/

Mój ziomo Janek Kowalski

Nowy Folder - #BananowaNiedziela

Urzeka mnie wielka debata na temat „Patointeligencji” Maty. Profesor Matczak napisał, żeby słuchać swoich dzieci, bo mogą mieć coś ciekawego do powiedzenia. Tak naprawdę w tym zdaniu zamyka się cała dyskusja nad kawałkiem młodego Matczaka. Jeżeli ktoś był nim zszokowany, albo nie słucha swoich dzieci, albo nie ufają mu na tyle, żeby szczerze z nim porozmawiać.

Co, tak naprawdę, znalazło się w kawałku Maty? Że nieletni piją? No piją, żadna nowość. Że ćpają? No ćpają. Że istnieją nieletnie galerianki, których hobby jest fellatio w sklepowych toaletach i przymierzalniach? No istnieją. Do tego ogromny procent nastolatków traci dziewictwo, jeżeli nie w gimnazjum (a teraz już podstawówce), to w liceum. Czy dotyczy to wszystkich? Oczywiście, że nie, ale oszukiwanie się, że co najmniej jedne z powyższych nie dotyczy lub nie dotyczyło Waszych dzieci, jest idiotyzmem. Przy okazji, pytanie do czytelników 40+: za Waszych czasów naprawdę dorastanie wyglądało zupełnie inaczej? Jakoś nie chce mi się wierzyć.

Mata rapuje o inteligencji, i może to dla niektórych było tak zadziwiające. Bo przecież jakakolwiek patologia kojarzy się z szarymi blokami, rozbitymi rodzinami, biedą i brudem. Nic bardziej mylnego. Wraz ze wzrostem dochodów rodziców, wzrasta jedynie jakość alkoholu i narkotyków. Dla przykładu, w „Patointeligencji” pojawiają się wzmianki o kokainie. Na szarych blokowiskach tak drogich używek nie znajdziecie. Jeżeli istnieje
narkotyk elit, to właśnie kokainę można mianować tym tytułem.

Co najsmutniejsze, tracimy szansę na niesamowicie ważną debatę. Wszyscy zaczęli walczyć o to, czy tekst Maty jest hiperbolą, czy opisuje prawdę. Czy w szkołach jest seks i używki, czy nie. Przepraszam najmocniej, ale to typowe polskie pieprzenie obok tematu. Porozmawiajmy zamiast tego o tym, jak nie dopuścić do sytuacji, w której nastolatkowie faszerują się dragami na śmierć. Jak uchronić ich przed nastoletnimi ciążami (EDUKACJA SEKSUALNA!). Jak sprawić, żeby nie chlali do utraty przytomności i sytuacji, w których jakiś dzieciak dusi się wymiocinami i kończy imprezę w plastikowym worku. Jak zapewnić młodym ludziom opiekę psychologów, dzięki której niczyj „ziomo” nie „powiesi się w Sylwestra”. I, co w tym wszystkim najważniejsze, jak przygotować rodziców na bunt dzieci i jak nauczyć ich rozmawiać ze swoim potomstwem o ich problemach.

Ja wiem, że, jako społeczeństwo, wolimy milczeć, kiedy pojawiają się naprawdę trudne społecznie tematy. W takim sytuacjach białego orła powinniśmy zamieniać na trzy małpki. Nie widzimy, nie słyszymy, nie mówimy. Czy tym razem skorzystamy z szansy, jaką dał nam Mata? Podejrzewam, że nie. Przecież lepiej, jak z edukacją seksualną, uznać, że jeżeli nie będziemy o czymś rozmawiać, to sprawimy, że to nie istnieje.