszkola, zabolało go serce, upadł, został przewieziony…”. Czasami czuję się, jakbym znała tę osobę prywatnie.

 

Każda sekcja zwłok składa się z autopsji trzech jam ciała: jamy czaszki, jamy klatki piersiowej i jamy brzusznej. Otwieramy każdą po kolei, w takim właśnie porządku, niezależnie od tego, w której z nich spodziewamy się znaleźć przyczynę zgonu. Często zdarza się, że u pacjentów, u których zdiagnozowaliśmy już jakąś chorobę – np. niewydolność krążenia, zawał serca – odnajdujemy inne patologie w mózgu, jak udar czy guz, które też mogły być przyczynami zgonu.

 

Narządy ludzkiego ciała można podzielić na estetyczne, czyste i przyjemniejsze w dotyku oraz na te mniej „lubiane”. Szalenie estetyczne są nerki. Mają bardzo ładny kształt – fasolkowaty. Są przyjemne w dotyku, mają ciekawą konsystencję. Nie są rozlazłe, ale też nie są twarde jak kamień. Są zwarte, a jednocześnie bardzo delikatne i zawsze czyste. Nawet jeśli zawierają zmiany patologiczne, to są one ukryte w środku, więc kiedy je rozpakowujemy z tych ich pięknych, tłuszczowych torebek, to zawsze są gładkie i lśniące. Z kolei niezbyt przyjemnym organem z wiadomych względów jest jelito. Niekoniecznie elegancka jest też trzustka – trudno dostępna i ciężka do wypreparowania. Płuca zazwyczaj zawierają pienistą wydzielinę, są mocno przekrwione i broczą w chwili preparowania, ale za to mówią sporo o pacjencie. Od razu można rozpoznać płuca palacza, bo towarzyszy im rozedma, czyli pęcherze powietrzne ulokowane na obwodzie i pylica węglowa – czarne złogi pyłów, osadzające się w tkance płucnej.

 

Serce jest eleganckie, zwarte, sprężyste i w większości przypadków – chore. Nie robi jednak na mnie większego wrażenia. Może niefortunnie to zabrzmi, ale moim ulubionym organem jest mózg. Jestem patologiem od piętnastu lat, a i tak za każdym razem, kiedy go dotykam, dreszcz przechodzi mi po plecach. To coś niewyobrażalnego. Moment, kiedy go kroję, jest nie do porównania z niczym innym. Zawsze sobie wtedy myślę, jakie to niesamowite, że w tej oto tkance zawiera się wszystko. Wszystko, czyli ja – człowiek. Poczucie świadomości styku materii z duchem, który tę materię ożywia, jest nie do opisania.

 

Ale inne jamy ciała też są interesujące. Lekarzowi zawsze towarzyszy ciekawość: znajdzie coś czy nie znajdzie, będzie guz czy nie? Ale to jest raczej naukowe, badawcze, takie medyczne. Natomiast ten moment metafizycznego spięcia, niezwykle dziwnego uczucia, jest możliwy tylko wtedy, kiedy otwiera się jamę czaszki. Nie na darmo Thorwald (niemiecki pisarz, autor książek o historii medycyny sądowej – przyp. red.) powiedział, że mózg jest kruchym domem duszy. Bo kiedy już pokroję mózg, kiedy zrobię preparaty, to wtedy czuję, że oto zadziało się najgorsze – nie ma już ducha.

Misterium ciała_2

***

 

Najbardziej zapadają w pamięć sekcje zwłok dzieci obarczonych wieloma złożonymi i ekscentrycznymi wadami. Dwa razy w życiu zdarzyło mi się wykonywać sekcje noworodków urodzonych jako bezczaszkowce i bezmózgowce. To dzieci bez wykształconej kopuły kostnej czaszki oraz nieposiadające tkanki mózgowej. W takich przypadkach część kostna jest ścięta nad oczodołami, a tam, gdzie powinna być czaszka, jest tylko skóra.

 

Raz wykonałam sekcję noworodka obarczonego bardzo rzadką wadą – cyklopią. Dziecko miało jedną wielka gałkę oczną, której wykształcenie się związane było z zaburzeniem rozwoju płatów czołowych i przodomózgowia. Rysy twarzy też były zdeformowane; wielki i zniekształcony nos przemieścił się nad tę gałkę.

 

Bardzo ciekawym medycznym przypadkiem jest nowotwór zwany potworniakiem. Nazwa bierze się stąd, że guz może swoim wyglądem przypominać posturę człowieka lub części ciała. Zawiera m.in. zęby, kości, włosy, łój, fragmenty mózgowia, a czasami nawet elementy kończyn. Raz robiłam sekcję zwłok płodu i znalazłam potworniaka wewnątrz czaszki .

