Moralność panny Sadowskiej

„Potworna tajemnica eleganckiego mieszkania przy Mazowieckiej” czy „W odmętach wielkomiejskiej rozpusty”, to tylko pierwsze tytuły, z całej serii artykułów poświęconych doktorce Zofii Sadowskiej, a dokładniej jej prywatnemu życiu, którego szczegółami żyła cała Warszawa z początkiem lat 20. XX wieku. Wojciech Szot w reportażu historycznym „Panna doktór Sadowska”, przybliża historię wybitnej polskiej lekarki, której orientacja seksualna stała się tematem numer jeden stołecznych brukowców, doprowadzając do procesów sądowych, w których powódka stała się oskarżoną.

Wojciech Szot do tej pory dał się poznać jako recenzent książek na swojej autorskiej stronie Zdaniem Szota. W 2008 roku założył wydawnictwo Abiekt.pl, specjalizujące się w literaturze gejowskiej i lesbijskiej. Jest także księgarzem, wydawcą oraz miłośnikiem archiwów i bibliotek. W swoich mediach społecznościowych regularnie porusza i komentuje sytuacje polskiej sceny kulturowej i politycznej, zwracając uwagę na ich moralny aspekt. To zawodowe-hobbistyczne zamiłowanie znalazło idealne odzwierciedlenie w jego debiucie literackim, które jak sam przyznaje, nie jest biografią, a reportażem historycznym, dotyczącym jednej z wielu zapomnianych osobistości. Doktor Zofia Sadowska mogła zapisać się na kartach polskiej historii jako wybitna lekarka, pierwsza Polka doktoryzująca się w Imperium Rosyjskim oraz działaczka na rzecz praw kobiet. Niestety, nie tylko zapomniano o jej naukowych dokonaniach, ale jej osobę przywołuje się głównie przy okazji wspominania jednego z największych skandali obyczajowych pierwszej połowy XX wieku.

Warszawa, koniec 1923 roku. Niespełna czterdziestoletnia Zofia Sadowska pracuje jako internistka, przyjmując w swoim gabinecie na ulicy Mazowieckiej 7. Jako kobieta, przyciąga rzeszę pacjentek, które zwierzając się ze swoich problemów zdrowotnych, czuły się w jej obecności bardziej komfortowo, niż w kontakcie z lekarzem — mężczyzną. Już od wczesnej młodości była zaangażowana społecznie, działając na rzecz praw kobiet oraz równouprawnienia. W 1918 roku była jedną z trzech kobiet, które domagały się od Józefa Piłsudskiego przyznania kobietom praw wyborczych. Jako lekarka, cieszyła się nie tylko uznaniem, ale także finansowym dobrobytem, który pozwolił jej na inwestowanie w kopalnie ropy naftowej, zakup samochodu, czy zagraniczne wakacje. Fakty te zasługują na szczególne wyróżnienie, ponieważ jak na niezamężną kobietę z początku XX wieku, Zofia Sadowska cieszyła się bardzo szeroko rozumianą niezależnością. Powodzenie w życiu zawodowym i prywatnym, być może było przyczyną, dlaczego jej osoba stała się celem ataku warszawskich brukowców, a publikacja artykułu w „Ekspresie Porannym” z 17 listopada 1923, rozpoczęła trwającą kilka lat batalię sądową. Sadowska została oskarżona o organizowanie lesbijskich orgii, uwodzenie pacjentek i przyczynienie się do rozpadu kilku małżeństw, a nawet o doprowadzenie do dwóch zgonów.