 

Zdarzają się sekcje, podczas których nie można jednoznacznie stwierdzić przyczyny śmierci. To tzw. sekcje białe. Ani badania makroskopowe, ani mikroskopowe tkanek pobranych ze wszystkich narządów nie pokazują żadnej ewidentnej patologii, a jednak pacjent zmarł. Takie sekcje kończymy formułą: „Nie stwierdza się ewidentnej, jednoznacznej przyczyny zgonu”.

 

***

 

Praca anatomopatologa nie polega tylko i wyłączanie na przeprowadzaniu sekcji zwłok. Zajmujemy się też badaniem tkanek pobranych od osób żywych i muszę przyznać, że diagnostyka histopatologiczna jest dużo trudniejsza i znacznie bardziej obciążająca dla lekarza. Proszę sobie wyobrazić młodego człowieka, który ma guza. Od rodzaju opisanego przeze mnie nowotworu – łagodnego, półzłośliwego albo złośliwego – zależy dalsze życie tego człowieka. Czy będzie skazany na ciężkie, wieloletnie leczenie, czy w ogóle nie zostanie zakwalifikowany do terapii; a może będzie musiał przejść operację, która go okaleczy? Czasami spędzam kilka dni, po kilka godzin dziennie, nad takim preparatem histopatologicznym. Wertuję setki stron książek, robię przerwę, wracam, piszę jedno rozpoznanie, potem je weryfikuję… To ciężka praca, o czym rzadko się mówi. Wszystkim się wydaje, że anatomopatolog jest jak automat – wrzuca się do jego głowy preparat, a on wydrukuje rozpoznanie. Niestety, tak to nie działa.

 

Histopatologia ma w sobie coś z wiedzy tajemno-magicznej. Bo jak to tak? – myśli sobie pacjent – pani ma szkiełko, na tym szkiełku jest tysiąc moich komórek i na tej postawie pani mi powie, że ja będę żył jeszcze dwa lata i będę miał przerzuty do mózgu? Niemożliwe. To jest nie do pojęcia, ale to prawda. Dzisiejsza patologia jest tak zaawansowana naukowo i technicznie, że to, co powiem temu pacjentowi, sprawdzi się w 95 procentach. Czasami zdarza się, że przychodzą do mnie pacjenci – najczęściej mężczyźni, może dlatego, że są bardziej techniczni – i pytają, czy mogliby zobaczyć preparaty. Ja wtedy wyciągam je z laboratorium i pokazuję. – To jest moja tkanka? – pytają. – Tak, to jest właśnie pańska tkanka – odpowiadam. – I gdzie jest ten rak? O tutaj, ten fragment, pół centymetra – wskazuję. – A czy może mi pani pokazać to pod mikroskopem? Zgadzam się i wkładam preparat pod mikroskop. Nie znają się na tym, ale mają satysfakcję, że oto dotknęli prawdy.

 

***

 

Wybrałam ten zawód z premedytacją. Chciałam być patologiem i wiedziałam, z czym to się wiąże i na co będę narażona. Niebanalne znaczenie przy wyborze tej specjalizacji miały moje predyspozycje – jestem silna psychicznie i konsekwentna. Jestem twardzielką. Oczywiście zdarzają się dni, kiedy mam do przeprowadzenia trzy bardzo trudne sekcje i jeszcze dodatkowo muszę porozmawiać z kilkoma pacjentami o ich wynikach – wtedy fizycznie jestem zmęczona; boli mnie głowa, potrzebuję poczytać gazetę, iść do kina. Ale to chwilowe. Następnego dnia znów jestem otwarta i gotowa na nowe wyzwania, które na mnie czekają.

 

Tekst: Aleksandra Zbróg

Ilustracje: Agnieszka Kowalczyk

 

Bohaterką tekstu jest Agnieszka Hałoń, patomorfolog z Zakładu Patomorfologii i Cytologii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...

1 comment

  1. Katemeika says:

    Mar 28, 2017

    Odpowiedz

    Najbardziej przerażające jest to że nikt nigdy nie poniósł kary. Była śmierć, było mataczenie, było łamanie życia wielu osobom w celu wplątania ich w to morderstwo. Szczęśliwie ocalały akta sprawy. I co? I nic. III RP sobie z tą zbrodnią nie poradziła. Nie była w stanie czy nie chciała? Na to pytanie książka nie daje odpowiedzi.
    Ojciec Grzegorza – Leopold Przemyk wnosi skargę do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka a Trybunał orzeka, że Polska jest winna i zasądza odszkodowanie dla ojca. Może to jest odpowiedź?

Name required

Website