 Zofia Sadowska nigdy nie ukrywała swojej orientacji seksualnej (bardzo popularnym cytatem z sali sądowej jest „nazwa lesbijka nie hańbi”), ale artykuły w „Ekspresie Porannym”, czy „Kurierze Czerwonym” były czystymi przykładami zniesławienia i o to też gazety zostały pozwane przez lekarkę. Co do winy redakcji sąd nie miał wątpliwości, jednak proces dał powód do zastanowienia się nad tym, czy „lesbijka może być lekarką”. Ściślej przyjrzała się temu Najwyższa Izba Lekarska, w której wytoczono Zofii Sadowskiej proces, zakończony wyrokiem utraty prawa do wykonywania zawodu. Jednak ze względu na zagwozdki proceduralne, wyrok ten nie został uprawomocniony i lekarka dalej mogła pracować w zawodzie. Autor książki nie zagłębia się w psychikę bohaterki, jednak przytoczenie faktów z życia Zofii Sadowskiej po procesie, pokazuje, że mimo publicznego upokorzenia, z dumą oddawała się swoim pasjom, jak na przykład udział w wyścigach samochodowych, mimo że był to powód ponownego zwrócenia na siebie uwagi brukowców.

Wiele na temat książki mówi sama okładka. Zdjęcie na wprost oraz z profilu, niczym z kartoteki policyjnej, mimowolnie nakierowuje czytelnika na ocenianie bohaterki i zastanawianie się, czemu jest winna. Nieprzypadkowy jest także tytuł, który ma za zadanie podkreślić stan cywilny doktor Sadowskiej, będący stale komentowany nie tylko przez brukowce, ale także znajomych, współpracowników oraz osoby postronne.


Książka „Panna doktór Sadowska”, to przede wszystkim książka o walce o dobre imię. Walka, rozgrywają się na sali sądowej, toczyła się nie tylko o poszanowanie prywatności, ale przede wszystkim o godność. Precyzyjne przytoczenie słów, które padały nie tylko na sali rozpraw, ale także to, jak były one komentowane w stołecznej prasie, daje czytelnikowi okazję do niepowtarzalnego doświadczenia — wczucia się w skórę bezpośredniego obserwatora. Zofia Sadowska walczyła nie tylko o siebie, ale także swoją osobą dała przykład innym, nieheteronormatywnym osobom. Wielka szkoda, że pierwszy kobiecy comming out w międzywojennej historii Polski, skończył się ciągiem wieloletnich szykan i kpin. Do orientacji doktor Sadowskiej odnoszono się nie tylko w gazetach, ale też w książkach i kabaretach, czego fragmenty można znaleźć między rozdziałami książki.

Śledząc bloga Zdaniem Szota, już od dłuższego czasu czekałam na premierę książki „Panna doktór Sadowska”. Niecierpliwość podsycał fakt kilkukrotnego przekładania premiery, którą opóźnił koronawirus. Po pobieżnym obejrzeniu książki pomyślałam- „ile tu cytatów, gdyby wszystko to pominąć, zostałoby z 50 stron”. Pozorna wada, okazała się być największą zaletą reportażu. Czytając fragmenty gazet, które ówcześnie analizowały minuta po minucie, każdy z czterech procesów, czułam, jakbym sama była jedną z osób w tłumie gapiów pod warszawskim sądem. Autor wykonał mrówczą pracę, zdmuchując kurz z gazet sprzed prawie stu lat oraz szperając w sądowych archiwach. Dowodzi tego ponad osiemdziesięciostronicowy spis wykorzystanych źródeł. Co zatrważające, mimo że historia opisana w książce miała miejsce prawie sto lat temu, wciąż jesteśmy świadkami podobnych zachowań ze strony mediów czy władzy, którzy uznają odmienność jako powód do piętnowania.

„Panna doktór Sadowska”                                                                          

Autor: Wojciech Szot

Wydawnictwo: Dowody na Istnienie

Rok wydania: 2020

Wpisy

Na co dzień pracuje w biurze reklamy stacji telewizyjnej, a po godzinach realizuje reporterską pasję. Miłośniczka literatury faktu, muzyki z lat 80 (it’s my life, it’s now or never!) oraz kultury amerykańskiej. W dziennikarstwie najbardziej ceni możliwość odkrywania niezwykłych historii i prezentowanie ich światu.